Z perspektywy Kresów I RP

Perły ziemi tarnopolskiej

Pałac w okolicach Czerwonogradu. Źródło: https://ua.igotoworld.com Wracając z Nowosiółki do Borszczowa, jedziemy drogą Т-2002 w kierunku Mielnicy Podolskiej. Gdzieś w połowie drogi napotkamy wieś Krywcze, gdzie nad drogą wznoszą się dwie wysokie wieże zamku Konckich.

Ten pałac został wybudowany w 1639 roku (wg innych danych w 1650). Twierdza nie poddała się ani Kozakom w roku 1648, ani przed Turkami w 1672. Osmanie jednak zdobyli ją na czele z samym Mahometem IX, który wracał z Buczacza. Po tym przebywali tutaj Lipkowie – tak zwani „polscy Tatarzy”. Znowu przeszli na stronę Turków, ich przywódcą zaś był renegat Aleksander Kryczyński. Po odbiciu zamku przez Polaków za zdradę Kruczyński trafił na pal.

W latach 1684-1699 twierdza w Krywcze służyła jako baza dla polskich żołnierzy, które trzymały w blokadzie Kamieniec Podolski, a do połowy XIX w. zamieszkała tutaj rodzina Golejewskich, która sprzedała zamek Żydom Sajdmannom. Ostatni rozebrali część murów na gorzelnię. W okresie międzywojennym zamek znalazł się pod opieką Polskiego Stowarzyszenia Turystycznego, które otworzyło w jednej z wież schronisko dla podróżników. Twierdza w Krywcze. Źródło: https://castlesua.jimdo.comJednak po drugiej wojnie światowej ostatecznie rozebrano bramę, ruiny dwóch wież i ściany, które je łączyły. Kamienie wykorzystano na budowę drogi. Po raz ostatni zamek był remontowany w 1990 roku, kiedy to odnowiono dach dwuspadowy jednej z wież oraz część murów. Trochę niżej poziomu zabytku znajduje się kościół katolicki, który przebudowano z zamkowego magazynu prochu.

Krywcze jest znane nie tyle z zamku, ile ze słynnej Kryształowej Jaskini – jednej z największych na Ukrainie. Jest to jedyna naturalna jaskinia na Tarnopolszczyźnie, wyposażona dla grup turystycznych, wewnątrz jest światło, są ścieżki itd.

W Mielnicy Podolskiej skręcimy w lewo, na Kudryńce. Tam na stromej skale nad Zbruczem widnieje jeszcze jeden zamek, najbogatszego w dawne fortyfikacje rejonu borszczowskiego.

Wojewoda ruski Mikołaj Herburt założył tą twierdzę w roku 1615 dla obrony południowych granic Rzeczypospolitej przed Tatarami i Wołochami. Jej moc została sprawdzona przez oddziały Maksyma Krywonosa, i owego egzaminu nie wytrzymała. W czasie kolejnej wyprawy Chmielnickiego do Galicji w pobliżu zamku zatrzymał się krymski chan Islam Girej, i przeciwko niemu oddział Polaków dowodzony przez szlachcica Kłodzińskiego dokonał desperackiego wypadu.

Twierdza postawiona przez Mikołaja Herburta w Kudryńcach. Źródło: https://castlesua.jimdo.comFortyfikacje znowu zdobyte (tym razem przez Turków) w 1672 roku, lecz wkrótce twierdzę odzyskała armia koronna czyniąc ją jeszcze jednym punktem oporu blokady Kamieńca Podolskiego. W XVIII w. rodzina Humeckich przebudowała część pomieszczeń zamkowych na rezydencję, a zatem zabytek był zamieszkały do połowy następnego stulecia. Po tym został sprzedany Żydom Bartfeldom, którzy podobno jak w Krywcze, zaczęli rozbierać mury na materiały budowlane. Ani pierwsza wojna światowa, ani druga na szczęście nie uszkodziły zamku. Co więcej – w okresie międzywojennym stacjonował tutaj polski oddział przygraniczny, który zorganizował w odnowionych pomieszczeniach muzeum krajoznawcze i schronisko turystyczne. Nic dziwnego – widok, który rozlega się z murów zamkowych na strome skały prawego brzegu Zbrucza po prostu może zahipnotyzować podróżnika! Do naszych dni zamek, mimo że w ruinach, przetrwał prawie w całości, poza wschodnią wieżą i murami, rozebranymi jeszcze w XIX w. Co ciekawe, w Tarnopolskim Muzeum Krajoznawczym znajduje się duży fotel z zamku w Kudryńcach.

Z Kudryniec dość kiepską drogą przez Paniowce docieramy do drogi na Kamieniec i dostajemy się rogu obwodu tarnopolskiego, w którym ulokowała się wieś Okopy.

Osada w Okopach pojawiła się tutaj wraz z twierdzą Okopy Świętej Trójcy, którą wybudowali Polacy jako główny punkt blokady pobliskiego Kamieńca Podolskiego i Chocimia, okupowanych przez Turków. Twierdzę według planu architekta Tylmana z Gameren postawiono w 6 tygodni! Stało się to w roku 1692. Jej komendantem został pułkownik Michał Brandt, dowódcą oddziałów kawalerii, które nie dawały spokojnie żyć Turkom, był galicyjski cześnik Jakub Kalinowski. Pieniądze na budowę twierdzy przekazał wielki hetman koronny Stanisław Jabłonowski.

Do wyzwolenia Podola z Turków pozostawało jeszcze siedem lat, i w przeciągu tego całego czasu załoga fortecy wspaniale wykonywała swoje zadanie – łapała kolumny z prowiantem i gromiła oddzielne tureckie odziały, które mieli nieostrożność przemieszczać się tymi terenami. Po Pokoju w Karłowicach 1699 roku fortyfikacja niby straciła znaczenie militarne, lecz w latach Wojny Północnej podtrzymywano ją w należytym stanie, za czasów zaś Konfederacji Barskiej odbyło się tutaj jedno z wydarzeń, które rozsławiło Polaków na całą Europę. Przez 12 tygodni w fortecy bronił się jeden z przewodniczących konfederacji – Kazimierz Pułaski wraz z 320 jej zwolennikami. 8 marca 1769 roku pod murami Okopów Świętej Trójcy znalazło się wojsko generała Lwa Izmaiłowa, składające się 1,8 tysiąca żołnierzy. Po zaciętym szturmie Rosjanie wdarli się za mury. Część konfederatów zdołała się uratować, przepłynąwszy Dniestr, pozostali zaś bohatersko polegli w podpalonym kościele Św. Trójcy, nie życząc się poddawać.

Brama Lwowska w Okopach. Źródło: http://panoramakiev.narod.ruNiebawem forteca ostatecznie straciła swoje znaczenie strategiczne i rząd austriacki częściowo ją rozebrał. Lecz dla Polaków Okopy Świętej Trójcy pozostawały świętym miejscem, a więc kosztem różnych instytucji społecznych dokonano odnowienia twierdzy w 1870 roku, na początku zaś XX w. Mieczysław Dunin-Borkowski odrestaurował ocalałą bramę Kamieniecką i Lwowską, o czym do dziś informują tablice pamiątkowe na nich. Ponadto, znany pisarz Zygmunt Krasiński dedykował Okopom swą „Nie-Boską komedię”.

W czasie pierwszej wojny światowej Rosjanie planowali zbudować tutaj kolej do Borszczowa i zburzyli część wałów, lecz swoich zamiarów nie zrealizowali. Na dzień dzisiejszy ocalały wspomniane bramy, odbudowany w okresie międzywojennym kościół (obecnie znowu przyjmuje wiernych) oraz pozostałości wieży Pułaskiego. Wszystko to znajduje się na wąziutkim przesmyku, utworzonym przez Dniestr i Zbrucz, który kilkaset metrów poniżej wsi wpada do drugiej co do wielkości rzeki Ukrainy.

Nawiasem mówiąc, Okopy są świętym miejscem nie tylko dla Polaków, ale również dla Żydów, gdyż tutaj właśnie w roku 1700 urodził się twórca chasydyzmu Izrael ben Eliezer, znany bardziej jako Baal Szem Tow.

Po raz ostatni drogą Т 0202 jedziemy przez Borszczow na Tłuste. To spory odcinek, który wynosi 79 km. W tym mieście jest kilka ciekawych zabytków, m.in. wspaniały greckokatolicki kościół p.w. Św. Michała, wzniesiony przez architekta Jana Sas-Zubrzyckiego w 1939 roku, przed samą okupacją pierwszych sowietów. Jeżeli udamy się lewą uliczką za świątynie, to na jej końcu możemy zobaczyć jeden z dwu fortów, wybudowanych przez ojca Bogdana, Michała Chmielnickiego w pierwszej połowie XVII w. Zabytek poznaje się z charakterystycznego daszku. Drugiego frontu w skutku późniejszych zmian nie da się rozpoznać.

Z Tłustego kierujemy się na Zaleszczyki i skręcamy na Horodenkę. 5 km dalej skręcamy w prawo. Tutaj pomiędzy wsiami Nahoriany i Nyrków w olbrzymiej kotlinie, utworzonej przez rzekę Dżuryn, na wzgórzu znajduje się najbardziej malowniczy zamek na całej Tarnopolszczyznie – dawny książęcy Czerwonogród. To jedno z najdawniejszych miast Podola, które już nie istnieje. Przypuszcza się, że powstało jeszcze w IX wieku! Nazwę miasto zawdzięcza tutejszym glebom o jaskrawo czerwonym kolorze.

Fortyfikacje miasta książęcego zdobywali najróżniejsi wrogowie – Mongołowie, Wołosi, Tatarzy. Na początku XVII w. Mikołaj i Stanisław Daniłowiczowie wznieśli na miejscu drewnianych ścian murowany zamek o czterech okrągłych wieżach. Jego też zdobyli Kozacy Krzywonosa, w roku zaś 1672 przyszli tutaj Turcy. Według legendy, przekazanej przez Aleksandra Czołowskiego, Osmanie przekopali rzekę Dżuryn, w skutku czego powstał wodospad, i osuszyli stare łożysko, co umożliwiło najeźdźcom podejście do zamku po lądzie i lekkie zdobycie go. Pod koniec tegoż stulecia te tereny kupili Ponińscy.

Około roku 1820 Karol Poniński rozkazał rozebrać dwie ze czterech zamkowych wież i trzy stare skrzydła, zbudowawszy na tym miejscu nowy klasycystyczny pałac. Po kilku latach jego syn Kalikst zarządził demontaż dwóch pozostałych po zamku Daniłowiczów wież. Na ich miejscu wzniósł podobne, lecz o wiele wyższe wieże, ozdobione dekoracyjną attyką oraz strzałkowatymi oknami neogotyckimi. Ponieważ Kalikst Poniński mieszkał przeważnie we Lwowie, w Czerwonogrodzie mieszkała jego matka Helena z Górskich Ponińska, i właśnie za jej czasów majątek zdobył sławę „najlepszej wiejskiej zagrody Podola”. Na rozkaz Heleny dość daleko od pałacu, na zboczu wąwozu wybudowano rodzinne mauzoleum, w którym niebawem postawiono nagrobek słynnego duńskiego rzeźbiarza Thorvaldsena. Na nim Geniusz Śmierci odprowadza w zaświaty zmarłych dzieci Heleny.

Obecnie znajduje się we Lwowskiej Galerii Sztuki, mauzoleum zaś – w ruinie.

Pierwsza światowa wojna mocno zniszczyła posiadłość, a zatem jego ostatniej posiadaczce Marii Eleonorze Lubomirskiej już zabrakło pieniędzy na odbudowę. W lutym 1945 roku żołnierze UPA zabili w murach rezydencji Ponińskich kilkadziesiąt Polaków, którzy spakowali się do wyjazdu do Polski. O tej tragedii przypomina pamiątkowy krzyż.

Po wojnie pałac rozebrano na materiały budowlane – m.in., w Nyrkowie z nich wzniesiono chlew – pozostawiono tylko zniszczone neogotyckie wieże, które obecnie są romantyczną dominantą kotliny Dżuryna. W ich pobliżu z czasów radzieckich stoi obóz pionierski, przed kilkoma laty dołączył również niezgrabny barak klasztoru Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Tamtejszy jedyny zakonnik, szczerze mówiąc, nieco niespełna rozumu, gdyż lubi powiać fantastyczne historię o olbrzymich piramidach pod pałacem, które niby są centrum energii wszechświata. Niedaleko wież znajduje się ruina dużego kościoła Wniebowzięcia Bogurodzicy, wzniesionego w 1615 roku, i zniszczonego wraz z rezydencją w roku 1945.

Będąc w Czerwonogrodzie, koniecznie trzeba zwiedzić pobliski Dżuryński wodospad, utworzony wg legendy przez Turków. Uważa się go za najwyższy (16 m) równinny wodospad Ukrainy. W pobliżu tryska kilka źródeł wody leczniczej, w sąsiednich zaś lesistych pagórkach kryje się kilka jaskiń.

Dmytro Antoniuk, opracowanie tekstu Irena Rudnicka, 16.02.17 r.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego – dbajmy o język polski na całym świecie!

Corocznie, 21 lutego, od prawie 20 lat, obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego.

Świętu temu przyświeca idea promowania używania mowy ojczystej, a w kontekście naszego kraju - kultywowania języka polskiego za granicą. Wspieranie edukacji polonijnej, dbałość o poprawność językową czy popularyzacja dwujęzyczności  - to jego najważniejsze założenia!

Sposobów na promocję języka polskiego w kraju i na świecie jest wiele. Ważne jednak, żeby inicjatywa Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego pokonała granice i dotarła do najdalszych zakątków globu.

Fundacja Edukacji Polonijnej, mająca na celu rozpowszechnianie polskiej edukacji za granicą, po raz kolejny współorganizuje obchody święta i proponuje sposób, który pozwoli zaangażować się w akcję każdemu Polakowi!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Na portalu PolakPotrafi ruszył projekt Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Tym razem, aby promować ideę dbałości o piękno języka polskiego do realizacji zostały postawione trzy główne zadania:

1) Stworzenie filmu promocyjnego, podkreślającego wagę znajomości języka ojczystego i  pokazującego, jak ważne jest inwestowanie w jego naukę.
2) Konkurs dla najmłodszych Polaków, zachęcający do zaprezentowania swoich umiejętności w zakresie znajomości języka polskiego i polskiej literatury.
3) Promocja Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego w całym kraju oraz na świecie wśród Polonii, aby dotrzeć z informacją do każdego użytkownika naszego pięknego języka.

Każda osoba może wesprzeć i udostępnić projekt, przyczyniając się tym samym do rozprzestrzeniania się idei dbałości o język Ojczysty w kraju i na świecie. Co ważne, KAŻDA inicjatywa będzie nagradzana. Nagrody wybiera się indywidualnie!

Projekt promując język polski na świecie, promuje także wszystkich darczyńców, od pojedynczych osób, po organizacje i firmy. W zeszłym roku akcja dotarła do ponad 40 tys. osób. W tym roku to Ty lub Twoja firma możecie wyróżnić się, promując polską edukację!

Zebrane fundusze to kolejna cegiełka do  popularyzacji języka Ojczystego.

Pokaż, że warto inwestować w język polski!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Notatka przygotowana przez:

Sonia Horonziak
tel. +48 12 291 91 45
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it
www.polonia.edu.pl
facebook.com/FundacjaEdukacjiPolonijnej

Słowo Polskie, 02.02.17 r.

Polska, której już nie ma

Wystawa „Rzeczpospolita utracona” Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie rozpoczęła wędrówkę po Winnickim Okręgu Konsularnym.

Ekspozycja, prezentowana w Czerniowieckim Obwodowym Muzeum Sztuki, jest podróżą po Rzeczypospolitej, której już nie ma. Zniknęła bezpowrotnie, nie w wyniku normalnego rozwoju cywilizacyjnego i naturalnych procesów społecznych, ale na skutek kataklizmu, jaki stał się udziałem po 1939 r. Tematy poruszane w wystawie są bardzo popularne dziś na Ukrainie – historia zagłady dwóch zbrodniczych reżimów – komunizmu i nazizmu, popełnionej na Żydach, Polakach, Romach, Ukraińcach i przedstawicielach innych narodowości oraz grup społecznych.

W uroczystym wernisażu wystawy wzięli udział Konsul Generalny RP w Winnicy T. Olejniczak, Konsul Generalna Rumunii w Czerniowcach E. Moldovan, przedstawiciele władz miejscowych oraz reprezentanci społeczności polskiej zamieszkującej Bukowinę.

W wydarzeniu wziął również udział proboszcz czerniowieckiej bazyliki mniejszej A. Szpak. Otwarcie ekspozycji zgromadziło również studentów, przedstawicieli organizacji pozarządowych, było szeroko relacjonowane w lokalnych mediach. Wystawa będzie prezentowana w Czerniowcach do końca stycznia.

Słowo Polskie, zdjecia: K. Witruk, 27.01.17 r.

 



Zwycięstwa i porażki powstańców styczniowych na Podolu i Wołyniu

Kosynierzy w Będzinie. Rekonstrukcja historycznaDo wybuchu powstania na południowym wschodzie zaboru rosyjskiego doszło kilka miesięcy później niż w Kongresówce. Tymczasowy Rząd w Warszawie zwrócił się do komitetu Rusi z wymogiem podnieść sztandary powstańcze także na Ukrainie. Termin rozpoczęcia walk zaplanowano na maj 1863 r. Liczono, że podolskie, wołyńskie i kijowskie oddziały wesprą powstańcy z zaboru austriackiego pod wodzą generała Wysockiego.

Najtrudniej zwołać szlachtę pod hasłem zwolnienia kraju od zaborcy było na Kijowszczyźnie, gdzie Polacy stanowili niewielki odsetek wśród ukraińskiego chłopstwa. Chyba jednym z największych błędów taktycznych przywódców powstania na Rusi była wiara w poparcie dla powstania ze strony ukraińskich chłopów. Specjalnie w tym celu ogłaszano manifest powstańczy „Złotą hramotą”, wydrukowany złotymi czcionkami.

Manifest w języku ukraińskim obiecał chłopom wolności i prawa obywatelskie, swobodę religii oraz przekazanie im na własność uprawianej przez nich ziemi bez odszkodowania (uwłaszczenie). Niestety nastroje chłopów były całkowicie odmienne. Znaczny wpływ na ich zachowanie w rewolucyjnej sytuacji miały rosyjscy urzędników i duchowieństwo prawosławne, którzy twierdzili iż celem powstania było odebranie chłopom praw i korzyści danych lub obiecanych im przez cara. Carskie władze nawet tworzyły we wsiach straże włościańskie, które miały na celu chwytać powstańców. W zwalczanie insurgentów zaangażowano kilkadziesiąt tysięcy chłopów.

Rekrutacja Polaków do oddziałów powstańców też nie przebiegała tak sprawnie, jakby tego chcieli ich przywódcy. Część osób ujętych w ewidencji organizacyjnej nie stawiła się do walki, znaczną część wpisano do kilku oddziałów naraz. Jeden z setników w powiecie żytomierskim na miejscu koncentracji swojego oddziału nie spotkał żadnej osoby, jego ludzie byli bowiem równocześnie przypisani do innych partii.

W województwie kijowskim przewidywana liczba powstańców zebrała się tylko w samym Kijowie i okolicach w innych powiatach zgłosiło się mniej niż połowa.

Krótki okres swobody

Oddziały powstańcze miały skoncentrować się we wszystkich powiatach województw ukraińskich i rozpocząć walkę w nocy z 8 na 9 maja 1863 r. Wobec odmowy przystąpienia do niej komitetu powstańczego na Podolu, powstanie wybuchło jedynie w dwóch pozostałych województwach (kijowskim i wołyńskim). W kijowskim większość oddziałów została rozbita w ciągu dwóch dni, nieliczne przetrwały około tygodnia. W Borodziance (na północny zachód od Kijowa) przeszło stuosobowa partia Romualda Olszańskiego została otoczona i mimo rozpaczliwego oporu, w części spalona żywcem w zabudowaniach tej wsi, w części wzięta do niewoli rosyjskiej.

Dwa oddziały, które wystąpiły w powiecie wasilkowskim, następnego dnia wymordowali chłopi. Więcej szczęścia mieli powstańcy w powiecie taraszczańskim, dowodzeni przez Adama Zielińskiego, pseudonim Wola. Otoczeni przez chłopów do których strzelać nie chcieli, złożyli broń i zostali wydani żołnierzom rosyjskim, ci zaś powiedli ich do twierdzy kijowskiej.

W powiecie berdyczowskim dowództwo nad oddziałem powstańczym objął blisko 70-letni Platon Krzyżanowski. Pochodził on ze szlachty wyznania prawosławnego, jego ojciec był wicegubernatorem podolskim, a on sam oficerem rosyjskim, lecz później - w czasie powstania listopadowego - służył w wojsku polskim. Po kilku drobnych utarczkach z Rosjanami skierował się w stronę Lipowca. Bardziej naturalne byłoby połączenie się z powstańcami wołyńskimi, do czego jednak nie doszło, co według Tadeusza Bobrowskiego było spowodowane „chyba panującą wówczas manią zakreślenia krwią granic”. Po drodze do Lipowca zajęto stację pocztową, dozorowaną przez niejakiego Taxa, którego podejrzewano o lustrowanie korespondencji. Powołany naprędce sąd doraźny skazał tegoż urzędnika na powieszenie, co też zaraz wykonano.

Wobec ciężkiej choroby Krzyżanowskiego, który po egzekucji Taxa wrócił do domu, skąd natychmiast zadenuncjowany przez włościan został wywieziony do Kijowa, dowództwo oddziału objął Antoni Trypolski. I on był uczestnikiem powstania listopadowego, lecz - jak twierdził znający go Bobrowski, nie znał się na sprawie wojskowej. Wbrew tej opinii Trypolski stawił Rosjanom twardy opór pod Malinkami, jednak uległ przewadze wroga. Resztki oddziału berdyczowskiego rozbili chłopi pod wsią Pohrebyszcze, pastwiąc się nad zwłokami poległych tak, że rodziny później nie mogły ich rozpoznać.

Polskie szańce na Wołyniu

W województwie wołyńskim sytuacja była nieco korzystniejsza - odsetek Polaków większy, więc siły organizacji bardziej rozbudowane, co przy mniejszej wrogości chłopstwa niż w województwie kijowskim dawało pewną szansę prowadzenia dłuższej walki. Tutaj miały wkroczyć z Galicji oddziały gen. Józefa Wysockiego. Głównym ośrodkiem powstania okazał się powiat żytomierski, gdzie dowództwo objął Chranicki. On nie miał złudzeń co do szans walki. W lutym 1863 r. mówił przywódcom powstania w Warszawie, że kraj nie był do niego przygotowany, „że ledwie kilkanaście tysięcy obrońców znajdzie się, którzy tylko powiększą liczbę ofiar”. Mimo to, powodowany obowiązkiem, przyjął dowództwo od początku trudne, gdyż trzech na pięciu setników organizacji oświadczyło, że do powstania nie pójdzie, wymawiając się względem na swoje i żony zdrowie, a z 600 spodziewanych ludzi stawiło się 119, uzbrojonych w 40 fuzji, osiem pistoletów, 25 toporów i dwie kosy.

W Romanowie Chranicki odczytał chłopom „Złotą hramotę”. Jak wspominał, słuchali dość przychylnie, pewien staruszek dodał nawet pochlebnie, że najlepiej żyło im się za polskiego króla. Nie chcieli jednak sprzedać żywności i przyłączyć się do powstania, z dobroduszną szczerością przyznając, że obawiają się zemsty moskiewskiej.

Połączywszy się z trzema innymi oddziałami, co dało Chranickiemu około 380 ludzi, z czego stu bez żadnej broni z pieśnią na ustach „Z dymem pożarów” postępowali na Miropol, na spotkanie z Edmundem Różyckim.

Po nierozstrzygniętym boju pod tą miejscowością powstańcy przeszli Słucz, lecz ludzi zostało już tylko 260, z czego większość dostała się do niewoli lub uciekła (13 było zabitych lub rannych), utracono też prawie setkę karabinów.

Oddział miał teraz ledwie 72 sztuki broni palnej, reszta była uzbrojona w kosy, lance i pałasze, ponad setka była bez broni. Jak stwierdzał dowódca, stan oddziału był opłakany. Przyczynę tego widział w tym, że powstańcy - urzędnicy i mieszczanie - chociaż gotowi byli do poświęceń, to przyzwyczajeni do siedzenia za biurkiem nie przewidywali nawet jakie trudy na nich czekają.

22 maja 1863 r. Chranicki połączył się w rejonie Połonnego z oddziałem Władysława Ciechońskiego o podobnej liczebności, co zwiększyło siły powstańcze do 480 ludzi. Wkrótce nadciągnęło wojsko rosyjskie, wspierane przez chłopów. Po kilkugodzinnym zażartym boju, kiedy polegli kapelan oddziału ks. Tarkowski i dowódca kosynierów Kraszewski, szeregi polskie się zachwiały, lecz Chranicki i Ciechoński osobistą odwagą i przytomnością umysłu zdołali skupić wokół siebie znaczną gromadę ludzi i wyprowadzić z pogromu. Bój ten jednak, okupiony stratą przeszło 130 ludzi, zakończył powstanie żytomierskie.

Najbardziej waleczny oddział na Rusi

- Oddział Różyckiego był jeden z najlepszych w całej wówczas walczącej Polsce. Składał się z samej inteligencji, z młodzieży rozumiejącej bardzo dobrze, o co się bije, kochającej ojczyznę, pełnej zapału i poświęcenia; była to szlachta ukraińska, która raz schwyciwszy za kord, umie zwyciężać lub zginąć - pisał z podziwem Jan A. Chranicki o oddziale, z którym nie było mu dane połączyć swoich sił.

Wołyński pułk kawalerii został zorganizowany przez Edmunda Różyckiego 9 maja 1863 r. na uroczysku Pustocha pod Lubarem. Kontynuował on tradycję zapoczątkowaną przez ojca, gen. Karola Różyckiego, który podobny pułk sformował w czasie powstania listopadowego. Edmund, jako chłopiec wcielony pod przymusem do kadetów carskich nie poddał się rosyjskiej propagandzie.

Na czele swojej kawalerii zajął Lubar, Połonne i Miropol, wszędzie odczytując chłopom „Złotą hramotę”. Pod ostatnią z miejscowości pobił usiłujących go powstrzymać Rosjan. Następnie, wymykając się przeważającym wojskom zaborcy, skierował się ku granicy austriackiej, licząc na nadejście wyprawy gen. Wysockiego.

26 maja pod Małą Salichą w powiecie zasławskim Różycki pobił znacznie silniejsze i lepiej uzbrojone oddziały rosyjskie, jednak już następnego dnia jego pułk, przyparty do granicy austriackiej, wobec nieprzybycia Wysockiego, został zmuszony do przejścia w stronę Galicji. Krótka, chociaż znaczona błyskotliwymi sukcesami kampania pułku Różyckiego, należała do największych sukcesów powstania.

Insurekcja uwieńczona represjami

Epizod powstańczy na kresach dawnej Rzeczypospolitej przyniósł poważne represje carskie. Poza rozstrzelaniem kilku dowódców powstańczych, wziętych do niewoli uczestników boju zesłano z twierdzy kijowskiej na Syberię. Szlachta polska tych ziem została obłożona podatkiem liczącym dziesiątą część majątku, a 144 dobra ziemskie zostały skonfiskowane.

Tak wyglądał bilans zaznaczenia krwią granic Polski, co - jak pisał ze smutkiem Tadeusz Bobrowski - było zgubą kraju i rewolucją robioną na korzyść cara Rosji Aleksandra II, „podwójnym szaleństwem, bo najprzód wykazywało obszerność rewindykacji wobec nowych historycznych i politycznych haseł zgoła nieuzasadnionych, następnie musiało wykryć nieodwołalnie sekret naszej słabości liczebnej w obu prowincjach, czego rewolucjoniści widzieć nie chcieli”.

Słowo Polskie na podstawie artykułu Marka Gałęzowskiego, Historia do Rzeczy, 23.01.17 r.

22 stycznia obchodzimy 154. rocznicę Powstania Styczniowego!

W Polsce i na Ukrainie 22 stycznia odbędzie się szereg imprez poświęconych ostatniemu polskiemu zrywu niepodległościowemu, który miał na celu odrodzenie Polski w granicach I RP. Przypomnijmy najważniejsze cyfry i daty insurekcji styczniowej:

Królestwo Polskie, zwana także Konresówką, w 1862 roku, rok przed wybuchem powstania liczyło 4 972193 mln ludności. W 1865 roku, a więc po powstaniu styczniowym, ta cyfra wzrosła do 5 336 112 mln.

W chwili wybuchu powstania 22 stycznia wojska carskie, według danych rosyjskich, liczyły ponad 14 tys. żołnierzy tysięcy żołnierzy, powstańców było zaledwie 6 tys. Do końca powstania styczniowego w 1864 roku liczba ochotników nigdy nie przekroczyła 30 tysięcy.

Straty Rosjan wynosiły według oficjalnych rosyjskich danych 3 343 żołnierzy, w tym 2 169 zostało rannych. Polskie dane dotyczące strat wśród Rosjan są bardzo rozbieżne: od 7 aż do 20 tysięcy. Ale w każdym wypadku one znacznie bardziej przekroczyły straty rosyjskie.

2-3 stycznia 1863 r. Komitet Centralny Narodowy podejmuje decyzje o wybuchu Powstania z chwilą rozpoczęcia poboru.

14-15 stycznia 1863 r. Początek rosyjskiej branki w Warszawie: do wojska wcielono prawie 1,5 tys. młodych Polaków.

22 stycznia 1863 r. Wybuch powstania styczniowego: Komitet Centralny Narodowy ogłasza się Tymczasowym Rządem Narodowym i wydaje manifest powstańczy oraz dekrety zapowiadające uwłaszczenie chłopów, oddziały powstańcze atakują rosyjskie garnizony w 26 miejscowościach.

7 lutego 1863 r. Tymczasowy Rząd Narodowy wydaje odezwę do Polaków w zaborze pruskim i austriackim zobowiązującą do dostarczenia władzom powstańczym pieniędzy i broni oraz do werbowania ochotników.

8 lutego 1863 r. Konwencja Alvenslebena: prusko-rosyjski układ wojskowy o wspólnym zwalczaniu Powstania Styczniowego.

Luty 1863 r. Na Kujawy dociera wyznaczony na dyktatora Ludwik Mierosławski, po kilku potyczkach ucieka za granicę.

24 lutego 1864 r. Bitwa oddziałów Mariana Langiewicza i Antoniego Jeziorańskiego z Rosjanami pod Małogoszczem na Kielecczyźnie.

11 marca 1863 r. Marian Langiewicz z inicjatywy Białych ogłasza się dyktatorem Powstania.

18-19 marca 1863 r. Po bitwie pod Grochowiskami oddział Langiewicza przekracza granicę z Austrią – władze nad powstaniem przejmuje ponownie Tymczasowy Rząd Narodowy.

Kwiecień 1863 r. Rozwój powstania na Litwie, przewodzą Konstanty Kalinowski i Zygmunt Sierakowski.

10 maja 1863 r. Tymczasowy Rząd Narodowy przekształca się w Rząd Narodowy.

Maj 1863 r. Nieudana próba wywołania powstania na Ukrainie i Wołyniu.

8 sierpnia 1863 r. Zwycięska potyczka oddziału Michała Kruka-Heydenreicha pod Żyrzynem.

17 października 1863 r. Romuald Traugutt obejmuje władze dyktatorską nad powstaniem.

Na przełomie 1863-1864 roku Traugutt reorganizuje władze i wojsko powstańcze, planując wiosenną ofensywę.

2 marca 1864 r. Ukazy cara Aleksandra II o uwłaszczeniu chłopów i samorządzie gminnym wymuszone reformami  władz powstańczych.

11 kwietnia 1864 r. Aresztowanie Romualda Traugutta.

5 sierpnia 1864 r. Stracenie Romualda Traugutta i czterech członków Rządu Narodowego na stokach Cytadeli Warszawskiej.

24 maja 1865 r. Stracenie w Sokołowie Podlaskim ks. Stanisława Brzóski, który najdłużej podtrzymywał walkę zbrojną.

Słowo Polskie na podstawie informacji http://powstaniestyczniowe.nck.pl, 21.01.17 r.

Ukazała się publikacja „Polskie powstanie narodowe 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie. Od mitów do faktów”

Przy wsparciu Ambasady RP w Kijowie pod redakcją Igora Krywoszejewa oraz Norberta Morawca ukazała się drukiem książka, poświęcona polskiemu zrywu niepodległościowemu w latach 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie.

W publikacji, będącej zbiorem tekstów o wyzwoleńczej walce Polaków w celu odrodzenia Polski w granicach I RP przeczytamy o działaniach okupacyjnej władzy rosyjskiej, skierowanych na zmniejszenie roli prawobrzeżnej szlachty w społecznym, gospodarczym i politycznym życiu regionu po stłumieniu insurekcji przez carat.

Autorzy wspólnej monografii reprezentują czołowe instytucje naukowe oraz wyższe uczelnie Kijowa, Lwowa, Łucka, Winnicy, Równego, Białej Cerkwi, Mikołajowa, Humania, Chmielnickiego oraz polskich placówek z Warszawy, Kielc, Olsztyna oraz Częstochowy. Do tworzenia publikacji dołączyły się Humański Uniwersytet Pedagogiczny im. Tyczyny, Instytut Historii Akademii im. Jana Długosza oraz Państwowy Rezerwat „Stara Humań”.

Nowa publikacja poświęcona Powstaniu Listopadowemu będzie przydatna dla historyków, krajoznawców, wykładowców, studentów uczelni wyższych oraz Polaków, mieszkających na Ukrainie i interesującymi się dziejami ich historycznej Ojczyzny.

Jako cześć szaty graficznej wykorzystano reprodukcję rysunku „Złożenie rosyjskich flag po drugiej bitwie pod Wawrem w 1831 r.” autorstwa Georga Benedykta Wundera oraz „Kawalerii” Kossaka.

Przedmowę do książki „Polskie powstanie narodowe 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie. Od mitów do faktów” napisała Emilia Jasiuk (Ambasada RP w Kijowie).

Sergij Porowczuk, 17.01.17 r.

 



List do redakcji. O krok bliżej polskości

Mikołaj Bachur na spotkaniu dziennikarzy z Julią Tymoszenko w WinnicyKażdy z nas ma swoje ciekawe historie. Zachęcam wszystkich żeby nimi się dzielić. Może wtedy jak napiszesz – odnajdziesz siebie, jak było to ze mną?

Moja historia nie jest wyjątkowa, ale ja wierzę, że my sami ją tworzymy. Po dużej części od nas zależy co się w przyszłości wydarzy. Ale oczywiście niektóre rzeczy nie da się cofnąć, na niektóre po prostu nie mamy wpływu, ale to jest właśnie życie. Każdy z nas ma wybór i to właśnie gdzie jesteśmy, dlaczego i co tutaj robimy – to jest nasza własna decyzja.

Jak już pisałem wcześniej, wszystko zaczęło się 3 lata temu. Były to puzzle polskiej historii na kamienistej drodzy mego życia. Poznałem redakcję Słowa Polskiego, zacząłem poznawać głębiej kulturę swoich przodków, odwiedziłem Polskę. Interesowała mnie historia moich dziadków, fascynował mnie język polski. Dzięki redakcji odnalazłem siebie w dziennikarstwie i nawet miałem możliwość popracować w winnickiej telewizji. To są momenty dzięki, którym jestem świadomy swojej polskości. Ale cofnę się trochę wstecz i opowiem wam, że nie zawszę było tak idealnie, a czasami nawet bardzo smutno.

Tragedia w Czarnobylu

Moje rodzice pochodzą z zachodniej części Ukrainy, tata z Równego, mama z Żytomierza. Tato przeprowadził się do miasta Prypieć (niektórzy wiedzą tylko o mieście Czarnobyl – to są dwa rożnych miasta) w obwodzie kijowskim, gdzie spotkał moją mamę. Miasto Prypieć było założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu, w odległości około czterech kilometrów od samej elektrowni. To było młode miasto, przed katastrofą zamieszkane przez około 50 tys. osób. Jak opowiadała moja

mama, to z okna gdzie mieszkaliśmy (mnie wtedy jeszcze nie było) było widać kopułę reaktora. Mieszkali oni blisko niej, tato pracował tam spawaczem. Brat urodził się w szpitalu miasta Prypieć w 1985 i miał 1 rok, kiedy 4 blok reaktora wybuchnął. Ze słów mamy powiedzieli o katastrofie nie trzecim dzień, a nie na następny jak podają w oficjalnych źródłach. Mieliśmy tam piękne mieszkanie, załatwioną pracę i przyszłość, ale wszystko poszło trochę nie tak jak planowano.

Nowy dom

Miałem już 6 lat jak przyjechaliśmy do wioski Nowi Obichody w obwodzie winnickim. Założona w 1994 dla przesiedleńców z czarnobylskiej strefy. Byliśmy ofiarą „Czarnobyla” - dali nam dom. 11 lat w szkole średniej – przebiegły bardzo szybko. Miałem takie odczucia że obudziłem się wtedy jak poszedłem do technikum w Winnice. Chciałem być dziennikarzem i iść studiować do uniwersytetu im. Kociubińskiego, ale dla mnie to było nie realne – nie załapałem się.

Polska wioska przy nowym domu

Miałem może 8 lat, gdy mama pierwszy raz wzięła mnie ze sobą do kościoła. To był kościół świętej Marii Magdaleny w Samczyńciach. Stoi tuż akurat po wyjściu z mojej ulicy Żytomierskiej. Jak stałem się trochę starszy, zacząłem bardziej interesować się tymi zabytkami powiązanymi z polskością. Kościół wybudowano gdzieś w 1910 r. O Samczyńcach praktycznie nić jest wiadomo, ale odnalazł się „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego...” i w nim jest informacja jej dotycząca. Była ona częścią powiatu bracławskiego.

Działając na rzecz badania i odrodzenia kultury polskiej w 2014 odnalazłem panię Petronelę, o której pisałem artykuł, była najstarszą i może nawet ostatnią Polką na wiosce (miała wtedy 92 lata).

Z tamtych czasów trochę minęło i bardzo chcę opowiedzieć o mojej podroży do Polski, o relacjach z Polakami. Chciałbym opowiedzieć czego doświadczyłem i porównać życie w Ukrainie i w Polsce. Jak zacząłem studia i jak załapałem się do najlepszej pracy w mieście, jak kupiłem swój pierwszy samochód i jak mam teraz plany na przyszłość.

Mikołaj Bachur, Samczyńce-Niemirów-Jelenia Góra, 14.01.17 r.




Pocztówka sprzed 100 lat

Po obaleniu caratu w Rosji 29 marca 1917 roku Rząd Tymczasowy proklamował niepodległość Polski, zachęcając Polaków walczyć u boku Rosjan przeciwko „zaczepnemu germanizmowi”.

Polacy od 1914 roku zrzeszeni byli kilku formacjach wojskowych, działających na terenie rosyjskim i zaboru rosyjskiego, stanowiąc poważną siłę militarną, zdolną nawet zaważyć na losie wojny w tej części Europy. Legiony Puławski i Lubelski i Brygada Strzelców Polskich posłużyły zalążkiem do powstania I, II i III Korpusu Polskiego, w których przeciwko okupantom walczyło ponad 40 tys. Polaków.

Prawdopodobnie przed abdykowaniem cara w celu zachęcenia Polaków do poparcia władzy monarchistycznej ukazała się drukiem pocztówka „Podole-Polsce”, którą umieścił na swoim profilu w LiveJournal członek kamieniecko-podolskiego stowarzyszenia rekonstruktorów historycznych Dmytro Babiuk. Na tylnej stronie pocztówki znajduje się wiersz napisany prawdopodobnie przez Nikołaja Archangielskiego, syna rosyjskiego oficera, dowódcy jednego z rosyjskich batalionów, okupujących w Warszawie i Polki, który po upadku monarchizmu w Rosji przeszedł na stronę bolszewików.

Słowo Polskie na podstawie informacji Oleksandra Fedoryszena, źródło: http://dmytro-babyuk.livejournal.com, 11.01.17 r.

 



Kresowa proza. Michał Czajkowski – Sadyk Pasza (1804-1886)

Michał Czajkowski herbu Jastrzębiec – pisarz, Polak-katolik, turecki Pasza-wyznawca Islamu a pod koniec życia – prawosławny, urodził się 29 września 1804 w Halczyńcu na Wołyniu. Był synem Stanisława Czaykowskiego, podkomorzego żytomierskiego i Petroneli z Głębockich.

Młody Czajkowski rozpoczął naukę w berdyczowskiej szkole, prowadzonej przez Anglika Wolseya. Kontynuował ją później w Międzyrzeczu Koreckim pod okiem księży pijarów. W 1821 ukończył szkołę z tytułem bakałarzem matematyki i literatury.

W 1828 Michał rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Obdarzony talentem literackim pisał jednocześnie dzieła, w których w duchu bajronicznym wyrażał ducha kozaczyzny, np: „Powieści kozackie”, „Kirdżali” i „Stefan Czarniecki”.

W 1830 roku młody Czajkowski dołączył do żołnierzy powstania listopadowego. Był dowódcą oddziału Kozaków w regimencie kawalerii Karola Różyckiego. Walczył w Pułku Jazdy Wołyńskiej, który za zawołanie bojowe obrał sobie kozackie „Sława Bohu”.

Na emigracji Michał związał się z obozem emigracyjnej prawicy i ruchem Hotel Lambert. Książę Adam Jerzy Czartoryski powierzył mu trudne zadanie zorganizowania agencji dyplomatycznej w stolicy Turcji. Czajkowski energicznie wziął się do pracy. Zainteresował się oczywiście Kozakami, którzy osiedli w tureckiej Dobrudży jeszcze w XVIII wieku, gdy Katarzyna II, po zburzeniu Siczy, przeprowadzała akcję przesiedlania Kozaków nad Don.

„Czajkowskiemu zamarzyło się w wieku dziewiętnastym podnieść z martwych to, co jeszcze w szesnastym zostało zaprzepaszczone – Kozaczyznę sfederowaną z Polską. Ideowy ferment wywołany utratą niepodległości i wojnami napoleońskimi zaowocował na Podolu i Wołyniu bardzo intensywną kozakomanią. Do dobrego tonu należało śpiewanie ukraińskich pieśni, życzliwe przyjmowanie we dworach wędrownych dziadów – lirników, rozpamiętywanie czynów dzielnych atamanów. Kultura szlachecka w tym czasie wręcz mieszała się z ludową – pisała Jadwiga Chudzikowska.

Niebywałe talenty dyplomatyczne Michała Czajkowskiego w Turcji połączyły się z odwagą i wyobraźnią. Żarliwy polski patriota miał tak silne wpływy na dworze tureckim, że sam sułtan liczył się z jego zdaniem nawet przy podejmowaniu ważnych decyzji politycznych. Wówczas Rosja nawet  zażądała od Turcji wydalenia Czajkowskiego, grożąc zerwaniem stosunków dyplomatycznych.

Działalność polityczna Polaków w Turcji miała w dużym stopniu na celu wciągnięcie zaborców w wojnę, dzięki czemu Polska miałaby szansę na uzyskanie niepodległości. Czajkowski postanowił przejść na islam przyjmując miano Muhammada Sadyka Paszy. Przyjęcie islamu zresztą spotkało się z potępieniem przez środowisko polskich patriotów. Wspierała Sadyka natomiast jego żona Ludwika Śniadecka - obiekt miłosnych westchnień młodego Juliusza Słowackiego.

Z inicjatywy ks. Czartoryskiego Czajkowski zakupił w okolicach położonych ok. 100 km od ówczesnego Stambułu tereny, na których księża lazaryści zaczęli tworzyć polską wieś. 19 marca 1842 poświęcono pierwszą chatę, a wieś nazwano Adampolem. Oprócz powstańców listopadowych Czajkowski osiedlał we wsi także wykupionych z niewoli tureckiej i czerkieskiej jeńców – Polaków przymusowo wcielonych do armii rosyjskiej na Kaukazie.

Fakt istnienia gdzieś w świecie prawdziwej polskiej wsi, w czasach gdy Polski nie istniało na mapie politycznej, był i ważny, i głośny. Do Adampola ściągali nie tylko Polacy, ale i pokrewne narodowości emigrujące z terenów carskiej Rosji. Adampol stał się ważnym ośrodkiem działalności politycznej polskiej emigracji. Miejscowość ta do dziś pod nazwą Polonezkoy.

W sierpniu 1854 roku wojska tureckie wkroczyły do Bukaresztu. Jako pierwszy granice miasta przekroczył pułk Kozaków otomańskich. Był to oddział złożony m. in. z Polaków (na sztandarze Kozaków otomańskich był biały orzeł i muzułmański półksiężyc) pod dowództwem Sadyka Paszy. Głównodowodzący wojskami tureckimi Omer Pasza mianował Czajkowskiego gubernatorem wojennym Bukaresztu.

Zdymisjonowany w 1872 roku, przeszedł na przyznaną mu przez sułtana emeryturę. Uzyskawszy amnestię carską w 1872 udał się do Kijowa, gdzie radykalnie zmienił swoje poglądy, przyjął prawosławie i nawoływał do pojednania z Rosją i zjednoczenia wszystkich Słowian pod berłem cara Aleksandra II.

4 stycznia 1886 roku 82-letni Michał Czajkowski zastrzelił się z własnego pistoletu. Pozostawił po sobie około 25 różnych utworów, m.in.: „Dziwne życie Polaków i Polek” (1865 r.), „Na Moskwę: powieść z czasów napoleońskich” (1900), „Powieści kozacki” (1837 r.) oraz słynna jego powieść „Wernyhora” z 1838 roku nawiązująca do rzezi w Humaniu.

Słowo Polskie, 07.01.16 r.

Wernyhora. Fragment powieści historycznej z roku 1768 autorstwa Michała Czajkowskiego

Wieść o Kolaszczyznie, jak szalona, lata po wszystkich kątach ziem ruskich; zbliska straszna, a im dalej tym coraz groźniejszą postać przybiera; rośnie w ustach, rośnie w myślach, ale szlachta nie upadla na duchu. Bliższa po zamkach i miastach się gromadzi i tam zbrojnie czeka na wroga; dalsza albo sama na koń siada, albo przy dworne poczty, w pomoc zagrożonym braciom wysyła. Od niepamiętnych czasów szlachcic polski nie umiał, nie silił się odwracać od siebie niebezpieczeństwa, ale kiedy ono przyszło nie strachał się lecz prosto i śmiało w oczy mu skoczył.
Ustawały sąsiedzkie spory, zastarzałe urazy rodzin, a nawet publiczne zwady, a jeden drugiemu bieżał w pomoc jak przystało na braci, na synów jednej ziemi.

Wojewoda Kijowski, pan przemożny całą gębą, nie przekabacony na „stronę moskiewską”, niechętny Królowi, nie był też w zmowie na gardła szlachty ruskiej. Zaledwie się dowiedział o rzezi, natychmiast z Tulczyna wysłał przydworny pułk kozaków do Humania, z rozkazem aby ścigał i łapał hajdamaków. Kozacy Potockich znani w Polsce z dzielnego męztwa, z wierności ku panom, a ich pułkownik Gonta praworny człowiek, doświadczony żołnierz, bo służył na Zaporożu. Pięć lat jak pułkiem dowodzi, najczęściej przy boku pańskim, jednak pańskie oko ni razu nie zachmurzyło się na niego, posiadał bezgraniczne zaufanie Wojewody, a ślepą miłość i ślepe posłuszeństwo u podwładnych kozaków.

Podówczas w Humaniu mieście Wojewody gubernatorował pan Mładanowicz; szlachta z okolic tam się zgromadziła, nawieziono pod dostatkiem żywności dla ludzi i dla koni, ponaprawiano stare wały, bramy armatami obsadzono, urządzono służbę obozową. W zamku i w klasztorze księży Bazyljanów w dzień i noc pod bronią były dwa silne oddziały, straże bezprzestannie czuwają i na zwiady często wysyłają do postronnych wiosek, i tak obwarowawszy się postanowili czekać albo boju, albo zgody. Po wioskach chłopstwo ponure, jak powietrze przed burzą, głośno po cerkwiach się włóczy śląc modły na chwałę Bogu; z cicha po domach noże pookrza i zbrodniczą myślą czci djabła, a ciągle wygląda ku wschodowi, czy nie idą obrońcę świętej wiary, dawce wolności.

Pan gubernator odebrał zawiadomienie i rozkaz od pana Wojewody, żeby oddał straż Humania pułkownikowi Goncie, ale szlachta oparła się temu mówiąc: niechaj za miastem stoi, nie wpuszczajmy żadnego chłopa do miasta. Musiał przyzwolić na to Mładanowicz, bo ciężko aby jeden spełnił to, czego tysiąc nie chce: można pomyśleć, powiedzieć nawet, ja tak chcę, ale co zrobić, to nie, rozsądek każe przystać aby nie stracić do reszty powagi. Kiedy Mładanowicz mówił: że zna przychylność Gonty ku szlachcie, że to jego kum, trzymał mu syna jedynaka do chrztu, ma dwóch synów w Humaniu; na to mu odpowiadano; — tym ci lepiej, mamy zakład jego wierności, niechaj uspokoi hajdamactwo a szlachta mu zawdzięczy.

Nie jest to nałogiem szlachty polskiej być ostrożną, ale tym razem diabli się poparzyli ich bracia naddnieprzańscy w gorącej wodzie, oni postanowili na zimną dmuchać.

Ta nieufność nie podobała się Goncie, ale pan Wojewoda kazał szlachtę bronić, stanął więc w Sokołówce i zaczął wysyłać zwiady w rozmaite strony, aby powziąść języka o hajdamakach...



Polityka wschodnia i wsparcie Polaków za granicą wśród priorytetów polityki zagranicznej Polski na rok 2017

Źródło: abc.wiadomosci.gazeta.plZapytany przez dziennikarzy Frondy na temat założeń polskiej polityki zagranicznej na rok 2017 prof. Karol Karski (europoseł PiS) wśród priorytetów wymienił m.in. wsparcie dla dalszej demokratyzacji Ukrainy i Białorusi oraz dalsze wspieranie Polaków mieszkających poza granicami historycznej ojczyzny, m.in. na „terenach, które znalazły się poza Polską w wyniku przesunięć terytorialnych po II wojnie światowej”.

- Wsparcie dla Białorusi i Ukrainy jest jednym z naszych priorytetów. Jesteśmy zainteresowani utrzymaniem niepodległości tych państw. Najlepiej kiedy są to państwa demokratyczne, gdyż są wtedy bardziej stabilne, ale każda Białoruś i każda Ukraina jest lepsza, niż gdyby to miały być zachodnie gubernie Federacji Rosyjskiej. Będziemy więc udzielać wsparcia dla państwowości tych krajów – mówił prof. Karski.

Według europosła Prawa i Sprawiedliwości podstawowym zadaniem będzie, biorąc pod uwagę konflikt na Wschodzie, zabezpieczenie bezpieczeństwa Polski w obecnych warunkach w kilku wymiarach – politycznym, militarnym, gospodarczym i energetycznym.

- Polska jest nastawiona na wspieranie Polaków mieszkających zagranicą, wśród nich także tych, którzy nie z własnej woli znaleźli się poza naszym krajem w wyniku przesunięć terytorialnych po II wojnie światowej. Chcemy utrzymywać z nimi kontakty, wspierać ich, bo są to tacy sami Polacy, jak i my – Karol Karski „ograniczył” tereny, należące niegdyś do Polski do granic II RP, pomijając setki tysięcy Polaków, mieszkających na terenach okupowanej przez bolszewików centralnej części Ukrainy.

Pozbawienie rodaków opieki historycznej ojczyzny po Traktacie Ryskim rozwiązało ręce bolszewikom, którzy bez żadnych zahamowań zaczynając od lat 20. kierowali na zesłania do łagrów polskich księży, inteligencję i zwykłych robotników a później – taki los spotkał całe polskie wsie na wschodzie. Największy terror wobec Polaków na Ukrainie rozpoczął się w latach 1937-1938, kiedy w ramach specjalnych akcji NKWD zamordowano ponad 100 tys. osób polskiego pochodzenia na Podolu, Wschodnim Wołyniu i innych regionach Ukrainy.

Słowo Polskie na podstawie informacji fronda.pl, 05.01.16 r.

Józefa Moczulska z Tłumacza

Obraz Matki Bożej na walącym się budynky śp. Józefy Moczulskiej w TłumaczuPani Józefa Moczulska od kilkudziesięciu lat samotnie mieszkała w rozpadającej się szopę w Tłumaczu (miasto rejonowe w obwodzie iwano-frankowskim). Ta jedna z najstarszych Polek na Ukrainie zmarła 4 stycznia 2017 roku w wieku 92 lat.    

Pani Józefa musiała większą część swego życia przeżyła w samotności. Utrata najbliższej rodziny powiązana była z rozłąką z ojczyzną i rodakami, która nastąpiła z przyczyn decyzji politycznych. Pozostawiona sama sobie, większość życia spędziła w starej chałupie, najważniejszym atrybutem w której był dla niej drewniany krzyż i nieważnie było że wokół było tak zimno.

Życiowy dramat Polki z Kresów wschodnich rozpoczął się pod koniec II Wojny Światowej, gdy pani Józefa miała 19 lat. Wtedy to na jej oczach żołnierze UPA chwycili, a następnie zamordowali około 30 Polaków. Widok jadących furmanek z trumnami, z których krew sączyła się na ulice, był przerażający dla młodej dziewczyny. Jak twierdziła Pani Józia, właśnie wtedy przestała żyć pełnią życia.

W ramach przesiedleń Tłumacz (wcześniej w granicach województwa stanisławowskiego) opuścili praktycznie wszyscy Polacy. Niezłomna Polka postanowiła jednak pozostać na ziemi, którą tak bardzo kochała i kochała aż do śmierci. Pani Józefa mieszkała w szopie bez elektryki, wody, ogrzewania, latem i zimą. A zima na Ukrainie może być bardzo trudna, mróz sięga czasem nawet do minus 40 stopni Celsjusza.

Pani Józia była niezwykłą kobietą. Miała doskonałą pamięć i pamiętała wszystkich, kto odwiedzał ją w Tłumaczu. Ciągłe za wszystkich się modliła. Do końca swojego życia, naznaczonego cierpieniem i tragediami, pozostała wierna tradycjom swoich przodków.

Moczulska doczekała się odrodzenia kościoła katolickiego w Tłumaczu. Przez kilkadziesiąt lat pilnowała krzyża, który został wyniesiony ze świątyni św. Anny Samotrzeciej, zanim została ona wysadzona przez Sowietów.

Pogrzeb Józefy Moczulskiej odbył się w czwartek 5 stycznia w Tłumaczu.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie...

Mikołaj Bachur, zdjęcia: http://www.studiowschod.pl, 05.01.17 r.

 




W setną rocznicę bolszewickiej rewolucji 1917 roku

Bolszewicki plakat z lat 30.W 2017 roku przypada setna rocznica rewolucji październikowej 1917 roku. Rewolucji, która pochłonęła miliony niewinnych ofiar zarówno w Rosji, jak i wielu innych krajach Europy i świata.

„W Państwie Antychrysta” – taki artykuł pojawił się w polskim czasopiśmie „Lud Katolicki” w 1930 r. Opis realny, prawdziwy, ale przerażający. Poniży tekst napisano 13 lat po przewrocie rewolucyjnym w Rosji, który miał miejsce pod wodzą Lenina w 1917 roku. Trzeba zastanowić się, czy to, co czyniono wówczas było normalne ?. Do czego doprowadziło po dziesiątkach lat ?...

Z rosnącym z dnia na dzień niepokojem i wielką goryczą dowiaduje się świat katolicki i w ogóle świat, co się dzieje w Bolszewji, a mianowicie o zbrodniach, wołających o pomstę do nieba, o strasznych zbrodniach, jakich dopuszczają się czerwoni władcy na bezbronnej wielomilionowej ludności wszystkich wyznań.

Lat trzynaście upłynęło od ujęcia władzy w ręce przez nowych władców, rzekomych obrońców i patronów proletariatu i demokracji, pojętej jak najszerzej, uwolnionej przez nich od gniotącego jarzma samowładztwa białych carów. I przez lat trzynaście leje się krew strumieniem, krew nie tylko znienawidzonych przez nowych carów zwolenników i przedstawicieli dawnych rządów, ale wszystkich, którzy mają odwagę nie pochwalać tego, co się dzieje, wszystkich, których się podejrzewa o niechęć i brak zapału do bolszewickiego raju.

Dziewiętnaście tysięcy zginęło ludzi z różnych stanów, miliony żyją w nędzy j poniewierce na rozległych obszarach wielkiego ongiś państwa, a dziś państwa grozy i rozpaczy, chłodu i głodu, zarazy i śmierci.

Zdawałoby się, że wściekły odruch mas, gnębionych dawniej i trzymanych w niewoli carskiego knuta, przejdzie jak w każdej rewolucji i skończy się i nastanie nowy porządek rzeczy. Myślano, że jak po gwałtownej burzy, wywołanej nagromadzeniem się elektryczności w powietrzu, nastąpi wyładowanie rozhukanych żywiołów i nastąpi uspokojenie — i z tego wszystkiego nic. — Wszystkie rachuby zawiodły.

Ten i ów twierdził, że dawna Rosja zasłużyła za swe grzechy i zbrodnie na to, co ją spotkało, że proces dziejowy, jaki obecnie przeżywa to nieszczęśliwe państwo wcześniej czy później przyjść musiał — ale nikt nie sądził — nawet najsurowszy sędzia dawnej Rosji, — by ten stan mógł trwać tak długo, by mógł być taki, że w ogóle nie widać możliwości jego zakończenia.

Bo oto nie widać końca zbrodniom. My tu w Polsce, najbliżsi sąsiedzi Bolszewji, nie mamy pojęcia, co się tam dzieje. To co do nas przenika z prasy, czy z opowiadań nawet naocznych świadków i uciekinierów, to wszystko Kropla z tego otchłannego morza łajdactw i bezeceństw. Ale już to, co wiemy, wystarczy, by włosy stawały dębem na głowie i by myślący człowiek zadawał sobie pytanie.

Kiedy to się skończy? Nieustanne mordowanie ludzi, czy po prostu, czy w sposób wyrafinowany, głodzenie, odbieranie wiary w Boga, zabijanie duchownych, zwłaszcza katolickich, zabieranie świątyń, demoralizowanie młodzieży — słowem — wszystkie zbrodnie, na jakie tylko zdobyć się może przewrotność ludzi, wyzutych z wszelkich uczuć człowieczeństwa — oto droga, jaka prowadzi od lat kilkunastu do bolszewickiego raju!

I to jest wcielanie w życie ideałów demokratycznych, to jest uszczęśliwianie szerokich mas ludu rosyjskiego i innych — ludów w granicach dawnej Rosji!

Piekło otwarło swą otchłań i zionie potwornym zabójczym oddechem na nieszczęsne narody — a Polska tuż o miedzę. Do tej roboty sowieckiej natchnienie dawać może tylko piekło.

I jak się wobec tego nie dziwić, że Europa, że świat cywilizowany patrzy od tylu lat na to wszystko i nie przeciwdziała?

Co więcej, jak się nie dziwić, że Europa i świat, że różne państwa katolickie i chrześcijańskie nawiązały stosunki dyplomatyczne z Bolszewją?

Jakże się nie dziwić, gdy się wie, że poselstwa i konsulaty sowieckie w różnych państwach są rozsadnikami bolszewickiej zarazy, że w nich są kuźnie zbrodniczych planów i miejsca zbrodni, a ochrona politycznych, czy pospolitych zbrodniarzy?

Jakże smutne świadectwo wydaje sobie cywilizacja XX wieku! Cywilizacja niby chrześcijańska! Gdzie zasady, według których traktuje się zbrodniarzy? Pospolitego zbrodniarza sadza się do kryminału lub się go gładzi — zbrodniarzy przy władzy honoruje się przez dyplomatyczne stosunki z nimi.

W ostatnich czasach odezwał się Ojciec św. Pius XI. w obronie uciskanej ludności katolickiej w Bolszewji i w ogóle w obronie nękanej ludności. Dopiero teraz nareszcie budzi się świadomość w różnych społeczeństwach, że ktoś musi się ująć za tymi najnieszczęśliwszymi, że tak dalej być nie może. Bolszewją, dopuszczając się tych zbrodni na owych poddanych, ci uzurpatorzy, którzy zbrodnią doszli do władzy, brnąc dalej w piekielnych zbrodniach, policzkują cały cywilizowany świat, policzkują całą ludzkość.

Ta ludzkość, zorganizowana w państwie, ma możność położenia kresu chuligaństwu bolszewików, ale musi chcieć. Angielska polityka puszczania jednych na drugich i nie pozwalania ukrócenia rozpasania czerwonych władców musi się skończyć.

Za głosem Ojca chrześcijaństwa odzywają się inne głosy potępiające dotychczasowy stan w Bolszewii. Cała ludzkość cywilizowana musi zaprotestować tak, by zbrodniarze zrozumieli, że czas zawrócić. Gdy to nie pomoże musi przyjść zbrojna interwencja i zagłada sprawców zbrodni i zaprowadzenie innego, naprawdę demokratycznego i republikańskiego ustroju w Rosji. Nie łudzimy się bardzo, że to nastąpi wobec dziwnej obojętności na nędzę ludzką po wojnie światowej, ale mamy świadomość, że należy wszystko zrobić, by ulżyć milionom nieszczęśliwych i przywrócić im prawa ludzkie.
Tego się domaga od wszystkich nas sumienie katolickie i poczucie ludzkości.

Opisany powyżej stan w Bolszewii panujący od rewolucji sowieckiej jest porażający i przerażający czytając ów tekst również i dzisiaj. Warto, aby młode pokolenia realnie i krytycznie popatrzyły na „raj” na ziemi, który zgotowali bezbożni komuniści pod wodzą Lenina i Stalina. Trudno jest przestawić myślenie, zmienić mentalność. Bardzo trudno i ciężko.

Paweł Glugla, 03.01.17 r.

Źródło: J.T.B., W Państwie Antychrysta, „Lud Katolicki”, R. 18:1930, nr 9, s. 1-2.

Szczęśliwego i Spokojnego 2017 Roku!

Niech nadchodzący Nowy Rok będzie dla wszystkich czytelników „Słowa Polskiego” pasmem sukcesów i zawodowych uniesień, a sylwestrowa zabawa pozwoli odpocząć od trudów i wyzwań i nastroi pozytywnie na zbliżający się rok!

Najlepsze życzenia zdrowia i Opatrzności Bożej z nadzieją na miły kontakt z Wami w roku 2017 przesyła zespół redakcyjny portalu, gazety i programu telewizyjnego „Słowo Polskie”!


 

O dawnych kolędach i jasełkach

Współczesne „jasełka”, urządzane w okresie świąt Bożego Narodzenia, jako widowisko mniej lub więcej sceniczne, pod wieloma względami różnią się od dawniejszych. Zasadnicze tło religijne przetrwało, a nawet zostało uszlachetnione, jasełka warszawskie w XVIII wieku inaczej się niegdyś odbywały.

Dawne jasełka

Geneza nazwy jest następująca: lektykę, czyli nosidło w dawnej polszczyźnie, nazywano „jasłem”, a stąd świętą kolebkę, czyli żłóbek Pana Jezusa, „jasełkami”.

Pierwszy do kościołów miał wprowadzić jasełka, jako symboliczno-figuralne uzmysłowienie narodzenia Chrystusa, św. Franciszek Seraficki (zm. w 1226 r.). W Polsce jasełka rozpowszechnili zakonnicy, głównie Benedyktyni, Franciszkanie i Bernardyni. Wójcicki widzi w nich „ślad najdawniejszych dialogów polskich”. Jędrzej Kitowicz jasełka w Warszawie urządzane w połowie XVIII. w. tak szczegółowo opisuje: „Była więc osóbka Pana Jezusa, a na  boku Maryja i Józef stojący przy kolebce w postaci nachylonej, efekt natężonego kochania i podniecenia wyrażający, w górze wzniesionej szopy pod dachem i nad dachem aniołkowie unoszący się na skrzydłach, jakby śpiewający: Gloria in excelsis Deo! Toż dopiero w niejakiej odległości jednego od drugiego, pasterze padający na kolana; ofiarujący dary swoje; ten barana, ów koźlę. Dalej za szopą, po obu stronach pastuszkowie i wieśniacy, jedni pasący trzodę, inni spieszący, między którymi osóbki, rozmaity stan ludzi i ich zabawy wyrażają: panów w karetach jadących, szlachtę i mieszczan pieszo idących, chłopów na targ wiozących drwa, zboże, sian

o, orzących pługiem, niewiasty dojące krowy i tym podobne akcje ludzkie”. W dalszym opisie Kitowicz powiada, że gdy nadeszło święto Trzech Króli, do jasełek wprowadzano tych monarchów z darami i całą asystą figur najrozmaitszych z zastosowaniem współczesności. „Więc były uszykowane regimenta gwardji polskiej,armaty, chorągwie husarskie, pancerne, ułańskie, rajtarskie i rozmaitego autoramentu wojsko”.

Konwenty klasztorne starały się urządzenie jak najwspanialszych jasełek, w czym prym wiedli OO. Kapucyni. Ale z czasem do scen czysto religijnych zaczęto ku większej uciesze widzów, wprowadzać epizody, nie mające nic wspólnego z właściwym celem jasełek. „Tam handlarz - pisze Kitowicz - wytrząsał futrem, pokazując, że ma na sprzedanie, a gdy ktoś mu ukradł, wszczynała się kłótnia, zjawiali się żołnierze, biorący pod wartę złodzieja. Gdy zaś ta scena zniknęła, pokazała się inna, np. pijących chłopów bijących się, albo szynkarka tańcująca z kawalerem, albo śmierć z diabłem wprzód tańcząca, a potem bijąca go zawzięcie”.

Kolędy

Bezimiennie przechodziły one z ust do ust, z pokolenia w pokolenie, z pewnymi  wariantami w słowach i w muzyce, wprowadzanymi bezwiednie w rozmaitych Polski zakątkach. Tu skoczne, jakby zapożyczone z krakowiaków i mazurków; tam smętne jękliwe,(jak ten wicher, co po bezbrzeżnych zawodzi stepach, a zawsze piękne zawsze nasze).  Muzycy zawodowi zakuli te pieśni w znaki nutowe, instrumentując je według najnowszych wymagań nauki, wprowadzając niejednokrotnie nowe zmiany, jako takie jednak przystępne są tylko pewnemu, wąskiemu kręgu wykonawców. Ogół śpiewa je po dawnemu, jak śpiewały nasze matki, babki i prababki. Słowa kolęd rozpowszechniają kantyczki, uczyła ich matka lub babka w szare zimowe godziny; muzykę chwytało ucho dziecka  w kościółku wiejskim, kiedy to aż ściany drżą od tysiącgłosowego chóru, głoszącego z radością i z wiarą głęboką zarazem, że „Bóg się rodzi....”

Etymologia kolędy

Nazwa kolęd sięga bardzo dawnych czasów; już starożytni Rzymianie pierwszy dzień każdego miesiąca nazywali “calendae”. Stąd i początek roku czyli Nowy Rok rozumiano pod tym wyrazem, a obchodzono go nadzwyczaj uroczyście. Wieki średnie wyznaczały nowy rok na 24. grudnia, a tradycje klasycznego Rzymu, na których wychowywały się narody europejskie, wniosły do języka wieki ludów przekształcony wyraz łaciński calendae, łącząc tenże nierozerwalnym węzłem z uroczystym obchodem świąt Bożego Narodzenia i nazwą darów, noworocznych. Rozpowszechnił się on i u nas w Polsce i na Rusi, gdzie w czasie święta Kolady,  posyłano sobie wzajemnie podarunki. Uroczystość sama, zwana dotąd. przez lud polski Godami, sięga u nas ery pogańskiej, a musiała być ściśle połączona z mnóstwem pieśni starożytnych, skoro duchowni, celem stanowczego usunięcia zabytków pogańskich, ułożyli w ciągu wieków minionych mnóstwo pastorałek czyli kolęd pobożnych.

Po wsiach rozbrzmiewały dawniej co wieczora prześliczne kolędy; młódź przebrana za Heroda, jego świtę i różne zwierzęta, snuła się od chaty do chaty lub brodziła po pas w śniegu z szopkami i gwiazdą betlejemską, a odtwarzane przez chłopaków sceny odbiegały często w grze domorosłych aktorów daleko od podań „Pisma świętego”. Nic to jednak- nie psuło nastroju: dziatwa wierzyła święcie w wierność przedstawianych scen, obrazów, cofała się instynktownie przed szastającym się zwykle z kąta w kąt diabłem, a skoro „artyści” huknęli z pełnej piersi, ochrypłymi głosami kolędę „dziękowali, szczęścia, zdrowia winszowali ...” Najpopularniejsza z kolęd: „W żłobie leży, któż pobieży”, śpiewaną jest na nutę poloneza, słuchanego mile na dworach królów polskich w XVII. stuleciu. A w ciągu następnych lat powstały „jasełka”, które były bardzo chętnie grywane w szkółkach wiejskich i ochronkach.

Paweł Glugla, bibliografia: „Kurjer Stanisławowski”, R. 23:1908, nr 1216, s. 1, 28.12.16 r.

Wigilia powstańców na Syberii

Dramatyczne dzieje Polaków w epoce niewoli układają się w swoisty łańcuch, którego poszczególne ogniwa stanowią kolejne powstania narodowe.

Insurekcja kościuszkowska wybuchła w marcu 1794 roku i zakończyła się klęską jesienią tego roku: w dniu 10 października, w bitwie pod Maciejowicami wojska rosyjskie pokonały armię polską, a Naczelnik Kościuszko został ranny i wzięty do niewoli. Dnia 4 listopada Rosjanie zdobyli Pragę i dokonali rzezi jej ludności. Dwanaście dni później, 16 listopada, pod Radoszycami ostatecznie rozeszły się wojska polskie, kładąc kres powstaniu. Nie było wtedy czasu na przeżywanie Wigilii. Powstanie listopadowe, które wybuchło 29 listopada 1830 roku, trwało znacznie dłużej, aż do jesieni 1831 roku. Dnia 8 września Rosjanie wzięli szturmem Warszawę. W dziesięć dni później korpus gen. Ramorino przekroczył granicę Galicji, zaś 5 października – granicę pruską przekroczyła armia polska pod dowództwem gen. Rybińskiego.

W literaturze okolicznościowej związanej z tym powstaniem jedyne echa  Wigilii  pochodzić  mogły  zatem  z jego  początkowego  okresu, kiedy wszyscy żyli nadzieją na rychłe zwycięstwo. Wszak 18 grudnia 1830 roku sejm ogłosił powstanie za narodowe, a w dwa dni później, 20 grudnia, tenże sejm formalnie uznał gen. Józefa Chłopickiego dyktatorem powstania. W okolicznościowej twórczości poetyckiej brak jednak bezpośrednich odwołań do Wigilii. Tak samo, jak nie ma takich odwołań w wypadku powstania krakowskiego. Wybuchło ono 20 lutego 1846 roku i trwało zaledwie kilkanaście dni.

Po klęsce oddziału Aleksandra Suchorzewskiego w bitwie z Austriakami pod Gdowem w dniu 26 lutego i śmierci Edwarda Dembowskiego w czasie procesji urządzonej z Podgórza w stronę Wieliczki w dniu następnym, szef Rządu Narodowego, Jan Józef Tyssowski, dnia 4 marca złożył władzę i przekroczył granicę pruską. Jest rzeczą zatem naturalną, że w tym
wypadku nie mogło być mowy o jakichkolwiek śladach Wigilii w literaturze okolicznościowej.

Powstanie Styczniowe wywarło ogromny wpływ na Jacka Malczewskiego. Jako dziewięciolatek, mocno przeżywał to, co działo się wokół niego, pozostawiając w nim trwały ślad i stanowiąc inspirację dla jego twórczości. W 1892 roku namalował słynny obraz Wigilia na Syberii, który przedstawia polskich zesłańców, na których twarzach rysuje się zaduma i tęsknota. Obraz ten znajduje się obecnie w zbiorach Muzeum Narodowego w Krakowie.

Słowo Polskie na podstawie tekstu Franciszka Ziejki „Z dziejów walki o tożsamość narodu w czasach niewoli”, 25.12.16 r.

Popularne w czasach PRL pigułki „Od bólu głowy z krzyżykiem” produkowano we Lwowie

Pigułki „Od bólu głowy” za czasów radzieckich produkowano we Lwowie! Taką ciekawostką dzielą się pracownicy nowego muzeum z gośćmi oglądającymi jego ekspozycje na fabryce farmaceutycznej „Gałyczfarm”.

Przed oficjalnym otwarciem własnego muzeum zespół przedsiębiorstwa blisko roku mozolnie zbierał unikatowe eksponaty, związane z historią produkcji leków. Teraz muzeum może pochwalić się ciekawą ekspozycją przedstawiającą ponad sto lat swojego istnienia, bowiem fabryka kilka razy zmieniała nazwę, formy własności i właścicieli.

Historia fabryki farmaceutycznej we Lwowie zaczęła się w 1911 roku, kiedy w tym mieście powstało przedsiębiorstwo „Lakoon”, produkujące lekarstwa zgodnie z tradycyjnymi technologiami i metodami. Pod koniec lat 30. fabryka została znacjonalizowana, a w czasach Związku Radzieckiego zmieniona w Lwowską Chemiczno-farmaceutyczną Fabrykę. W 1966 roku fabryka zaczęła produkować środki medyczne nawet na eksport, m.in. do Polski.

Goście, zwiedzający muzeum mogą zobaczyć ciekawe rarytasy wśród eksponatów - lekarskie naczynia z oryginalnymi papierowymi etykietkami z ponad 150-letnią historią, które wykorzystywano w starej lwowskiej aptece „Pod złotą gwiazdą”. Również tutaj można zobaczyć apteczne naczynia ze specjalnym metkowaniem systemu jakości farmaceutów w XIХ w., austriackie apteczne wagi z lat 80. XIХ w. W fabrycznej kolekcji znajdują się także unikatowe wzorce lekarstw, produkowanych grubo ponad 100 lat temu oraz sprzęt, który wykorzystywano podczas produkcji w tamtych czasach. Na przykład, prasa niemieckiej firmy Korsch, której używano na przedsiębiorstwie do lat 30. ХХ wieku oraz sprzęt, przy pomocy którego produkowano ampułki ze szklanych rurek.

Wśród eksponatów, które prezentują okres przemysłowo rozwiniętego przedsiębiorstwa w ХХ wieku, goście muzeum zobaczą tabletki „Od bólu głowy”, które fabryka produkowała w latach 70-90. dla eksportu do Polski. Teraz mało kto wie o tym, że w czasach Związku Radzieckiego fabryka we Lwowie otrzymała rozkaz odtworzyć lekarstwa „Od bólu głowy” wcześniej produkowane w polskiej przedwojennej farmaceutycznej firmie „Polfa”. Te pigułki były bardzo popularne wśród Polaków, którzy uważały je za najlepsze lekarstwa na ból głowy. W te czasy pigułki sprzedawano oprócz aptek, także w zwykłych malutkich kioskach z papierosami i gazetami.

Takie pigułki w Polsce nazywano „od bólu głowy z kogucikiem”, ponieważ na opakowywaniu widniał obrazek malutkiego czerwonego koguta. Lwowskie przedsiębiorstwo odtworzyło recepturę legendarnych pigułek i zorganizowało ich produkcję. Lecz na opakowywaniu, zamiast czerwonego koguta, pojawił się czerwienny krzyżyk. Później te tabletki Polacy nazywali już „od bólu głowy z krzyżykiem”. Między innymi, w te czasy na rok produkcja pigułek liczyła około 200-230 mln. opakowań! A fabryka produkowała te lekarstwa aż do początku lat 90. ХХ wieku.

Warto zauważyć, że dla zachowania eksponatów i w celu edukacyjnym, pomieszczenie muzeum jest wyposażone w nowoczesny techniczny sprzęt, co pozwala wykorzystywać go jak aulę wykładową dla studentów-farmaceutów, oraz jako muzeum dla gości przedsiębiorstwa. Drzwi muzeum „Gałyczfarm” są otwarte dla wszystkich chętnych, a szczególnie dla gości z Polski!

Igor Galuzczak, Lwów, opracowanie tekstu Ania Szłapak, 20.12.16 r.

 






 


Twierdze Zachodniego Podola

Zamek, kształtem przypominający statek w Sidorowie. Źródło: http://ternopillya.livejournal.com Poruszając się po Tarnopolszczyźnie jedziemy, kierując się drogowskazami na Borszczów, skręcając w pewnym momencie na Sidorów.

Zachował się tutaj bodaj czy nie najoryginalniejszy, pod względem kształtu, zamek Zachodniego Podola. W roku 1640 wybudował go hetman koronny polny Marcin Kalinowski, który wraz z synem kilka lat później poległ w bitwie z Kozakami pod Batohem. Nie wiemy, czy zamek był zdobyty w czasach Chmielnicczyzny, lecz wiemy, że wraz z pobliskimi fortyfikacjami został zdobyty przez Turków w 1672 roku. Zresztą, już po roku twierdzę odzyskali Polacy, ale przed natarciem wojska Ibrahima Szyszmana komendant Jan Samuel Chrzanowski dostał królewski rozkaz opuszczenia sidorowskiego zamku i udania się do obrony twierdzy Trembowli. Tam zasłynął dzięki małżonce, o czym opowiadaliśmy w poprzednich relacjach z naszych podroży. Turcy kilka lat stacjonowali w Sidorowie i przed ostatecznym odejściem spalili go.

Jeszcze jeden Marcin Kalinowski, kamieniecki kasztelan, odnowił zamek, który do końca XVIII w. był aktywnie używany, lecz w połowie następnego wieku zamienił się na ruinę, której nikt już nie wyremontował. Sowiety we wrześniu 1939 roku założyły pod stare mury sporo materiałów wybuchowych, aby zniszczyć „gniazdo feudalizmu”. Wybuch był potężny, lecz zamek został nienaruszony... Po wojnie przewodniczący rady wsi rozkazał rozebrać część murów na materiały budowlane. Mimo to zamek nadal może zadziwić turystów, ponieważ ma aż 178 metrów długości! Na wieży nad bramą nie widać już herbów Kalinowskich i Tarnowskich, jednak ocalała duża osiemnastowieczna tablica, zawierająca długi łaciński napis o historii zamku. Jeżeli się stanie pod murami twierdzy na krawędzi przylądku, który tworzy rzeka Suchodół, i spojrzy na zamek od tej strony, to wydaje się on olbrzymim dziobem murowanego liniowca. To właśnie jest główna atrakcja sidorowskiego zamku.

Na sąsiednim wzgórzu wznosi się klasztor dominikanów, ufundowany przez Kalinowskich w XVIII w. Jego kościół jest oparty na planie strzały i dwóch gwiazd, które tworzą kształt rodzinnego herbu Kalinowa. Był w tej miejscowości również klasycystyczny dwór rodziny Paygertów, lecz zostały po nim same piwnice i ogromny pomnik nagrobkowy na zarośniętym cmentarzu.

Resztki XIX-wiecznego pałacu w Kolędzianach. Źródło: castles.jimdo.comNie najlepszą drogą na Sidorów wracamy na trasę w kierunku Borszczowa i za 20 km już znajdziemy się w Kolędzianach. W tej wsi znajduje się pałac z 1840 roku, wzniesiony na miejscu obronnego zamku XVII w., należącego Wołodyjowskiemu, ośpiewanemu przez Sienkiewicza. W roku 1840 ruiny fortyfikacje (oprócz bramy i dwóch wież) zostały rozebrane i na ich miejscu wybudowano klasycystyczną rezydencję o jońskim portyku głównego wejścia. Wieże zaś przerobiono na pawilony, nakryto je szczytowymi wygiętymi dachami. Inicjatorem przebudowy była rodzina Albinowskich, ich następcami zaś do roku 1939 – Horodyscy. I ci, i tamci nie byli zamożni, dlatego nie ma żadnych wiadomości o jakichkolwiek kosztownościach kolędzianowskiego pałacu, chociaż on też miał oryginalne piece i kominki.

W czasie pierwszej wojny światowej zamek został zdewastowany przez Rosjan, Horodyscy zaś już tutaj więcej nie mieszkali, oddawszy pałac pod pomieszczenie dla dzieci swych pracowników. Za czasów radzieckich mieściło się tutaj technikum, teraz zabytek wykupił pewien biznesmen. Zresztą stoi zamknięty pustką i dowiedzieć się, czy coś z wnętrz się zachowało mnie się nie udało. Przez okna widziałem tylko jakieś, być może stare, meble, oraz sporo rzeźb z miejscowego kościoła. Jedna z nich – figura nieznanego świętego biskupa na cały wzrost stoi obliczem do ściany w rogu, niby jakiś uczeń, odbywający karę. Na zewnątrz pałac nie uległ zmianom.

Stąd już niedaleko (24 km) do obfitej w zabytki historyczne Skały Podolskiej. Przy wjeździe do miasta od razu rzucają się w oczy olbrzymie ruiny średniowiecznego zamku na zbruczańskich skałach. Stąd właśnie pochodzi nazwa miasta.

Fortyfikacje w tym miejscu istniały jeszcze za czasów staroruskich, murowany zamek zaś wznieśli litewscy książęta Koriatowiczowie w roku 1331. Za to, że Fiodor Koriatowicz uznał za suzerena węgierskiego króla, pod koniec tamtego stulecia książę Witold i król Jagiełło uzbrojoną ręką odebrali mu Podole. Koriatowicz uciekł na Zakarpackie, gdzie m.in. wybudował Mukaczewską twierdzę. Zaś twierdza w Skale uzyskała nowe życie w 1538 roku, kiedy to starosta kamieniecki Stanisław Lanckoroński otrzymał rozkaz od króla Zygmunta Starego, aby rozbudować zamek.

Widok na fortyfikacje w Skale Podolskiej. Źródło: ishchuk.netMimo że fortyfikacje mieszczą się w praktycznie niedostępnym dla wroga miejscu, zamek, jednak często był zdobywany: 1538 roku wtargnęli do niego Mołdawianie; 1616 roku zdobyli fortecę w Skale zdobyli Tatarzy i wzięli do niewoli całą ludność miasta. Na początku Chmielnicczyzny Maksym Krzywonos przy pomocy mieszczan zdobył fortyfikację, dziewięć lat później twierdza poddała się wojskom węgierskiego króla Jerzego II Rakoczego. Nie ostał się zamek też przed Turkami w 1672 roku. Co prawda, po tym trzykrotnie przechodził z rąk do rąk, dopóki się nie znalazł znowu u Polaków po pokoju w Karłowicach w roku 1699. W połowie XVIII w. Adam Tarło wzniósł na terenie zamku barokowy pałac, który jednak wkrótce spłonął z powodu piorunu. Od tamtych czasów zamek, ani też pałac nie zostały odbudowane, chociaż do połowy XIX w. w ocalałej oficynie jeszcze mieszkali ludzie.

Dzisiaj forteca w Skale Podolskiej to tylko romantyczne ruiny. Podróżnika wita wysoka Prochowa wieża, która broniła zamku od jedynej możliwej dla ataku strony. Za nią czernią się puste okna pałacu Tarły. Nad nimi i na ścianach w dalszym ciągu zachowują się rzeźbione pilastry, wewnątrz jednak nie ma nic. Za pałacem, właśnie, ruiny czasów Kariatowiczów i Lanckorońskich, pomiędzy nimi są widoczne szańce Austriaków czasów pierwszej wojny światowej. Taki to tutaj swojego rodzaju kalejdoskop historii wojskowej.

Ze Skały Podolskiej udajemy się do Borszczowa, gdzie zachował się piękny Dom Ludowy końca XIX w. o dwóch sympatycznych wieżach, oraz kościół, dzwonnicę którego przebudowano z tureckiego meczetu czasów panowania Osmanów na Podolu. Stamtąd jedziemy w kierunku Czortkowa do Jezierzan (Ozerian). Przede wszystkim warto zaznaczyć, że zachowała się tam pierwsza kondygnacja siedemnastowiecznego zamku, który obecnie stoi na terenie prywatnym, po drugie zaś nie można pominąć wielkiego i przepięknego Jezierzańskiego kościoła pw. św. Anny z 1875 roku. Jest to jeden z najlepszych wzorców neogotyku na Tarnopolszczyźnie.

Powróciwszy znowu do Borszczowa, przez centrum wyjedziemy do sąsiedniej Wysuczki, której zamek na wzgórzu nad Niczławą widać z daleka. Nie ma wiadomości o tym, kto i kiedy go wybudował, przypuszcza się tylko, że stało się to na początku XVII w. Wraz z innymi podolskimi fortyfikacjami ten zamek zdobyli Turcy w 1672 roku, ale już za trzy lata znowu była w nim polska załoga.

Około roku 1830 Cyryl Czarkowski zaczął przebudowywać twierdzę, która już stała w ruinach, na pałac. Na dwa lata prace wstrzymano, gdyż znaczną część własnych środków Czarkowski skierował do Warszawskiego banku na pomoc polskim insurgentom Powstania Listopadowego. Wkrótce pałac jednak ukończono i dzięki wdowie Cyryla Marii Felicji stał się on jedną z najzamożniejszych podolskich rezydencji. Czarkowscy zgromadzili z nim sporo srebra stołowego, porcelany, kryształowych żyrandoli, gobelinów, dużą bibliotekę i galerię obrazów. Nieco z tego wszystkiego znajduje się obecnie w muzeach Krakowa i Przemyśla.

Pałac spłonął w 1910 roku i został odbudowany, ale o wiele skromniej. W czasie pierwszej wojny światowej został zrabowany, ale właściciele zawczasu schowali większość kosztowności pod ziemię. Podczas ofensywy Armii Czerwonej we wrześniu 1939 roku bolszewicy schwycili właściciela rezydencji Cyryla Czarkowskiego młodszego, po czym o jego losie nie ma żadnych wiadomości. Po wojnie pałac został rozebrany, ale zostały jeszcze dwie wieże zamkowe. W roku 1991 przewodniczący wsi rozkazał zburzyć południowo-zachodnią basztę, której wysokość wówczas wynosiła trzy piętra. Po baszcie zostały tylko fundamenty i obecnie po zamku została tylko południowo-wschodnia baszta, wznosząca się nad całą wsią. Obok niej gotycki grobowiec Czarkowskich i drewniana cerkiew XVIII w.

Niedaleko Wysuczki jest położona wieś Kolorówka. Tamtejsza dawna kołchozna stajnia – z kolei dawny pański magazyn końca XVIII w. W żaden sposób nie wyróżniałby się, gdyby nie cudowne łukowe sklepienia wewnątrz, podparte kilku kolumnami. Fundatorem majątku była rodzina Słonieckich, która zgromadziła w tamtejszej rezydencji dość dużo cennych i przepięknych rzeczy. Wśród nich był stary zegar, który grał hymn i pieśń religijną „Serdeczna Matko”. Nie zabrakło również starego srebra, olbrzymich świeczników i obrazów. Ostatnimi posiadaczami majątku byli Potoccy, którzy po zniszczeniach pierwszej wojny światowej sprzedali go częściami.
Stajnię niedawno zaczęto rozbierać, lecz uratował ją miejscowy krajoznawca Stepan Pankiewicz.

Dmytro Antoniuk, opracowanie tekstu Irena Rudnicka, 17.12.16 r.

Powstaniec styczniowy i „chłopoman”. Paulin Święcicki (1841-1876)

Napis na mogile Paulina Święcickiego we LwowieW 2016 roku przypada 175 rocznica urodzin i 140 rocznica śmierci Paulina Święcickiego – polsko- ukraińskiego pisarza, publicysty, dziennikarza, dramaturga i tłumacza.

Pogranicze Podola i Kijowszczyzny w XIX wieku było naznaczone obecnością dwóch uzdolnionych osób polskiego pochodzenia, działających na pograniczu kultury polskiej i ukraińskiej. Tomasza Padurę a szczególnie jego słynną pieśń „Hej, sokoły” znają wszyscy od Los Angeles do Tokio a o Paulinie Święcickim, który urodził się w Warszycy pod Winnicą wiedzą nieliczni.

Paulin Święcicki pojawił się na świat w 1841 roku w rodzinie szlacheckiej. Po nauce w kamienieckim liceum i na Uniwersytecie Kijowskim młody Polak zaangażował się w walkę z rosyjskim okupantem podczas zrywu niepodległościowego w 1863 roku. Ratując się ucieczką po klęskach insurgentów styczniowych Święcicki osiadł we Lwowie, znajdującym się wówczas w zaborze austriackim i zajął się dziennikarstwem, aktorstwem, pisaniem własnych powieści i tłumaczeniem ukraińskiej poezji, m.in. Tarasa Szewczenki na język polski.
Swoje własne utwory w języku polskim i ukraińskim Święcicki podpisywał pseudonimami Stachurski, Pawło Swij, Łozowskyj i Zorian. Tuż po ucieczce z terenów Podola i Kijowszczyzny Paulin Święcicki założył we Lwowie polsko-ukraiński miesięcznik „Sioło”, później do jego pracy redaktorskiej dołączyły się przekłady na ukraiński „Hamleta” Szekspira i „Cyganów” Józefa Korzeniowskiego. Przeciwstawiał się rusyfikacji kultury ukraińskiej.

„Człowiek bardzo zdolny, obdarzony niepoślednią wiedzą” — pisał o Paulinie Święcickim Iwan Franko — „Szerokością i świeżością poglądów, Polak rodem z Ukrainy, znał pięknie język, historię i zwyczaje ludu ukraińskiego, a zarazem jako szczery demokrata i człowiek postępowy był wśród ówczesnych Polaków zjawiskiem zgoła niezwykłym”.

Święcicki żył zaledwie 35 lat i zmarł w 1876 roku. Pochowany został na Cmentarzu Łyczakowskim.

Pomimo „chłopomańskich” zainteresowań Paulina Święcickiego, on do końca życia nie zapominał o polskim języku i kulturze. Na łamach lwowskich „Nowin” tak pisał on w 1867 roku:

Dla nas nie ma świętości, nie ma droższego skarbu, nad mowę ojców naszych. […] Skoro tedy mowa jest rzeczą wielkiej wagi, skoro bez niej istnieć jako naród nie możemy – obowiązkiem więc naszym największym jest i pozostanie na zawsze: praca nad rozwojem języka, pielęgnowanie go. Cześć dla mowy ojczystej, i co za tym idzie: zwrócenie całej uwagi na instytucje głównie pielęgnowaniu języka poświęcone.

Jerzy Wójcicki, 14.12.16 r.

Podolski „top ten” w polskiej prasie

Szarża husarska - Małgorzata Wójtowicz CichońW Rzeczpospolitej wzmianki o Podolu najczęściej (ponad 16% ogółu “podolskich” publikacji) pojawiają się w związku z literaturą. W Gazecie Wyborczej tematy literackie zajmują miejsce trzecie 6.6% artykułów.

Postaciami najczęściej wymienianymi są: Juliusz Słowacki głównie w kontekście “Beniowskiego” i “Fantazego” oraz Włodzimierz Odojewski. Mowa jest również o Maurycym Gosławskim autorze “Dumki podolskiej” zaczynającej się od słów: “Gdyby orłem być!/ Lot sokoła mieć,/ Skrzydłem orlim lub sokołem/ Unosić się nad Podolem,/ Tamtym życiem żyć!”, Wacławie Potockim (“Pókiśmy miecze, pałasze i kordy/ Nosili, nie baliśmy się Ordy;/ A gdy z karabelkami nastały czeczugi/ Nie orzą w Ukrainie i w Podolu pługi”), Janie Kochanowskim jako autorze pieśni “O spustoszeniu Podola” oraz o Janie Potockim autorze “Rękopisu znalezionego w Saragossie”. Ponadto w różnych kontekstach wspominani są autorzy, tacy jak między innymi: Antoni Malczewski, Apollo Nałęcz i Joseph Conrad Korzeniowscy oraz Elżbieta Zaleska-Dorożyńska autorka “Na ostatniej placówce. Dziennik z życia wsi podolskiej w latach 1917-1921”.

Miejsce drugie w Rzeczpospolitej (12 artykułów czyli 8%) zajmują publikacje biograficzne (rocznice, wspomnienia etc.), w których Podole wymieniane jest jako miejsce związane pochodzeniem przodków, urodzeniem, dzieciństwem, wakacjami, pracą, wojną i okupacją (w Gazecie Wyborczej miejsce 1 - łącznie 59 artykułów czyli ponad 15% ogółu publikacji). Bardzo rzadko padają nazwy miejscowości - Podole występuje raczej jako coś abstrakcyjnego i odległego. Osobami o których publikacje się powtarzają w obu tytułach są: wielokrotnie wspominany budowniczy kolei przez Andy - Ernest Ślepowron-Malinowski, komandor Yacht Klubu Polski i twórca Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego - “ziemianin z podolskiej równiny” generał Mariusz Zaruski oraz duchowy przywódca Konfederacji Barskiej, karmelita ksiądz Marek Jandałowicz (w 200 rocznicę śmierci) i urodzony w Zbarażu, przez późno PRL-owską propagandę przedstawiany jako współpracownik Gestapo, biskup przemyski Ignacy Tokarczuk. Zdecydowaną jednak większość stanowią bohaterowie mniej znani - “ród Klepackich”, Stefan Zasłona - kierowca generała Fabrycego, Jadwiga Woronowska - nauczycielka, pionier amerykańskiego śmigłownictwa Wiesław Stępniewski, profesorowie, lekarze, prawnicy etc.

Miejsce trzecie w Rzeczpospolitej (7%), a ósme w Gazecie Wyborczej (nieco mniej niż 4.5%) zajmuje malarstwo ze szczególnym uwzględnieniem Leona Buczkowskiego i Mariana Kratochwila. O Podolu mowa jest także przy okazji osiągania zawrotnych cen na aukcjach dzieł sztuki przez płótna: “Jarmark w Bałcie na Podolu” Józefa Brandta, “Ulica w podolskim miasteczku” Adama Chmielowskiego i “Przed karczmą podolską” Stanisława Wolskiego.

Gazeta wspomina również o autoportrecie Jana Matejki, na którym malarz występuje jako obrońca Kamieńca Podolskiego, o obrazie Józefa Chełmońskiego “Pejzaż Podola” oraz o obrazie Jana Rosena zawierającym anegdotę: obraz wyobrażał pana Wołodyjowskiego ofiarowującego Sienkiewiczowi wór pieniędzy. Treść obrazu była ponoć aluzją do autentycznego zdarzenia, kiedy to niejaki Wołodyjowski z Podola nadesłał autorowi 15 tysięcy rubli srebrnych. Pieniądze te pisarz złożył w Akademii Umiejętności jako Fundusz im. Marii Sienkiewiczowej na rzecz literatów i malarzy dotkniętych “chorobą piersiową”.

Mowa jest także o twórczości urodzonego w Kamieńcu Podolskim Wiktora Koreckiego, przebywającym na Podolu w okresie okupacji Janu Cybisie, malującym w Kamieńcu Podolskim Kazimierzu Mireckim (Trójca Święta) i o cudownym obrazie Pana Jezusa Nazarańskiego z Brahiłowa, a także o obrazie Matki Boskiej w sanktuarium w Podkamieniu.

Czwarte miejsce zajmują tematy wyznaniowe - kościół rzymskokatolicki na Podolu i jego historia ze szczególnym uwzględnieniem najnowszej, stosunki międzywyznaniowe itd. (6.8%). Jest to w dużej mierze zasługą Bohdana Cywińskiego. Temat ten w Gazecie Wyborczej nie mieści się w 12-stopniowej skali. Gazeta pomijając fakt istnienia na Podolu znacznej społeczności katolików deklarujących ukraińską świadomość narodową petryfikuje schemat “Polak-katolik”.

Na piątym miejscu w Rzeczpospolitej (prawie 5.4%) artykułów znalazł się konflikt polsko-ukraiński z lat 40-stych (w Gazecie Wyborczej miejsce 9 - 4% artykułów). Charakterystyczną cechą tej grupy publikacji jest to, że ich część stanowią listy od czytelników będące reakcjami na publikowane “ciężkie gatunkowo” i obszerne teksty.

Szóste miejsce (5.4% w Rzeczpospolitej - i również szóste w Gazecie 4.8%) zajmuje Podole jako integralna część przedrozbiorowej i przedwojennej Polski m.in. w pełnej tytulaturze Augusta III i Stanisława Augusta Poniatowskiego, o wojewodach podolskich Andrzeju Maksymilianie Fredrze i Stanisławie Koniecpolskim. Jest też interesująca informacja o tym, że herb Kamieńca Podolskiego widniejący na krakowskich sukiennicach został po 1945 roku zamalowany i zastąpiony herbem jednego z miast Dolnego Śląska. Podole jako jedna z ziem mających należeć do Polski zostało wymienione w memoriale przygotowanym dla prezydenta Wilsona przez Ignacego Jana Paderewskiego. O tym, że Paderewski urodził się w Kuryłówce, w powiecie lityńskim, na Podolu dowiedzieć z prasy się nie można.

Na miejscu siódmym (4,8%) tematy żydowskie - w większości chasydzkie. W Gazecie Wyborczej miejsce dziesiąte (3,8%). Oprócz zwoleników Baal Szem Towa, Gazeta Wyborcza zamieszcza m.in. recenzję książki o Jakubie Franku. Rzeczpospolita natomiast wspomina fakt, iż w roku 1970 na warszawskim festiwalu Jazz Jamboree wystąpił wybitny amerykański artysta Dave Brubeck czyli Dawid Brubek, którego przodkowie pochodzili - jak sam się wyraził - “gdzieś stąd, z Podola”. Rzeczpospolita publikuje również obszerny tekst o bałagułach zawierający cytaty z Franciszka Rawity-Gawrońskiego i Stanisława Vincenza.

Na miejscu ósmym wpółczesne kwestie polityczne (4,6%), w Gazecie Wyborczej miejsce jedenaste (3,8%). Mowa jest m.in. o wręczeniu biskupowi kamienieckiemu Janowi Olszańskiemu przez premier Hannę Suchocką orderu Odrodzenia Polski, wizycie prezydenta Wałęsy w Winnicy, postulacie polsko-ukraińskiej konferencji naukowej skierowanym do rządów obu państw o przedstawienie do wpisu na listę światowego dziedzictwa UNESCO zespołu obronnego Kamieńca Podolskiego oraz deklaracji premiera Jerzego Buzka wsparcia dla fundacji MOST.

Miejsce dziewiąte (4%) zajmuje się ochrona i inwentaryzacja dzieł sztuki, zabytków architektury i cmentarzy. W Gazecie Wyborczej poza 12-stopniową skalą.

Na miejscu dziesiątym sprawa zsyłek do Kazachstanu (3,4%), w Gazecie Wyborczej miejsce dwunaste (3%). Przewodniczący Związku Polaków w Kazachstanie Franciszek Bogusławski w wywiadzie dla Rzeczpospolitej stwierdził m.in. “Pochodzę z mazowieckiej szlachty, co z satysfakcją przypomniałem panu premierowi Waldemarowi Pawlakowi (...) swojemu, po korzeniach, krajanowi”. Wydaje się jednak, że nie dość wyraźnie mówi się o rzeczy dla fachowców zupełnie oczywistej, ale dla szerszej publiczności nie - mianowicie o genezie skupisk Polaków za Zbruczem. Sowieckie wywózki Polaków na wschód kojarzą się przede wszystkim z okresem po 17 września 1939 r. i mało kto z piszących pisze o tym explicite, iż repatriowani do gmin takich jak Grójec, Pińczów czy Reszel Polacy z Kazachstanu nie mieli kontaktów z państwowością polską od 1793 r.

Miejsce 11 w Rzeczpospolitej (zaledwie 2,7%), a drugie (sic!) w Gazecie Wyborczej zajmuje Trylogia (prawie 8% ogólnej liczby artykułów). Są to teksty bardzo obszerne, w pewnym sensie promujące sarmacki disneyland i utrwalające sienkiewiczowską perspektywę w spojrzeniu na Ukrainę. W Gazecie Wyborczej Trylogia występuje praktycznie we wszystkich tekstach dotyczących turystyki (są dwa typy wyjątków: w turystycznych tekstach o Lwowie gdzie przymiotnik “podolski” jest wymieniany przy okazji informacji o dworcu autobusowym, z którego można dojechać do Kamieńca Podolskiego oraz o Janie de Witte - komendancie twierdzy Kamieńca Podolskiego, który był architektem lwowskiego kościoła dominikanów).

W Rzeczpospolitej miejsce 12 - (2.7%) (nota bene tyle samo publikacji, co na temat Trylogii) zajmuje biologia (występujące na Podolu: perukowiec podolski, tarantule ukraińskie, murawy kserotermiczne, melony itd.)

Artykuły z pierwszej dwunastki tematów w Rzeczpospolitej stanowią 70.8% ogółu publikacji. Poza skalą Rzeczpospolitej są (a) turystyka - zajmująca piąte miejsce w Gazecie (6.1%). Wiele artykułów zawiera praktyczne rady dotyczące np. połączeń autobusowych. Część nosi znamiona dyskretnej kryptoreklamy biur turystycznych specjalizujących się w “kresowych” objazdach. (b) 12 Pułk Ułanów Podolskich. - tematem artykułów są walki w roku 1939 i pod Monte Cassino oraz bardzo aktywna działalność szczecińskiego Klubu Jeździeckiego noszącego imię tegoż pułku - 6.5% artykułów oraz, (c) zajmujące siódme miejsce w Gazecie Wyborczej (4.5%) “sentymenty i resentymenty” czyli dosyć niekonkretne wzmianki o “tęsknocie za Podolem”, recenzje telewizyjne programów takich jak “Podróże na Kresy” czy “Okruchy, strzępy drobiazgi”, wystaw fotograficznych noszących tytuły typu “Dziedzictwo Kresów” lub “Kościoły, zamki, cmentarze Podola” etc. (artykuły z pierwszej dwunastki tematów w Gazecie stanowią 69.8% ogółu “podolskich” publikacji).

Na dalszych miejscach tematy takie jak pomoc humanitarna (głównie PAH i Equilibre), Ormianie (handel ormiański w Kamieńcu oraz postać jednego z pierwszych prezydentów Warszawy możnego kupca z Kamieńca Podolskiego, pół-Ormianina Józefa Łukasiewicza), kulinaria (baby podolskie i podolska pieczeń z sarny w gorącym sosie wiśniowym oraz opisywany przez Marcina Kromera “Miód z chmielem i wodą uwarzony, w pospolitym jest tam używaniu, szczególnie na Rusi i Podolu, kędy jest pszczół obfitość, a miód zbierany z wonnych traw i kwiatów wyborny”), nazwy ulic w miastach współczesnej Polski (Warszawa, Bielsko Biała, Opole, Nysa) i inne.

Gazeta Wyborcza (Stołeczna) publikuje 3 artykuły na temat związku warszawskiej dzielnicy Praga z Podolem (w 1583 r. znaczny obszar Pragi kupił kanclerz Jan Zamoyski, by w miesiąc później odstąpić go biskupowi kamienieckiemu Marcinowi Białobrzeskiemu w zamian za dobra Karczmarzowce na Podolu. Jeden z następców Białobrzeskiego - biskup Michał Działyński - otrzymał dla swych praskich dóbr od króla Władysława IV przywilej miejski. Herb Pragi zawiera Domek Loretański z Matką Boską podtrzymywany przez trzech aniołów, insygnia biskupa Działyńskiego - herb Ogończyk oraz infuła i pastorał oraz godło kapituły kamienieckiej - dwa skrzyżowane klucze z mieczem pośrodku).

Gazeta Wyborcza publikuje również kilka bardzo dobrych tekstów etnograficznych o muzyce folklorystycznej wschodniego Podola, o wilkołakach, eschatologii ludowej, obyczajach pogrzebowych i wierzeniach związanych z ostatnimi kłosami.

Andrzej Emeryk Mańkowski, 07.12.16 r.

Więcej na temat: Podole w zbiorowej świadomości Polaków

 

186 lat temu wybuchło powstanie listopadowe

Źródło: http://wiadomosci.comW nocy z 29 na 30 listopada 1830 roku grupa spiskowców ze Szkoły Podchorążych Piechoty na czele z Piotrem Wysockim na znak protestu przeciwko niewykonaniu przez rosyjskie władze postanowień z 1815 roku próbowała zabić przebywającego w Belwederze księcia Konstantego, brata cara Mikołaja I.

Po nieudanym zamachu do wystąpienia przeciwko namiestnikowi cara przyłączyli się mieszkańcy stolicy. Do udziału w powstaniu dołączyli się Polacy nie tylko z terenów Kongresówki, ale także dalszych Kresów – Podola, Wołynia, Polesia i in.

W walce ze 115-tysięczną armią rosyjską starło się 54 tys. polskich żołnierzy. Po upadku insurekcji represjonowano jego uczestników i drastycznie ograniczono autonomię Królestwa Polskiego.

Walka powstańców listopadowych pozostaje symbolem niezłomnego ducha narodu - napisał prezydent Andrzej Duda w liście skierowanym do uczestników obchodów 186. rocznicy wybuchu powstania listopadowego. Uroczystości odbyły się w Warszawie przed pomnikiem Bitwy pod Olszynką Grochowską.

W niedzielnych obchodach wzięli udział przedstawiciele Sejmu, Kancelarii Prezydenta, wojska, MON i władz samorządowych, a także środowisk kombatanckich. Złożyli wieńce przed pomnikiem Bitwy pod Olszynką Grochowską. Wcześniej odbyła się msza polowa, której przewodniczył biskup Antoni Dydycz.

W trakcie uroczystości w Alei Chwały, upamiętniającej bohaterów powstania, odsłonięto monument poświęcony Konstantemu Julianowi Ordonowi. Odczytano też Apel Pamięci, w którym m.in. obok walczących o niepodległość w 1830 i 1831 roku, wspomniano ofiary katastrofy smoleńskiej.

Prezydent przypomniał, że powstanie listopadowe zostało ostatecznie stłumione, a jego uczestników czekały represje: zsyłki na Sybir i konfiskaty majątków; wielu Polaków udało się na emigrację.

- Mimo szykan pamięć o prawie roku wywalczonej niepodległości i heroicznym boju w jej obronie trwała przekazywana z pokolenia na pokolenie - podkreślił Andrzej Duda.

- Bez tego zrywu nie byłoby możliwe odbudowanie Polski jako samodzielnego bytu, bowiem do idei powstania listopadowego odwoływały się kolejne powstańcze pokolenia XIX i XX wieku - powiedział marszałek Sejmu Kuchciński.

Szef Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych Jan Kasprzyk podkreślił, że pokolenie żołnierzy powstania listopadowego „płaciło krwią za to, że część poprzedniego pokolenia, na czele z królem Stanisławem Augustem Poniatowskim i targowiczanami, nie miało odwagi”.

Słowo Polskie, dzieje.pl, 29.11.16 r.

Więcej na temat: Bohaterowie Powstania Listopadowego na Ukrainie

Bogu ofiarowani w modlitwie

Uczuciową i liryczną poezję Tomasza Smolenia z Lublina zdążyliśmy już poznać dzięki publikacji wiersza "Złączeni miłością" z tomiku "Wspomnienia... babiego lata" w październiku bieżącego roku.

Pan Tomasz jest w stałej łączności z redakcją "Słowa Polskiego" i nadesłał doń swój kolejny utwór, który chętnie publikujemy.

Bogu ofiarowani w modlitwie

Ach młodzieży świata jakaż ty skromna, rozmodlona a jednocześnie przez to bogata
Bogactwo swoje w sercach nosicie, z wiarą na co dzień nie obnosicie się
Bo dzisiaj czasy nastały trudne, gdyż dla niektórych życie to pustka i nuda
Ponieważ dzisiaj ludzie nie wierzą w cuda, dokonywane w XXI wieku
Zastanów się nad tym młody człowieku
Macie przyjaciół zapewne wiele, modlicie się za nich nie zawsze w Kościele
W lesie na szlaku, podczas pielgrzymki, Chrystus wam liczy dobre uczynki
Pielgrzym zmęczony, jest czasami nie zadowolony ale duchem szczęśliwy
Przy dźwiękach gitary, bierze różaniec i właśnie wtedy zaczyna swój taniec
Jan Paweł II to założyciel światowych dni, wielki przyjaciel młodych na świecie
Droga młodzieży czy o tym wiecie?
A jego życie nie łatwa droga, zaprowadziła Go do Wszechmogącego   Boga
Dzisiaj po prawdzie przyznać to trzeba, że Chrystus Pan to przyjaciel Karola Wojtyły z nieba 
Dzielny nasz góral u boku Pana, doszedł do świętości, ku naszej wielkiej radości
Dzisiaj wśród świętych sobie obcuje i Matce Bożej pięknie dziękuje
My naród Polski jesteśmy dumni, bo przecież prawda jest taka, że mamy Papieża Polaka
W niebie który zawsze się wstawia w naszej potrzebie
Dlatego proszę droga młodzieży módlmy się do Niego, prostą litanią do naszego św. Jana Pawła II
Kończę od serca,  dając świadectwa naszej młodzieży
Mówiąc po cichu, to pokolenie jest - JPII, dlatego Boga tak dobrze zna.

Światowe Dni Młodzieży, Kraków 27-31 lipiec 2016 r.

Słowo Polskie, 24.11.16 r.

 

Gazeta "Słowo Polskie" w PDF

2017

Nr 1 (54)

2016

Nr 12 (53)

Nr 11 (52)

Nr 10 (51)

Nr 9 (50)

Nr 8 (49)

Nr 7 (48)

Nr 6 (47)

Nr 5 (46)

Nr 4 (45)

Nr 3 (44)

Nr 2 (43)

Nr 1 (42)

2015

Nr 12 (41)

Nr 11 (40)

Nr 10 (39)

Nr 9 (38)

Nr 8 (37)

Nr 7 (36)

Nr 6 (35)

Nr 5 (34)

Nr 4 (33)

Nr 3 (32)

Nr 2 (31)

Nr 1 (30)

2014

Nr 12 (29)

Nr 11 (28)

Nr 10 (27)

Nr 9 (26)

Nr 8 (25)

Nr 7 (24)

Nr 6 (23)

Nr 5 (22)

Nr 4 (21)

Nr 3 (20)

Nr 2 (19)

Nr 1 (18)

2013

Nr 12 (17)

Nr 11 (16)

Nr 10 (15)

Nr 9 (14)

Nr 8 (13)

Nr 7 (12)

Nr 6 (11)

Nr 5 (10)

Nr 4 (9)

Nr 3 (8)

Nr 2 (7)

Nr 1 (6)

2012

Nr 5 od 23.12.2012 r.

Nr 4 od 26.11.2012 r.

Nr 3 od 26.10.2012 r.

Nr 2 od 25.09.2012 r.

Nr 1 od 25.08.2012 r.

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą