Na pograniczu Podola i Wołynia wspominano o Powstaniu Styczniowym

Krasiłowska młodzież poznaje historię własnego regionuW miejscowości Salicha (obwód chmielnicki) przy kamieniu z tablicą ku czci Powstańców Styczniowych w styczniu każdego roku odbywają się uroczystości, upamiętniające największy polski zryw niepodległościowy w czasach rosyjskiej okupacji Polski.

2017 rok w Krasiłowie, w pobliżu którego znajduje się Salicha, rozpoczął się dla miejscowej polskiej wspólnoty z imprezy w Bibliotece Rejonowej, poświęconej 154. rocznicy powstania styczniowego, która odbyła się 2 lutego.

Po raz pierwszy na podobną uroczystość zawitała szefowa miejscowego departamentu kultury, która przy okazji przypomniała o udziale zespołu „Barwy” z Krasiłowa w festiwalu kultury polskiej „Perła Podola”, który niedawno zorganizowano w Chmielnickim.

W ramach spotkania prezes krasiłowskiej organizacji polskiej Rusłan Garnyk zaprezentował broszurę o wydarzeniach w maju 1863 roku w Saliszy z udziałem polskich insurgentów pod wodzą Edmunda Różyckiego. Rosjanie wówczas ponieśli druzgocącą klęskę a polskie oddziały po rozbiciu wroga przeszli granicę zaboru rosyjskiego i złożyli broń. 500 takich broszur zostało wydanych w Krasiłowie przy wsparciu Fundacji „Wolność i Demokracja”.

Naród, który nie potrafi żyć w niewoli

Każdy naród i każde państwo ma swoją niepowtarzalną historię. Historia naszego kraju jest wielowiekowa i wielowątkowa. Teraz Polska jest wolnym, niezależnym państwem, równoprawnym członkiem Unii Europejskiej i NATO, lecz były w przeszłości ona przeżyła trudne czasy, kiedy, nie istniała w ogóle na politycznej mapie świata.

Lecz Polacy zawsze dążyli do wolności i niepodległości, walcząc o swoją swobodę. Właśnie o jednej z takich stron wyzwoleńczej walki chcemy dziś przypomnieć. W zeszłym miesiącu obchodziliśmy 154. rocznicę powstania styczniowego, które zaczęło się 22 stycznia 1863 r. od Manifestu Tymczasowego Rządu Narodowego. To był początek  największego i najdłuższego  polskiego zrywu narodowego przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Insurekcja obejmowała swym zasięgiem Królestwo Polskie, Litwę i Białoruś i w mniejszym stopniu - Ukrainę.

Spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej. Miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1200 bitew i potyczek. I właściwie jedna z największych bitew odbyła się  w miejscowości Salicha Wielka, niedaleko Krasiłowa...

Dowodził polskimi powstańcami wówczas pułkownik Edmund Różycki (1827-1893), żarliwy patriota, człowiek, który porzucił służbę w carskim wojsku dla sprawy narodowej, sprawny konspirator i wreszcie - najważniejszy w sensie militarnym i organizacyjnym przywódca powstania, wsławiony m. in. wspaniałym zwycięstwem pod Salichą.

Zgodnie z umową sidorowską Różycki rozpoczął działania zbrojne 8 maja 1863 r., chociaż już dzień wcześniej wyprowadził ok. 850-osobowy oddział konny z Żytomierza do uroczyska „Pustocha”, niedaleko wioski Karpowiec. Pomimo mieszkania na Wołyniu dużej ilości Polaków, a także ogłoszenia dokumentów o natychmiastowym uwłaszczeniu chłopów (tzw. Złotych Hramot), Różyckiemu nie udało się doprowadzić do powstania powszechnego. Ze smutkiem należy skonstatować, że chłopi raz jeszcze poszli drogą wskazaną im przez carską propagandę.

9 maja Wołyńczycy zajęli bez walki miasto Lubar, którego załogę wzięto do niewoli, a następnie zwolniono. W myśl założeń militarnych, jazda Różyckiego miała być kośćcem przyszłej armii rusińskiej, wokół niej powinny grawitować mniejsze grupy powstańców. Przez pewien czas strategię tę realizowano: oddział pozostawał w kontakcie ze zgrupowaniami Jana Chranickiego, które osłaniało prawą flankę i Władysława Ciechońskiego — osłaniającego przód.

Z Lubaru skierował się Różycki do Połonnego, które również zajął bez walki i gdzie być może strawił zbyt dużo czasu (5 dni), a następnie cofnął się w kierunku na wschód, aż spotkał Rosjan pod Miropolem, gdzie wywiązały się dwudniowe walki (16-17 maja). W sensie taktycznym bitwa została przegrana, albowiem Wołyńczycy ustąpili. Mimo, iż były na to szanse, nie doszło do upragnionego połączenia z Chranickim. Różycki wymknął się jednak z obławy, manewrując najpierw na zachód, a potem na południe.

19 maja pod Worobijówką w powiecie zwiahelskim wziął do niewoli kilkudziesięciu Rosjan, a następnie przekroczył granicę Podola, próbując zorientować się, na jakie wsparcie może liczyć; ostatecznie przyłączyło się doń jedynie 60 osób pod dowództwem Szaszkiewicza. Jako anegdotę warto przytoczyć fakt, iż na Podolu Różycki biwakował w jarze Hańczarycha, gdzie, według proroctwa Wernyhory, miał się rozegrać ostateczny bój między Polakami a Rosjanami. Rosjan wprawdzie nie znaleziono, ale żołnierze byli bardzo pokrzepieni na duchu. Oddział kierował się na Chmielnik, jednakże wobec braku perspektyw wzniecenia walk na Podolu, wycofał się ostro na północ do Lubaru, by tam ostatecznie podjąć marsz ku granicy austriackiej.

Różycki przechodził wtedy przez szereg miejscowości, aż 25 maja natknął się pod Laszkami na Rosjan i wydał im bitwę. Niestety, nie był jej stanie wygrać wobec przytłaczającej liczebności przeciwnika (15 tysięcy żołnierzy). Warto jednak wspomnieć, że otrzymał tego dnia wsparcie w postaci 45-osobowego oddzialiku Eustachego Klukowskiego.

Salicha

Oddział Różyckiego, liczył w tym momencie 260 osób (5 szwadronów, z czego trzy niekompletne.) Następnego dnia ruszył traktem prowadzącym ze Starego Konstantynowa w stronę Jampola. Po kilku godzinach marszu straż tylna zaalarmowała o zbliżaniu się Rosjan. Siły nieprzyjaciela były 3 razy większe i wyniosły 3 roty piechoty oraz 120-osobowy odział kozaków — w sumie ok. 720 osób. Tak doszło do pamiętnej bitwy pod Salichą, jednego z najbardziej błyskotliwych zwycięstw kampanii Różyckiego i całego powstania styczniowego. Na kalendarzu był 26 maja 1863 roku…

Różycki, zorientowawszy się w sytuacji, przyspieszył kroku, by dotrzeć do znajdującego się we wsi mostu, zanim uczynią to Kozacy; przeszedłszy wieś, skierował się na północ, w stronę Jampola, a następnie zwrócił oddział na południe w taki sposób, że lewą flankę oparł o błotnisty wąwóz. Tymczasem rosyjscy tyralierzy zbliżyli się na odległość strzału i otworzyli ogień. Różycki uformował oddział w dwa szeregi, po dwa szwadrony w każdym i rozpoczął szarżę. Tak, jak pod Somosierrą, kawaleria pędziła pod gradem kul i tak, jak pod Somosierrą, miała na wyposażeniu przede wszystkim piekielne lance. Broń ta, mimo iż wydawała się przestarzałą, świetnie przysłużyła się w bitwie — Polacy dosłownie wyrąbali sobie drogę przez kolumny rosyjskie na drugą ich stronę. Wielu Rosjan poległo tego dnia, łącznie z dowódcą kapitanem Łomonosowem.

Ci, którzy przeżyli, uciekali w popłochu. Do anegdotycznych należy opowieść o kapitanie Michnowie, dowódcy II kompanii piechoty, który całą bitwę przesiedział pod wzmiankowanym już mostem, za co czekał go później sąd wojenny. Po tym decydującym natarciu w pobliżu pola walki pojawiły się jeszcze 3 roty rosyjskie, ale widząc ogrom zniszczeń, nie ośmieliły się podejść. Strasznymi musieli być teraz Ci rycerze, trzymający skrwawione lance, w pogardzie mający śmierć, śmierć zadający. Droga do granicy galicyjskiej była otwarta…

Bitwa warta pomnika

Oddział Różyckiego przekroczył ją dwa dni później w miejscowości Szczęsnówka, tam uległ rozwiązaniu i… rozpłynął się w powietrzu.

Tak zakończył się najbardziej chlubny, a jednocześnie niezwykle blaskomiotny epizod powstania styczniowego na Rusi.

Mimo początkowych sukcesów zakończyło się klęską powstańców w 1864 r. Represje ze strony rosyjskiej były brutalne - konfiskata majątków szlacheckich, kasacja klasztorów na obszarze Królestwa Polskiego, wysokie kontrybucje, a przede wszystkim aktywna rusyfikacja. Za udział w powstaniu władze carskie skazały na śmierć co najmniej 669 osób. Na zesłanie do Syberii skazano przynajmniej 38 tysięcy osób.

Ale powstanie styczniowe stanowiło przełomowy moment w tworzeniu nowoczesnego państwa polskiego. Polacy wykazali gotowość do poświęceń oraz umiejętności do stworzenia sprawnego aparatu państwowego. Skończył się okres ujarzmiania Polaków ich własnymi rękami. Walka stała się okazją do zamanifestowania idei „za naszą i waszą wolność”.

26 maja 2013 w celu uczczenia 150. rocznicy bitwy odsłonięto pomnik Powstańcom Styczniowym w pobliżu miejsca, gdzie Polacy rozgromili rosyjskie oddziały Łomonosowa i Michnowa.

Rusłan Garnyk na podstawie informacji polskich historyków, 13.02.17 r.

Dodaj Komentarz

Kod ochronny
Odśwież

Gazeta "Słowo Polskie" w PDF

2017

Nr 3 (56)

Nr 2 (55)

Nr 1 (54)

2016

Nr 12 (53)

Nr 11 (52)

Nr 10 (51)

Nr 9 (50)

Nr 8 (49)

Nr 7 (48)

Nr 6 (47)

Nr 5 (46)

Nr 4 (45)

Nr 3 (44)

Nr 2 (43)

Nr 1 (42)

2015

Nr 12 (41)

Nr 11 (40)

Nr 10 (39)

Nr 9 (38)

Nr 8 (37)

Nr 7 (36)

Nr 6 (35)

Nr 5 (34)

Nr 4 (33)

Nr 3 (32)

Nr 2 (31)

Nr 1 (30)

2014

Nr 12 (29)

Nr 11 (28)

Nr 10 (27)

Nr 9 (26)

Nr 8 (25)

Nr 7 (24)

Nr 6 (23)

Nr 5 (22)

Nr 4 (21)

Nr 3 (20)

Nr 2 (19)

Nr 1 (18)

2013

Nr 12 (17)

Nr 11 (16)

Nr 10 (15)

Nr 9 (14)

Nr 8 (13)

Nr 7 (12)

Nr 6 (11)

Nr 5 (10)

Nr 4 (9)

Nr 3 (8)

Nr 2 (7)

Nr 1 (6)

2012

Nr 5 od 23.12.2012 r.

Nr 4 od 26.11.2012 r.

Nr 3 od 26.10.2012 r.

Nr 2 od 25.09.2012 r.

Nr 1 od 25.08.2012 r.

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą