Z perspektywy Kresów I RP

Wkrótce ulica Kościuszki w Międzybożu?

Międzybóż jest jednym z najważniejszych punktów na mapie turystycznej obwodu chmielnickiego. Razem z pobliskim Latyczowem i oddalonym o około 120 km Kamieńcem Podolskim międzybóska forteca dopełnia obraz majestatycznych zabytków architektonicznych z czasów Korony na Podolu.

Na początku lutego w Międzybożu odbyło się „dekomunizacyjne” posiedzenie w formacie „okrągłego stołu” podczas którego w ramach realizacji odpowiedniej ustawy dyskutowano o zmianie nazw ulic i zaułków miasta, związanych z okresem komunizmu. W posiedzeniu wówczas wzięli udział deputowani do Międzybóskiej Rady Hromady, naukowcy z rezerwatu „Międzybóż” oraz przewodniczący Rady Hromady Mychajło Demkiw.

Ulice Czkałowa, Majakowskiego i inne wkrótce zostaną nazwane na cześć ukraińskich działaczy kultury i polityki. Podczas lutowego posiedzenia jeden z naukowców zaproponował nazwać którąś z ulic imieniem polskiego generała, bohatera walki o niepodległość Polski i USA Tadeusza Kościuszki. Powód ku temu jest bardziej niż oczywisty -  w latach 1790-1791 dywizja Kościuszki stacjonowała w murach fortecy w Międzybożu a nieustraszony generał wizytował tu prawie co kilka dni.

Z międzybóskim okresem życia Tadeusza Kościuszki jest związana jeszcze jedna historia, z wątkiem miłosnym. Przekazywana jest ona z ust w usta od babć do wnuczków, od ojców do synów. Okazuje się, że z Międzybożem Kościuszkę łączyła także miłość do młodziutkiej szlachcianki Tekli Żurowskiej. Lecz ta romantyczna przygoda trwała niedługo. Tekla wówczas miała tylko 18 lat a Kościuszko – 45. Ojciec odmówił słynnemu bohaterowi zezwolenia na małżeństwo ze względu na dużą różnicę wieku  oraz, co może dziwić, brak majątku, bowiem Kościuszko całe swe życie poświecił walce za Ojczyznę i nie zgromadził wówczas ani ziemi ani pieniędzy.

Posiedzenie „okrągłego stołu” w Międzybożu symbolicznie odbyło się w 270. rocznicę urodzin  Kościuszki. W ostatnich dniach marca w tej miejscowości odbędzie się ważna konferencja naukowa, trzymajmy kciuki, żeby podczas niej ogłoszono o decyzji nazwania w Międzybożu ulicy na cześć jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów z czasów I Rzeczypospolitej.

Franciszek Miciński, 25.03.17 r.

Podhorce Sobieskich i Rzewuskich czekają na renowację

Podhorce – jedna z najpiękniejszych perełek ziemi lwowskiej, która rozciągnęła się na wzgórzach pasma Woroniaky.

Na przestrzeni wieków w niepowtarzalnym klimacie miasteczka, wśród pamiątek kultury, archeologii i architektury XVII - początku XX wieków uwiecznione zostało dziedzictwo historyczne i artystyczne Polski i Ukrainy.

Zgodnie z rozporządzeniem Lwowskiej Administracji Obwodowej w 1997 roku zamek został przekazany pod piekę Lwowskiej Galerii Sztuki. W tymże roku założono fundację odrodzenia pałacu podhoreckiego. W zbiorach Galerii znajduje się 85 proc. dzieł sztuki z pałacu, które z czasem mają powrócić do odnowionej budowli, gdzie powinno zostać uruchomione muzeum i centrum kulturalne.

W dniu dzisiejszym potrzebne są środki i sposoby na realizację programu przeprowadzenia prac naukowo-projektowych a także renowacyjnych na licznych obiektach kulturalnego dziedzictwa tej unikalnej historycznej miejscowości. Chodzi przede wszystkim o realizację Programu „Przemyślenie wartości zespołów architektonicznych dziedzictwa archeologicznego Pleśniska w Podhorcach”.

Przyczyniło się to zorganizowania Międzynarodowej Naukowo-Praktycznej Konferencji, która wkrótce ma odbyć się w formacie „okrągłego stołu” na Politechnice Lwowskiej. Jej uczestnicy omówią szereg pytań, przede wszystkim Program „Przemyślenia wartości zabytków podhoreckich”, zmianę generalnego planu rozwoju miasteczka z uwzględnieniem pamiątek, znajdujących się pod ochroną państwa.

Ważną sprawą stanie się przywrócenie byłego wdzięku unikatowemu drewnianemu kościołowi św. Michała, który spłonął 18 maja 2006 roku. Całe szczęście, że w Politechnice Lwowskiej zachowały jego kreślenia, wykonane trzy lata wcześnie przez studentów z Ukrainy i Austrii pod kierunkiem wykładowców Instytutów architektury Lwowa i Wiednia. Po dziesięciu latach po raz pierwszy przedstawiony zostanie projekt odbudowy spalonego kościoła.

W 1440 roku polski król Władysław Warneńczyk przekazał okoliczne majętności Januszowi Podhoreckiemu. W rękach Podhoreckich miasteczko znajdowało się przez prawie przez 200 lat. W roku 1633 Podhorce zostały wykupione przez wielkiego hetmana koronnego Stanisława Koniecpolskiego (1594-1646) ówczesnego właściciela Brodów i budowniczego zamku w Podhorcach. W 1773 roku urodził się tam Euzebiusz Słowacki - ojciec znanego w całym świecie poety Juliusza Słowackiego i profesor Liceum Krzemienieckiego. Oprócz tego dziadek poety Jakub Słowacki był administratorem zamku w Podhorcach w okresie, kiedy one należały do Rzewuskich.

Głównym punktem orientacyjnym w Podhorcach jest kościół z grobowcem obficie ozdobiony rzeźbami. 300-metrową aleją lipową od kościoła można dostać się jednego z najpiękniejszych zamków na Ukrainie. Od drugiej połowy XVII do początku XVIII wieku Podhorce należały do Koniecpolskich (1646-1682), a później - do Sobieskich (1682-1720). W roku 1720 syn Jana III Sobieskiego Konstanty przekazał zamek wraz z licznymi wioskami Rzewuskim. W zamku wówczas znajdował się ogromny arsenał zabytkowej broni, wspaniała biblioteka oraz archiwum. Oddzielnie przechowywano rzeczy osobiste króla Jana III Sobieskiego oraz trofea zdobyte w bitwach przez Wacława i Seweryna Rzewuskich.

Od roku 1787 właścicielem Podhorców był Seweryn Rzewuski który za 201 tys. złotych wykupił majętność za długi na przetargach publicznych. Na początku XX wieku nowi właściciele zamku Sanguszkowie przeprowadzono renowację pałacu, w którym zaczął funkcjonować muzeum.

W 1940 roku (po zajęciu Wschodniej Galicji przez Sowietów) zamek został przekazany Muzeum Historycznemu we Lwowie. W czasie II wojny światowej budowla mocno ucierpiała a po wojnie wartości artystyczne zostały w dużej mierze zniszczone przez radzieckich żołnierzy ze złoczewskiego garnizonu. Ocalałe przekazano do muzeów we Lwowie. Unikatowy dla Ukrainy zamek-pałac królewski władze radzieckie skazały na zniszczenie. Przepiękne rzeźby wywieziono do Leningradu, gdzie one do dziś zdobią Sad Letni (białe marmurowe biusty Marii Kazimiery i Jana III Sobieskiego), a w zamku zaczęło funkcjonować sanatorium dla chorych na gruźlicę. W latach 60. pałac został częściowo odnowiony, lecz ani podłóg z marmuru ani pięknych sufitów uratować się niestety nie udało.

Igor Gałuszczak, Lwów, opracowanie tekstu Lidia Kyłymnyk, 23.03.17 r.

 



Hajsyn – miasteczko słynące w XIX w. z wód mineralnych

Źródło: etoretro.ruPodolskie miasteczka w ostatnich latach zaczynają w związku z reformą decentralizacyjną szukać własnych regionalnych wizerunków. Miasteczko Hajsyn, na przykład znane jest nie tylko dzięki urodzonemu w nim polskiemu komuniście Romualdowi Janickiemu, lecz także z fabryki wód mineralnych, działającej aż do 1917 r. O tej oraz innych ciekawostkach o Hajsynie dowiedzieliśmy się ze Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich.

Hajsyn, miasto powiatowe w guberni podolskiej, nad rzeką Sob, dopływem Bohu, o 260 wiorst od Kamieńca odległe.

Posiada urząd powiatowy, stację telegraficzną, kantor pocztowy, szkołę powiatową, mirowy sąd i zjazd sędziów pokoju, szpital powiatowy; mieszkańców do 10000, w tej liczbie chrześcian do 6000, reszta Żydów; katolików według wykazów urzędowych do 300.

Pod względem stanów: szlachty (z urzędnikami) 167. duchownych 25, reszta mieszczan. Jest tu cerkiew murowana, pw. św, Mikołaja, licząca 3100 wiernych. Kościoła katolickiego dotąd niema; parafia katolicka należy do odległej o kilka wiorst Kuny, dekanatu bracławskiego.

Miasto dość porządnie zabudowane, błotne, jak wszystkie po większej części podolskie; domów liczy do 1500, po części drewnianych, synagoga i domów modlitewnych 6. rzemieślników 335, fabryk 2, fabryka wód mineralnych, młyn parówy.

Kiedy Hajsyn założony i przez kogo, nie wiadomo. Pierwotnie należał do starostwa bracławskiego i według lustracji z 1615 roku właścicielką jego była ks. Jadwiga Rożyńska—Odrzywolska, a maż jej pierwszy Swiorski, jak sie wyraża taż lustracja „Za przywilejem królewskim od lat 15 je zasadził”.

Czy więc to znaczyło założenie Hajsyna, czy też odbudowanie, co jest prawdopodobniejsze przy ciągłych najazdach tatarskich, nie wiadomo.

Miał wtedy Hajsyn młyn o 2 kołach, kotłów gorzełczanych 30, browar pański, w którym wolno było wszystkim piwo warzyć i miód sycić za opłatą od kotła 6 gr. Następnie spotykamy przywilej Zygmunta III z 16 listopada 1621 r., w którym uznając zasługi wojenne Jana Dzierżka rotmistrza, nadaje mu do ostatnich dni jego życia Hajsyn z wszelkiemi przynależytościami, pod obowiązkiem wnoszenia corocznie do skarbu 1/4 części dochodu (ks. metr. 167 s. 97). Również i Jan Kazimierz, wynagradzając zasługi wojenne Maksyma Bułyhy sotnika ziatkowskiego (Ziatkowce miasteczko w hajsyńskim powiecie) wyraża sie w przywileju z dnia.8 czerwca 1659 roku: „Chętnie sie skłonili, aby szlachetnemu Maksymowi Bułzio, posłowi pułku hurańskiego, doświadczonemu wojsk naszych W. X. ruskiego i zaporoskiego żołnierzowi, cnotą, męstwem, odwagą i należytą ku nam i Rzpltej wiarą dobrze w różnych wojennych krwawych ekspedycyach, doświadczonemu żołnierzowi, łaskę naszą oświadczyliśmy.

Co tym prędzej czynimy, im bardziej znamienite jego po te niespokojne i burzliwe czasy zasługi uważamy, tak bowiem życzliwością swoją, męstwem i odwagą obowiązał nasz majestat ku sobie, ze mu tylko dobrze czynić w podanych okazjach możemy. Skłaniamy sie do prośby jego i do wniesionej za nim do nas W-go Jana Wyhowskiego wojewody kijowskiego, generalnego wojak naszych W. X. ruskiego i zaporoskiego hetmana, instancji i zaraz umyśliliśmy mu miasteczko nasze Haysin, nad rz. Sobem leżące, prawem wiecznom-dziedzicznem, małżonce i potomkom jego, tak męskiej jak i białogłowskiej płci dać i konferować; jakoż niniejszym przywilejem dajemy i konferujemy, które dobra szlachetny Maksym Bułza (Bułyha) i potomkowie jego obojej płci, mieć, trzymać, używać na potomne czasy, zamieniać, darować i przedać według woli swojej bezpiecznie może i mogą”.

Tenże Bułyha otrzymał nobilitację na Sejmie w roku 1659 (Yolumina legum) a następnie po śmierci Hohola dowodził pułkiem u Kozaków dla utrzymania w kraju porządku, i musiał dobrze zasłużyć sie krajowi, kiedy szlachta kijowska w 1687 r. zanosiła instancje do króla i Rzpltej o nagrodę dla niego.

Jak długo Bułyha władał Hajsynam nie wiadomo; Baliński utrzymuje, że przyjął on udział we wszczętych wkrótce buntach kozackich i zato Hajsyn został mu odebrany i przyłączony do dóbr królewskich. Piotr Sudymuntowicz Czeczel starosta kiślacki, wyjednał u Augusta III przywilej pod d. 9 stycznia 1745 r. na zaprowadzenie w Hajsynie, leżącym w ststwie kiślackiem jarmarków: w 1 niedziele po Wielkanocy, św. Janie Chrziciela, i w. Michale i N. roku, każdy po tygodniu trwać mający.

Miasto musiało sie znacznie podnieść, gdyż wkrótce otworzone zostało oddzielne starostwo hajsyńskie wraz z wsiami: Kulakiem, Karbówką, Szurą i Mytlińcami.

Starostwo to 23 września 1789 r. nadane zostało prawem emfiteutycznem na lat 50 Antoniemu Ledóchowskiemu z opłatą kwarty, a przez niego w tymże roku ustąpione Szczęsnemu Potockiemu generałowi artylerii koronnej.

Według lustracji z tegoż roku kwarty płaciło do skarbu Rzpltej 22,961 zł. 26 gr.; miasteczko posiadało zameczek nad Sobem, z 3 stron wałem i dębowemi palisadami opatrzony, w rynku ratusz nowy, cerkiew unicką św. Mikołaja drewnianą, domów w mieście 81, na przedmieściu 183. Po śmierci Szczęsnego Potockiego dotrzymywał dzierżawy syn jego Jarosław, a 1819 roku nadane zostało na lat 4 generałowi Bekensdorfowi z opłatą kwarty 3393 rs. Jedna wioseczka a raczej futor Karbówka, wydzielona została za przywilejem królewskim szatubslanowi Janowi Grudzińskiemu na łat 50 z opłatą kwarty 9 rs. Powiat hajsyński graniczy na północy z pow. bracławskim i gub. kijowską, na zachód z pow. olhopolskim i bracławcskim, na południu z pow. olhopolskim i bałckim, na wschód z gub. kijowską.

Powiat ten w ogólności jest dosyć równy, grunt ma suchy, od zachodu więcej jest lasu, na wschód zaś położenie więcej stepowe i bezleśne. Ziemia czarna urodzajna, miejscami tylko glukowata a nad Bohem piaszczysta.

Rzeka Boh przechodzi przez zachodnią część powiatu i przyjmuje w jego granicach Sob, zaczynającą się w gub. kijowskiej, w pow. lipowieckim, pod wsią Sławną; wpada do Bohu pod m. Ładyżynem, rzekę Białkę wypływającą także z gub. kijowskiej i wpadającą pod wsią Rachnami Sobowetni; Kunkę wpadającą pod m. Kunką.

Kościołów w powiecie hajsyńskim jest 6: w Granowie, Kunie, Ładyżynie, Kopijowce i w Ternawce.

Marszałkami powiatu byli od r. 1807: Jełowiecki, Moszoński, Czopielewski, Borowski, Opacki, Wołodkowicz.

Słowo Polskie na podstawie Słownika geograficznego Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich, Tom III (1880-1914), 20.03.17 r.

Poezja kresowa. Dyzma Bończa-Tomaszewski (1749-1825)

Dyzma Bończa-Tomaszewski herbu Bończa, urodził się 1 stycznia 1749 roku na Sandomierszczyźnie, zmarł w 1825 roku w Popówce na Ukrainie. Był znanym polskim poetą, komedio- i dramatopisarzem, publicystą i pamiętnikarzem, krytykiem Konstytucji 3 maja.

Bończa-Tomaszewski pełnił funkcję sekretarza konfederacji targowickiej, podczas konfederacji barskiej porzucił służbę na dworze królewskim, wspierał konfederatów, walcząc w ich szeregach.

Później działał u boku „króla Podola” Stanisława Szczęsnego Potockiego.

Debiutował komedią „Małżeństwo w rozwodzie” pokazaną po raz pierwszy w Warszawie w 1781 roku. Autor broszury „Dyzmy Bończy-Tomaszewskiego, komisarza cywilno-wojskowego województwa Bracławskiego, nad konstytucją i rewolucją dnia 3 maja 1791 uwagi”, w której ostro krytykował reformy, wprowadzone przez Konstytucję 3 maja.

Jego broszura była jedną z najważniejszych broszur antykonstytucyjnych, kolportowana w szczególności na Ukrainie.

Tomaszewski napisał także poemat opisowy „Rolnictwo”, epos historyczny „Jagiellonida” (1817), w 1822 wydał zbiór „Pisma wierszem i prozą”. Jako klasycysta był ostro atakowany przez romantyków m.in. Adama Mickiewicza.

Fragment poemy Jagiellonida: czyli zjednoczenie Litwy z Polską

Tego zaraz w Piotrkowie Sejmowa ustawa
Na Ojczystym posadzi w zgodnych głosach Tronic,
Widzisz przy nim starszego brata, Władysława
W podwójnej błyszczącego dwóch Królestw Korony
Wierna obóm na wojnach i w pokoju sława,
Swym wieńcem nieśmiertelnym przyozdobi skronie:
Polak, Litwin, Rusini, Czech, Węgrzyn, Kroaci
Jednym ludem się staną pod rządem dwóch braci,

Za niemi Alexander, cień tak krótko trwały,
Patrz! - ledwie się ukazał już w powietrzu znika,
Prawodawca, Monarcha, Rycerz pełen chwały,
Gdy już konając w ręku bratnich Fryderyka,
Dowie się źe zwycięstwo wojska otrzymały
Perekopskiego Cara , Litwy najezdnika,
Wzniósłszy w Niebo źrenicę, łzę wdzięczną wylewa
I złoży w łono Stwórcy Narodu nadzieje.

W tem się zwolna przybliżał starzec rozjaśniony,
Promień mądrości na twarz Rycerską mu padał,
Jagiełło to postacią świetną przenikniony,
O nazwisko się jego z ciekawością badał:
„Wnuk to jest twój (rzekł Prorok) Zygmunt niezwalczony
Szorstko będzie mieczem i swą radą władał
Jak ów Nestor, w ościennych nawet Państwach czczony
Ofiarowane sobie odrzuci Korony.

Słowo Polskie, 13.03.17 r.



Pieniądze dominalne prawdopodobnie z Podola odnalezione na Lubelszczyźnie

Polak Daniel Rudny, odkrywca-amator posiada w swoich zbiorach ciekawe pamiątki z XIX-XX wieku. 4 marca w okolicach Radzynia Podlaskiego udało mu się odnaleźć ciekawe monety z napisami, które wskazują, że te pieniądze mogą pochodzić z Podola lub Bracławszczyzny.

Widocznie są to tzw. „pieniądze dominalne”, używane przez właścicieli dóbr (w danym wypadku prawdopodobnie chodzi o Zamojskich a może o Czartoryskich?) dla rozliczeń wewnętrznych z zatrudnionymi przez niego pracownikami.

Za takie „prywatne” pieniądze można było kupić np. artykuły spożywcze i alkohol, ale tylko w karczmie czy sklepach należących do ziemiaństwa. Było to rozwiązanie dla tego ostatniego korzystne, bo pozyskując w ten sposób tanią siłę roboczą, ziemianin zachęcał chłopów do wydawania swoich zarobków na miejscu.

Potwierdzenie faktu przynależności monety do Zamojskich (Radziwiłłów?) można odnaleźć w Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego:

Gródek - miasto, powiat kamieniecki, o 50 wiorst od Kamieńca, 20 od Jarmoliniec, w pięknym rozdole po obu stronach Smotrycza, okrąg adm. kupidski; jest tu zarząd gminny, sąd mirowy, poczta, apteka, fabryka cukru założona w 1837 r. przez br. Gejsmara, obecnie na akcjach, przerabiająca rocznie do 100,000 berkowców buraków, młynów 5, jeden poruszany za pomocą turbiny, gorzelnia. Mieszkańców 7500, w tej ilości Żydów 2500, reszta włościan, przeważnie katolików, tak zwanych Mazurów, dawnych kolonistów znad Sanu i Wisły.

Cerkiew murowana pw. św. Aleksandra Newskiego liczy 1055 parafian i 151 dz. ziemi. Kościół paraf, katolicki dek. kamienieckiego, z cudownym obrazem św. Antoniego, posiada 7297 wiernych; do parafii należą kaplice w Kupinie, Krzemiennej i Łysowodach, dziś zamknięte.

Jest tu fabryka pasów, sznurów i uprzęży nicianych, 4 garbarnie i 1 mydlarnia. Oprócz targów co 2 tygodnie, bywa tu 6 jarmarków, największy na św. Antoniego.

Miasto składa się z rynku ze sklepami i kilkunastu ulic. W 1780 r. było tu 462 domów, obecnie liczy się do 740, między którymi dużo jest murowanych. Synagoga, 4 domy modlitwy, sklepów 80, rzemieślników do 100. Ziemi włość. 2031 dz., ziemi dworskiej w 2 folwarkach 2012 dz. (jeden z folwarków nazywa się Koszerna); gospodarstwo płodozmienne. Do spółki należy 49 dz. i 174 dz. do rządu dawnej kościelnej ziemi.

Daniel Rudny w trakcie poszukiwania zabytkówGródek jest bardzo dawną osadą; pierwotnie nazywał się Nowodwór i należał do Nowodworskich. Już w 1496 r. spotykamy dział zrobiony między Jędrzejem i Michałem Nowodworskim. W 1550 r. Tatarzy zupełnie go zniszczyli, i to powtórzyło się kilkakrotnie lat następnych.

Później władali ni aa Herburtowie i Świerczowie, nazwę zaś Gródka pierwszy raz spotykamy w Uście Zygmunta I do braci Mikołaja Herburta i Jana Świercza, pozwalającym dziedzicom fortecy Nowodworu, inaczej Biedrzychowa-Gródka, wybierać cła, na co przywilej zgubili.

Musiał więc już wtenczas Gródek być silnie umocniony, kiedy król nazywa go fortecą. Następnie należał do Zamojskich, i ci najwięcej tu zostawili po sobie pamiątek. Posiadali oni tu znaczne dobra, bo oprócz Gródka, Kupina i kilkunastu okolicznych wsi, Marcin podskarbi koronny i syn jego Tomasz Klemens, wojewoda lubelski, obaj ordynaci Zamojscy, trzymali bogate sąsiednie starostwo proskurowskie. Zastali majątki te zupełnie zniszczone przez Tatarów, kościół spalony.

Zaczęli więc od sprowadzenia kolonistów znad Sanu i Wisły, i tak w Gródku jak i w Proskurowie ludność ta zachowała dotąd swoją mowę, religią i strój swój odrębny. Jan Zamojski, wojewoda podolski, największy dobrodziej Gródka, wymurował z cegły kościół dzisiejszy parafialny, farę, pod wezwaniem św. Stanisława (1778 r.) na miejscu pierwotnie zbudowanego jeszcze w 1496 a w 1582 r. zniszczonego przez Tatarów.

Ks. biskup kamieniecki Mackiewicz konsekrował go w 1826 r. W 1778 przeniesiono franciszkanów do Gródka, gdyż miejsce klasztora i kościoła w Kamieńcu miało wejść pod twierdzę. Tenże Jan Zamojski przeznaczył im z dochodów gródeckich po 2000 zł. i grunta zwierzyńcem zwane z sianożęciami. On także wybudował szpital i dom sióstr miłosierdzia o 2 piętrach w 1774 r. i obdarzył go wsią Nowy Świat i Basówką. Na mocy tego funduszu obowiązane były siostry utrzymywać osoby chore, 4 mężczyzn i tyleż kobiet; jednakże bywało słabych i po kilkanaście a rocznie do 200.

Siostry zajmowały się także wychowaniem ubogich dziewcząt, a fundusz stąd zebrany obracały na wsparcie dla ubogich. Siostry te, cnotliwym swym życiem, miłosiernemi i pożytecznymi uczynkami zasłużyły sobie tu na ogół szacunek i miłość; pomimo to jednak, w ostatnich czasach, kościół i klasztor został zamknięte, a zakonnice wyjechać musiały za granicę.

dominium Grudek, 10 groszy 1833, Aw: Napis 10 / GR / GRUDEK, Rw: Monogram AC / 1833, brąz 3.76 g, średnica 22 mm, Sikorski T.II s. 29 R*, moneta przypisywana dobrom ks. Adama Czartoryskiego leżącym w województwie bracławskim, później guberni podolskiej. Źródło: https://wcn.pl Cudowny obraz sw. Antoniego został przeniesiony do dzisiejszego parafialnego kościoła. Jan Zamojski z Ludwiki Poniatowskiej, siostry króla, zostawił tylko jedną córkę Urszulę, która wyszła za Mniszcha, marszałka nadwornego litewskiego, i wniosła w dom ten klucz gródecki. Mniszchowie mało dbali o ton majątek, mieszkali po za granicami kraju; pustoszał więc i pomału przechodził w cudze ręce. Karol Mniszech oddał Gródek w posagu swej siostrze Radziwiłłowej, zwanej od majątku Panią Dęblińską; ona to sprzedała w pierwszych latach 1830-1840 Gródek generałowi wojsk rosyjskich baronowi Gejsmarowi. Za jego czasów miasteczko znowu podniosło się, dobrobyt mieszkańców i handel znacznie powiększył się; osobliwie znaczne były w Gródku składy win węgierskich.

Przed 10 laty Gródek sprzedany z publicznej licytacyi; nabył go za stosunkowo niską cenę prezes banku kijowskiego Winogrodzki; obecnie należy do jego synów. Resztki dawnego zamku zamienione przez jenerała Gejsmara na wygodny dom mieszkalny piętrowy.

Jeżeli być dokładnym, to warto zaznaczyć, że na terenie byłej Bracławszczyzny istniał jeszcze inny Gródek/Grudek w powiecie hajsyńskim nad rzeką Soroką. Należał do klucza Granowskiego Czartoryskich. W 1868 roku było tu 221 domów mieszkalnych. Bogactwo nazw „Gródek” na liście miejscowości na terenie byłej I RP jest tak rozmaite, że teoretycznie te monety mogłyby należeć i do innych władców.

Lecz jaki sposób monety odnalezione przez Daniela Rudnego przebyły ponad 600-kilometrową podróż? Może chłopi w poszukiwaniu lepszych zarobków przenieśli się z Podola bliżej Warszawy, zabierając ze sobą swoje skromne zarobki? Więcej do powiedzenia w tej sprawie mają prawdopodobnie naukowcy.

Słowo Polskie, 07.03.17 r.

Turbów, Kijów - lata szkolne...

Kijów w 1918 r.„Wśród młodzieży polskiej uczniowie klas gimnazjalnych w Kijowie: 6-ej, 7-ej i 8-ej należeli do grupy starszych, która w owym czasie objęta była polskim konspiracyjnym ruchem młodzieżowym. Ośrodkiem tego ruchu była oczywiście Kongresówka, a w niej Warszawa. Stamtąd szły dyrektywy programowe, ideologiczne i organizacyjne. Ruch ten o tyle polityczny, że był jednym z przejawów walki społeczeństwa  z łajdackim systemem rusyfikacji wprowadzonym przez rząd rosyjski. Im głębiej sięgała, a w każdym razie starała się sięgnąć akcja rusyfikacyjna, im bardziej uderzała w owo patrymonium narodowe, zwłaszcza, kiedy chodziło o jego część duchowo-kulturalną, tym większą i bardziej jednolitą stawała się siła oporu”: coraz częściej docierają do nas wspomnienia Polaków z okresu 1910-1920, mieszkających na terenie obecnej Ukrainy. Bogatsi zdążyli uciec przed bolszewikami do Polski, biedniejsi zostali poddani okrutnym represjom i czystkom etnicznym ze strony władz komuno-bolszewickich.

Poniższy tekst opowiada o latach młodzieńczych w Turbowie pod Winnicą oraz Kijowie młodego Kazimierza Fudakowskiego, który później stał się znanym polskim politykiem, członkiem Rady Stanu, prezesem Centralnego Towarzystwa Rolniczego, Związku Ziemian, Rady Naczelnej Organizacji Ziemiańskich oraz Zrzeszenia Związków Właścicieli Lasów, Senator IV i V kadencji. Odznaczony Krzyżami Komandorskimi Polski, Węgier, Francji, Rumunii oraz Czechosłowacji.
Jasne dni mego dzieciństwa przesłaniać zaczęły ciemne chmury smutku. Mama nasza zapadła na zdrowiu. Co roku wysyłano ją na południe, gdzie zimę spędzała.

Ojciec przeniósł się do Turbowa, gdzie objął administrację trzeciej z kolei cukrowni zakupiwszy jeszcze uprzednio w 1889 roku Uher na Lubelszczyźnie, gdzie zamierzał z całą rodziną, po wyzdrowieniu Mamy, osiąść na stałe.
Po śmierci Mamy, kierownictwo domu w Turbowie obięła zastępczo siostra Ojca, ciotka Helena Morgulcowa. Wiało na nas od niej chłodem surowości i oschłości. Dzięki odległości, jaka nas od niej dzieliła, nigdy nie widziała, co “pedagodzy” w pokojach szkolnych z nami wyczyniają. Pierwszym pedagogiem był niejaki pan Witkowski wychowanek junkierskiej szkoły piechoty w Odessie, dla którego ideałem była musztra, parada, lakierowane byty z cholewami, wąsy zakręcone “w szpic” zlepione pomadą węgierską.

Po Witkowskim ojciec zgodził się na bardzo polecanego pedagoga pana Szpakowskiego, który rozpoczął z nami naukę. I rzeczywiście nauczył nas tak, że w 1892 roku zdaliśmy egzaminy do 3-ej klasy gimnazjum w Kijowie, ale to półtora roku trwające kształcenie było po prostu obozem karnym.

Po dwóch latach od śmierci naszej Matki, Ojciec ożenił się z panną Anną Wańkowiczową z domu Wolmer, który ojcem kierował było dorastanie córek i brak pani w domu rodzinnym. Z tego małżeństwa urodził się nam przyrodni brat Józef, przyszły profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, który od wczesnego dzieciństwa tak ujmował nas sercem, szlachetnością, prawością i przywiązaniem do rodziny, że uznaliśmy w nim rodzonego brata.

W 1892 roku wstąpiłem do gimnazjum w Kijowie. Z tą chwilą rozpoczął się dla mnie okres szkolny. Jak już na wstępie zaznaczyłem, zamieszkaliśmy z bratem Leonem u profesora Zawistowskiego Rosjanina. Nie wiem, dlaczego oddano mnie najpierw do najodleglejszego 3-ciego gimnazjum, położonego w dzielnicy Kijowa nad Dnieprem, zwanej “Padołem”. Brat mój Leon wstąpił do szkoły realnej, w której gmachu na palcu Michajłowskim Zawistowscy mieli obszerne mieszkanie. W szkołach kijowskich nie prześladowano Polaków, jak to się działo wówczas w szkolnictwie Królestwa Kongresowego, zwłaszcza za rządów słynnego kuratora Warszawskiego Okręgu Naukowego Apuchtina.
Nauka łatwo mi przychodziła, a wyszedłszy z pod katońskiej ręki Szpakowskiego, miałem uczucie bezpieczeństwa osobistego i pewności, że nic mi nie zagraża. Trzecie Gimnazjum (obecnie Centrum Kultury Dziecięcej) przy Kontraktowej płoszczy na kijowskim Padole (do 1917 r.: Aleksandrowskaja pł.). Prawy  róg budynku Gimnazjum wychodzi na ul. Pokrowską.

Z klasy do klasy przechodziłem bez egzaminów, na co regulamin pozwalał w wypadkach, gdy uczeń miał w rocznej cenzurze przeciętnie nie mniej niż czwórkę. W piątej klasie dostaliśmy nowego nauczyciela greki, który dla niezbadanych powodów wziął mnie na kieł, mimo że przedmiot umiałem. Potem przeniosłem się do I gimnazjum, gdzie panowała zupełnie inna atmosfera niż w poprzednim. Profesorowie byli to przeważnie ludzie rozumni i pedagodzy.

Wkrótce moje nauki uległy, na żądanie lekarzy, rocznej przerwie z uwagi na mój stan zdrowia. Rok 1895/96 spędziłem w Uhrze. Z tego powodu pozostałem w 6-ej klasie na drugi rok. Po powrocie do szkoły na jesieni 1896 roku już nie zamieszkałem u, Zawistowskich lecz u stryjostwa Bronisławostwa, którzy w owym czasie przenieśli się na stałe do Kijowa.

Nie była to już stancja, lecz dom rodzinny i tak mi bliski, jak bliski mógł być dom rodzonego brata mojego Ojca i rodzonej siostry mojej Matki. Dlatego też wspomnienia, jakie z niego wyniosłem, są mi najmilsze, najserdeczniejsze takimi, jakimi mogą darzyć serca rodzeństwa. Z całej tej rodzinny, w chwili, gdy te słowa piszę, pozostały tylko dwie siostry Maria i Amelia, znane wśród nas jako “Ciotki Górnośląskie”. Po opuszczeniu Kijowa w 1920 roku zamieszkały w Warszawie przy ulicy Górnośląskiej, gdzie dom ich stał się ośrodkiem promieniującym pogodą i równowagą ducha w najcięższych chwilach i taką radością życia, jaka jest właściwą głębokiej wierze w Boga i rozwiniętemu poczuciu więzi rodzinnej (Zob. Dziennik z Powstania Warszawskiego, c. Amelii). Tadeusz i Ignacy odbywali studia uniwersyteckie, Herman i ja uczyliśmy się w tym samym gimnazjum, a najmłodszy Stanisław chodził już do 1-ej klasy realnej.

Dwaj bracia stryjeczni dziadzi Kazimierza na balkonie mieszkania w Kijowie: Herman (z lewej) i Stanisław, który pracował najpierw jako inżynier w Żyrardowie, potem od 1911 r. studiował  filozofię na UJ w Krakowie. Jako oficer rezerwy, jesienią 1914 roku ściągnięty z wakacji w Szwecji został zmobilizowany i walczył na froncie galicyjskim, jako dowódca roty. Ciężko ranny w styczniu 1915 r. pod górą Kosiowa, zmarł. Pochowany na cmentarzu greko-katolickim w Skole.

Wśród młodzieży polskiej uczniowie klas gimnazjalnych w Kijowie: 6-ej, 7-ej i 8-ej należeli do grupy starszych, która w owym czasie objęta była polskim konspiracyjnym ruchem młodzieżowym. Ośrodkiem tego ruchu była oczywiście Kongresówka, a w niej Warszawa. Stamtąd szły dyrektywy programowe, ideologiczne i organizacyjne. Ruch ten o tyle polityczny, że był jednym z przejawów walki społeczeństwa  z łajdackim systemem rusyfikacji wprowadzonym przez rząd rosyjski. Im głębiej sięgała, a w każdym razie starała się sięgnąć akcja rusyfikacyjna, im bardziej uderzała w owo patrymonium narodowe, zwłaszcza, kiedy chodziło o jego część duchowo-kulturalną, tym większą i bardziej jednolitą stawała się siła oporu. Wprawdzie już wtedy prądy o charakterze społecznym, napływające do nas ze wschodu, starały się umysły młodzież przenikać, lekceważąc wszystko, co z tradycją lub przeszłością narodu było związane, ale instynkt samozachowawczy tak wyostrzył czujność społeczeństwa, że z trudem dawało się brać na lep tej propagandy. Nauka języka polskiego w szkołach była zabroniona, nawet wyszedł rozkaz wykładania religii w języku rosyjskim. Wśród młodzieży odpowiedziano na to utworzeniem kółek samokształceniowych, w których wykładowcy Polscy prowadzili wykłady z historii i literatury polskiej. Powstały tajne, wędrowne biblioteki samokształceniowe, które zasilały ośrodki szkolne na prowincji i wędrowały do młodzieży uczęszczającej do szkoły poza obrębem Kongresówki. Takie koła samokształceniowe powstawały również i w Kijowie, utrzymując stałą łączność z młodzieżą z Kongresówki. I ja w nich brałem czynny udział.

Była to właśnie epoka, w której mimo intensywnego życia polskiego, jakie kwitło w Kijowie, i tradycyjnych więzi, jakie wiele polskich rodzin, a wśród nich i naszą łączyło z Kresami – narastała we mnie z coraz większą siłą tęsknota za rodzinną Polską. Mimo żarliwego patriotyzmu Polaków kresowych i ich historycznie tradycyjnego zahartowania w ofiarnych walkach, chroniących Rzeczpospolitą przed wrogim zalewem ze wschodu, prawdziwie dobrze się czułem w rodzinnej Polsce. Dlatego coraz bardziej ciągnęło mnie do domu, do Uhra, w którym Ojciec na nowo życie organizował. Odżywały dawne stosunki sąsiedzkie z czasów panieńskich naszej Matki i przed-powstaniowych Ojca. My zaś młodzi spędziliśmy wakacje w atmosferze pogodnej, wesołej, przyśpieszającej rozwój życia duchowego.

Dom w Uhrze Ojciec nasz odnowił, zachowując cały dawny rozkład jego wnętrz. Jeden tylko szczegół w odnowieniu domu zawsze mnie raził. Zresztą jego autorem był architekt, stryjeczny brat mojej Matki, przemiły i uroczy wuj Tomasz Bielski. Było to zastąpienie charakterystycznych w starym dworze lunetowych okien w dachu, przez okna mansardowe z prostokątnymi występami. Starych progów już nie było, posadzki były nowe. Całość, jak dawniej, była dostatni i wygodna. Zamiast starej, walącej się oficyny, powstała nowa z wygodnym rozkładem pomieszczeń gospodarczych. Organizacja życia domowego o tyle uległa zmianie, że przybyły do dawnego kompletu służby jeszcze jeden służący naszej macochy.

Z odnowieniem dawnych stosunków sąsiedzkich, zwłaszcza wśród rodziny i nawiązaniem nowych, weszliśmy w pełnię ówczesnego życia towarzyszącego na wsi w lubelskiem.

Słowo Polskie na podstawie wspomnień Kazimierza Fudakowskiego, 04.03.17 r.

O dawnych Czyszkach pod Lwowem

Źródło: http://tasha-kr5.livejournal.comStara prasa często kryje cenne informacje i zapisy. Oto o podlwowskich Czyszkach przeczytać można w czasopiśmie „Nasza Praca” w numerze sprzed ponad 80. laty!

Piękna okolica i pracowici mieszkańcy stanowili cenne atuty ówczesnych Czyszek. Wyróżniały się wzorowo utrzymane sady oraz pasieki pszczele. Gospodarstwa rolne były małe – na ogół kilkuarowe. Ludność tejże miejscowości był to lud pobożny, przywiązany do wiary, ale nękany napadami tatarskimi.

Należy zaznaczyć, że to między innymi Czyszki w dawnych wiekach stanowiły niejako naturalną geopolityczną osłonę Lwowa przed nieprzyjacielem i agresorem. Poznajmy więc interesujący, chociaż krótki opis historyczny Czyszek.

Do najzamożniejszych ziemian polskich w okresie panowania króla Władysława Jagiełły należał pan na Dmitrowicach pod Lwowem, Mikołaj Dmitrowski, właściciel wielu siół, wśród nich i Czyszek, zwanych podówczas Czeszkami, nowej osady, założonej na prawie niemieckim, a zamieszkałej wyłącznie przez osadników Polaków. Ważną chwilą w dziejach tej podlwowskiej wsi było założenie kościoła i parafii w tym celu, aby ludność katolicką zachować przy wierze ich ojców i w okresie najazdów tatarskich użyczyć ludności punktu oparcia w kościele i parafii.

Mikołaj Dmitrowski ufundował wtedy aktem z dnia 11 listopada 1420 r. kościół parafialny pod wezwaniem Wszystkich Świętych, i wyznaczył dotację plebańską.

Z czasem przeszły Czyszki na własność Jerzego Strumiły z Dymoszyna, chorążego lwowskiego, który majętność powyższą w 1456 r. darował konwentowi OO. Franciszkanów lwowskich, obok Dominikanów najbardziej gorliwych o rozwój wiary i Kościoła na ziemiach kresowych.

Podlwowska osada była często nawiedzana przez napady tatarskie i wówczas ludność rozbiegała się po okolicznych wioskach. Pozbawiona domów, żywności, inwentarza, szukała zarobków we Lwowie i po każdym najeździe wracała, by na ruinach nowe dźwigać życie. W czasach nieszczęsnych wojen kozackich kościół uległ ponownemu zniszczeniu, Kozacy i Tatarzy bowiem w r. 1648 zniszczyli doszczętnie trzy wioski OO. Franciszkanów : Czyszki, Hanaczów i Kozielniki. Kościół w Czyszkach ocalał, ale wewnątrz był zupełnie zrujnowany, złupiony i splugawiony. Dotknięta klęską ludność zamożnej wioski, nawiedzona ponadto morową zarazą, która porwała około pięćset ludzi, zubożała i długiego potrzeba było czasu, aby dźwignąć się z klęski i nędzy, w jaką skutkiem tego napadu popadła.

Właściciele odbudowali z wewnątrz kościół, zaopatrzyli go w sprzęty i odnowili ognisko parafji, nawiedzonej tak srodze przez nieprzyjaciół.

Przetrwały Czyszki czasy wielu najazdów groźnych, służąc wiernie obroną swych zagród i tworząc dzielnym swym stanowiskiem ochronę Lwowa od wschodniej ściany tak, jak Lwów był ochroną i zasłoną Polski, ona zaś zachodniej Europy i jej cywilizacji.

Po pierwszym rozbiorze Polski komisja katastralna opisała wieś w r. 1787 . Akt ten mówi, iż wieś Czyszki ponad pola Czyżykowa od linii północnej, czyli od rzeki podberezieckiej do drogi publicznej czyżykowskiej przy łące ogrodu i obszaru dominium ma kopców 7, stąd na zachód kopiec jeden aż do końca obszaru pańskiego w tejże granicy wschodniej, rachując trzy kopce.

I w podobny sposób określone były granice Czyszek od trzech innych stron.

W Czyszkach mówi ludność poprawnym językiem i tylko po polsku, — pod względem narodowym jest dostatecznie uświadomiona, przy czym niemałą rolę spełniła tu czytelnia T[towarzystwa] S[zkoły] L[udowej]. Pod względem materjalnym mieli się mieszkańcy Czyszek przed wojną dobrze, mimo znacznego już rozdrobnienia roli. Fabryka tytoniu w sąsiednich Winnikach zatrudniała sporo ludzi, a kto nie znalazł pracy w fabryce, lub nie miał
gospodarstwa rolnego, terminował we Lwowie i powracał do rodzinnej wsi, jako dobrze wyszkolony rzemieślnik. Przeciętnie gospodarstwo rolne obejmuje sześć do dwunastu morgów ziemi, wyjątkowo niektórzy gospodarze posiadają więcej. Pewne dochody czerpie ludność z dobrze utrzymanych sadów. Starsi i młodsi gospodarze oddają się z zamiłowaniem pasiecznictwu.

Lud miejscowy przywiązany jest do swej wiary i obrządku, jest głęboko religijny i szczerze pobożny. O miłej z wyglądu zarówno zewnętrznego, jak wewnętrznego wsi Czyszki napisał książkę znakomity historyk Dr Antoni Prochaska.

Paweł Glugla, 04.03.17 r.

Bibliografia
Z dziejów wsi podlwowskich, „Nasza Praca: tygodnik wydawany przez Zarząd Główny TSL we Lwowie”, R. 1:1936, nr 3, s. 4.

W 100. rocznicę przewrotu bolszewickiego

W 2017 roku przypada 100. rocznica tzw. „rewolucji bolszewickiej”, która pochowała w zalążku plany stworzenia państw demokratycznych na terenie największego obszaru zaboru rosyjskiego.

Kontynuujemy publikować dokumenty z gazet, wydawanych w drugiej połowie lat 20. XX wieku o bolszewickich represjach wobec kościoła katolickiego.

Kapłani - ofiary  bolszewików

W szpitalu w Winnicy zmarł w styczniu b.r. [1929] ks. Antoni Dołęga - Kelus, proboszcz w Gniewaniu, były wikariusz kijowski, przeżywszy lat 55. Zmarły wskutek prześladowań bolszewickich dostał obłędu i w ciężkich warunkach dokończył męczeńskiego żywota. W tym samym mniej więcej czasie zmarł ks. Wincenty Rubikas, przeżywszy lat 59, długoletni proboszcz w Pulinach, diecezji żytomierskiej. Był to kapłan wielkiej gorliwości i nieustraszonej odwagi.

Mimo prześladowań i ustawicznych represji, do ostatniej chwili wytrwał na stanowisku, w ten sposób manifestując swoje przywiązanie do Kościoła i miłość do oddanego pod swoją pieczę ludu. Najstraszniejszym więzieniem w Rosji sowieckiej jest tak zwany „Obóz koncentracyjny dla więźniów politycznych", znajdujący się nad Północnym morzem, na wyspach Sołowieckich. W „obozie” sołowieckim odsiaduje „karę” sporo tak zwanych „białogwardzistów”, oraz pewna ilość księży katolickich. Prawie wszyscy więźniowie są zakuci w kajdany. Cele są przeważnie piwnicami więziennymi, z małemi otworami zamiast okien, a często i bez nich. Z księży katolickich, uwięzionych tam bez żadnego wyroku sądowego, znajdują się: Zieliński, Sokołowski, Fiedorowicz, Sławiński, Krawczuk, A. Wasilewski, J. Trojga, M. Szawdinis i P. Chomiczi.

Nowe gwałty antyreligijne


Zaznacza się nowa fala gwałtów antyreligijnych. Obecnie akcja antyreligijna została wymierzona przeciw gmachom, przeznaczonym na cele kultu religijnego.

Dziesięć cerkwi w Petersburgu skazano na rozbiórkę. Ma być również zamknięty i oddany na cele partyjne kościół katolicki przy ul. Kiryłłowskiej, przy którym znajdowały się zakłady dobroczynne Ks. Małeckiego; kościół katolicki w Peterhofie ma ulec zburzeniu lub przebudowie na inne cele. O tym wszystkim donoszą gazety bolszewickie: Krasnaja gazieta i Prawdaii.

Związek bezbożników w Moskwie


Ohydne pastwienie się w Rosji nad religią nie ustaje. Przy związku „bezbożników” w Moskwie stworzyli bolszewicy teatr, który będzie wystawiał jedynie sztuki antyreligijne. Na czele teatru stoi niejaki Braiłowski, żyd. Równocześnie otwarty został antyreligijny uniwersytet, na którym wykładane są zasady ateizmu oraz doktryny z nim związane. Podobne uniwersytety, na wzór moskiewskiego, utworzone będą i  innych miastach. Kierownicze stanowiska są w ręku żydów, dlatego zazwyczaj judaizmu się nie zwalcza. Warunki duchowieństwa są tak straszne, jak w żadnym okresie najdzikszych prześladowań.

„Być księdzem w Rosji sowieckiej to to samo, co z góry skazać się na męczarnie” - pisze G. Goyau w gazecie Figaro. Wszystkich środków się używa, żeby życie mu uczynić niemożliwym. Do wszystkich metod, używanych niegdyś przez rządy carskie, dodane zostały wyrafinowane sposoby dzikości, przewrotności i cynizmu żydowskiego. Mimo to nie brak kandydatów do stanu kapłańskiego, ale wśród nich w pierwszej chwili trudno odróżnić ludzi z powołaniem Bożym od tych, których nadstawia „czeka”, by jej służyli. I na to się odważa przewrotność moskiewska! W tych mrokach bolesnych błyszczą jednakże jasne promienie wiary i miłości chrześcijańskiej. Takim świetlanym promykiem bohaterstwa religijnego jest np. list, jaki niedawno Biskup Sloskan napisał do swoich rodziców: „Doświadczenie więzienia są największymi i najwspanialszymi z moich przeżyć wewnętrznych, chociaż bolesną jest niemożność składania bezkrwawej Ofiary. Nigdy nie otrzymałem tylu łask, jak w tych miesiącach cierpienia. Módlcie się za mnie, ale nie płaczcie. Nauczyłem się teraz kochać wszystkich ludzi, bez żadnego wyjątku, także i tych, którzy, zdawałoby się, nie zasługują na miłość... Ci są najbiedniejsi ze wszystkich”.

Prześladowania na tle religii do tego stopnia zdeprawowały społeczeństwo rosyjskie, że wzajemne zaufanie znikło zupełnie. Jedni drugich się obawiają i podejrzewają o szpiegostwo nawet w rodzinach. Na tem tle stał się taki wypadek: pewnemu urzędnikowi urodził się syn. Matka urzędnika w obawie, że syn, urzędnik, nie da ochrzcić syna, sprowadziła po kryjomu popa i ochrzciła wnuka; wkrótce to samo uczyniła matka, a wreszcie i sam ojciec dziecka. Podejrzewając się wzajemnie, trzy razy ochrzcili chłopca.

Bolszewickie dekrety

Nowy dekret władz bolszewickich zarządza, że duchowny może spełniać funkcje tylko w jednym i tym samem miejscu stale. Uniemożliwia to odprawianie nabożeństw na sposób misyjny - po domach prywatnych, a nawet obsługiwanie chorych po mieszkaniach. Toż samo zarządzenie nakazuje, aby kościoły prowadziły rejestrację osób, uczęszczających na nabożeństwa, każdy bowiem może chodzić tylko do tej świątyni, w której jest zapisany. Oczywista rzecz, że to zarządzenie stwarza nową trudność w pasterzowaniu i wykonywaniu praktyk religijnych.

Duchowni ofiarami komunistów

Elenchus cleri et ecclesiarum archid. mohylowskiej na rok 1929 wykazuje w Rosji 79 księży obrz. łac., przebywających pod rządami bolszewickimi, z tych 24 jest w rozmaitych więzieniach bolszewickich.

Na wyspach Sołowieckich w najcięższych, wprost nieludzkich warunkach, przebywa 10. Nadto 17 księży obrz. łac. jest również w więzieniach z rozmaitych innych diecezyj. W więzieniach również pozostaje 6 księży obrz. wschodniego.

W ciągu roku 1928 męczeńską śmiercią zakończyli życie ks. Józef Biełohołowy, b. profesor  Akademii duchownej w Petersburgu i dziekan mohylowski, oraz Dominik Iwanow. Już od dawna pisma bolszewickie prowadzą przeciwko ks. Śliwowskiemu, katolickiemu Biskupowi na Wschodzie zażartą kampanię. Ostatnio przyłączyła się też Trybuna Radziecka, pismo polskie, które, wykorzystując ogłoszenie w Monitorze (całkiem niepotrzebnie ogłoszone) udekorowanie go orderem Polski Odrodzonej, argumentami, poczerpniętemi z najbardziej czarnosecinnych czasów, całkiem zdyskredytowało osobę Biskupa w oczach bolszewików.

Aresztowanie ks. prał. K. Naskręckiego

W ostatnich dniach w Kijowie został aresztowany wikariusz generalny diecezji żytomierskiej, ks. prałat Kazimierz Naskręcki. Ks. prał. Naskręcki znany był na całych kresach, jako kapłan wielkiej świątobliwości i wybitny mówca kościelny. W życiu politycznym nie brał najmniejszego udziału.

Katolicka ziemia mińska

We wzroście ruchu religijnego w Rosji sowieckiej przodują ziemie, gdzie Kościół katolicki posiada silniejsze wpływy. Szczególnie ma to miejsce w ziemi mińskiej. Mimo kolosalnej propagandy prasy bolszewickiej przeciw religii, słyszy się stale narzekania o jej bezskuteczności. Ostatnio ziemia mińska wykazuje, że wpływy antyreligijne są tam minimalne. Prasę bolszewicką, rosyjską i polską, doprowadza to do wściekłości. Rzymski korespondent New-York Heralda telegrafuje do swego pisma, że Watykan jest bardzo zatroskany z powodu ostrej kampanii przeciwko katolikom w Rosji sowieckiej. Po odrzuceniu przez Watykan propozycji rokowań z Moskwą w sprawie zawarcia konkordatu, represje wobec przebywających w Rosji katolików wzmogły się do tego stopnia, że Watykan nie jest w stanie okazać pomocy katolickiemu duchowieństwu w Rosji nie może występować przeciwko dokonywanym tam wywłaszczaniom kościołów, które, według doniesień, zostały skazane na zamknięcie.

Kłamstwa prasy socjalistycznej w Rosji

Nowa orgia antyreligijna w pożeranej przez nędzę, brudy i zbrodnię zsocjalizowanej Rosji wymierzyła ostrze przeciwko Kościołowi katolickiemu. Prasa socjalistyczna, stale posługująca się fałszem, ustawicznie nawołuje rząd do zamykania kościołów katolickich. Powody do zamykania te same, co za carskiej Rosji — rzekoma antyrządowa propaganda. Pastwienie się nad duchowieństwem dochodzi do takiego stopnia bydlęcej dzikości, jakiego nie notowano w najbardziej barbarzyńskich czasach. I świat cywilizowany patrzy na to obojętnie. Katolicy całego świata powinni się zorganizować w celu obrony swych braci na razie chociażby modlitwą.

Oszczerstwa i kłamstwa komunistów

Prześladowanie religii w Rosji nie ustaje. Socjalizm, który tam doszedł do władzy, pokazał, czym jest. Nie tylko ogół katolicki, ale także jednostki a szczególniej, księża okupują swoją wierność wobec Kościoła Chrystusowego, równą wierności męczenników, niewypowiedzianymi cierpieniami. Nienawiść i podstępna pogarda sowietów wobec religii ujawniają się także na łamach prasy, która w związku z pewnymi wydarzeniami lub uroczystościami religijnymi poza obrębem Rosji, rozpowszechnia niezliczone oszczerstwa. 1 tak np. pogrzeb kardynała Dubois został przez nią przedstawiony, jako manifestacja militaryzmu, a z okazji porozumienia Stolicy Apostolskiej z Włochami napisano paszkwil.
Po otwarciu seminarium rosyjskiego w Rzymie dzienniki sowieckie napisały, że jest to instytut dawnych oficerów carskich, i rozwiodły się o poświęceniu, dokonanym jakoby przez Papieża, i jego mowie, których wcale nie było...

Paweł Glugla na podstawie informacji „Wiadomości Archidiecezjalne Wileńskie”, 02.03.17 r.

Uroczystość świętych Cyryla i Metodego w Czerniowcach w 1885 r.

Czerniowce. Aktualne zdjęcie. Źródło: http://mik-vorontsov.narod.ruŚwięci Cyryl i Metody to patronowie Europy. Święty Cyryl, właściwie Konstantyn, cs. Rawnoapostolnyj Kiriłł, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 827 w Tesalonikach, zm. 14 lutego 869) i Święty Metody, właśc. Michał, cs. Rawnoapostolnyj Miefodij, uczitiel Słowienskij (ur. ok. 815, zm. 6 kwietnia 885), Bracia Sołuńscy, misjonarze. Prowadzili w IX wieku misje chrystianizacyjne, m.in. na ziemiach zamieszkanych przez Słowian. Twórcy rytu słowiańskiego, święci Kościoła katolickiego i prawosławnego nazywani apostołami Słowian (gr. Άγιοι Κύριλλος και Μεθόδιος ιεραπόστολοι των Σλάβων) i apostołami Bułgarii.

Stąd też końcem XIX wieku, odbyła się w Czerniowcach uroczystość śś. Cyryla i Metodego. W czerniowieckiej „Gazecie Polskiej” z 1885 r. czytamy:

„W poniedziałek, 8. b.m. [czerwca 1885] o godzinie 9 z rana część publiczności udała się do kościoła rzymsko-kat., gdzie była obecną na wotywie, którą właśnie odprawiał ks. prałat dr Kórnicki w asystencji dwóch księży. Wśród zebranej tu garstki widzieliśmy Polaków z patriarchą duchowym naszego tutejszego społeczeństwa, p. Aleksandrem Morgenbesserem na czele, dalej deputację Rusinów i Czechów.

O godzinie 10 rozpoczął się prawdziwie wzniosły i uroczysty obchód kościelny w cerkwi  grecko-katolickiej. Wnętrze świątyni, oświeconej rzęsistym światłem, zapełniła po brzegi publiczność wszystkich trzech narodowości. Byli tam członkowie komitetu, reprezentanci ruskich i polskich Towarzystw, urzędnicy, mieszczanie słowiańska młodzież szkolna i lud wiejski, a ławkach cały bukiet patriotycznych Polek i Rusinek.

Sędziwy i biały, jak gołąb, ks. prałat Florian Mitulski, w infule i z pastorałem ukazał się u ołtarza i w asystencji ks. Kasprowicza i Simonowicza odprawił mszę solenną według obrządku ormiańskiego. W czasie nabożeństwa śpiewał chór ruskiego bractwa cerkiewnego pod umiejętnym kierownictwem p. Góreckiego. Po tym nabożeństwie nastąpiło drugie, według obrządku greckokatolickiego. Celebrował ks. kanonik Kostecki w towarzystwie ks. Matkowskiego i ks. Łobody, oraz miejscowych kapłanów: Ogonowskiego i Simonowicza. Cały wschodni przepych ruskiej liturgji dodawał uroczystości tym podnioślejszej cechy i czynił głębokie wrażenie. Gdy celebrant przy końcu zaintonował „Myr wsim słowiańskim bratam”, a chór zagrzmiał pieśnią „Mnohaja lita”, mimo woli myśl nasza biegła w dawne czasy lepszej zgody, trwalszej jedności i miłości gorętszej...

W katedrze orientalnej nabożeństwa nie było z powodu zakazu ze strony dotyczącego metropolity (!).

Wieczorem tegoż dnia odbył się obchód w teatrze. Na zaproszenia rozesłane przez Komitet przybyło wiele osób z rozmaitych miejscowości kraju i ze wschodniej Galicji, przeważnie Polaków. Widzieliśmy rodaków z Waszkowiec, Komania, Kossowa, Śniatyna, Zabłotowa i. in. oraz Rusinów z Buskiego Baniłowa (ks. Monastyrski, ks. Charyzowicz), z Kabeny (ks. Barbir) z Kocmania (p. Nikitowicz z deputacją wieśniaków), z Suchowerchowa (ks. Żałkowski) i innych.

Z kilku stron Bukowiny ci, co osobiście przybyć nie mogli, nadesłali w dowód swej solidarności w obchodzie należytość za loże i krzesła.

O godzinie 8 amfiteatr zapełnił się gośćmi, a widzieliśmy tam wszystkich patriotów polskich, ruskich i czeskich, reprezentantów polskiej, p. Aleksandra Morgenbessera, dr. Jana  Dylewskiego, dr. Wojciecha Kasprzyckiego i bardzo wielu innych; członków wszystkich ruskich Towarzystw, grono Czechów, liczny zastęp rzemieślników, duchowieństwo ormiańskie (ks. prałat Mitulski i ks. Kasprowicz), duchowieństwo ruskie miejscowe (ks. kanonik Kostecki z miejscowym klerem) redakcje pism miejscowych, ruskich profesorów wszechnicy, nadzwyczaj licznie zastąpioną płeć piękną, kupców, urzędników kilku obywateli wiejskich i w. i. Galerię przeznaczył komitet dla ludu wiejskiego, który ją też szczelnie zapełnił. U wstępu do sali straż honorową pełnili akademicy z polskiego „Ogniska” i ruskiego „Sojuza”. Scena wyglądała, jak żywy las krzewów i egzotycznych kwiatów, wśród których jaśniały godła i chorągwie bratnich narodów. Po jednej stronie, na amarantowej tarczy biały nasz jagielloński orzeł rozwijał skrzydła pośród skrzyżowanych chorągwi Polski i Rusi, dalej ruski sztandar potrącał szelestem o czeskiego lwa, który groźnie spoglądał na zachód, jakby gotów do obrony przed wspólnym wrogiem rodziny...

Produkcyj nie będziemy opisywali szczegółowo, gdyż etyczną, a nie artystyczną stronę obchodu mamy przede wszystkim na względzie, jakkolwiek i ta ostatnia nic nie pozostawiała do życzenia. Odczyt p. Michała Koralewicza streścił bardzo dobrze życie i działalność apostołów słowiańskich, ich pobyt w Rzymie, nieudałe oszczerstwa wrogów, aprobatę udzieloną ich nauce przez stolicę św. i w końcu wpływ ich na oświatę Słowian. Prelegent zakończył słowami gorącego życzenia, by ta zgoda i jedność, jaką w ciągu 10 ubiegłych wieków utracili bracia słowiańscy, powróciła na nowo dla dobicia się lepszej przyszłości. Nastąpiły śpiewy i deklamacje, na przemian ruskie, polskie i czeskie.

Kulminacyjnym  punktem był końcowy obraz z żywych osób, wyobrażający przejrzyste postacie śś. Cyryla i Metodego, u stóp obrazu po dwóch stronach siedziały dwie kraśne ruskie mołodyco, nieco zaś niżej dwie hoże krakowianki, które ujęły za ręce młodziuchną ruską siostrzyczkę. Po lewej stronie obrazu ustawiła się „sieczna”, Czeszka w narodowym kostiumie z pewną siebie minką, a obok niej gibki góral ruski i dziarski krakus w kerezji i rogatywce z nieodstępnem pawiem piórkiem. Po drugiej stronie Czech, Rusin i Mazur uzupełniali całość.

Na malowniczą grupę rzucono blask bengalskich ogni, a ustawiony na czele sceny chór zanucił poważny i pełen podniosłych motywów hymn do śś. Cyryla i Metodego, napisany umyślnie na tę uroczystość przez Daniła Młakę z muzyką ks. J. Worobkiewicza. Widok tego obrazu miłości i zgody, dźwięk słów i tony potężnego hymnu wywołały ogromne wrażenie: serca obecnych głośniej uderzały i zgodniej, niż zwykle,— dłoń szukała bratniej ręki, — w duszy rzewna jakaś radość i zarazem smętne wspomnienia krzyżowały się wzajemnie.. Patrząc na ten żywy, a piękny obraz przeszłości, przeżyliśmy zaprawdę według słów Adama „tak jedną chwilę, jak przodkowie niegdyś całe życie”...

I dzisiaj przydaliby się tacy święci, aby przeorali cała Europę radłem wiary. Bo neopogaństwo szerzy się w zastraszającym tempie.

Paweł Glugla, 28.02.17 r.

Bibliografia: H. Fros SJ, F. Sowa, Księga imion i świętych. T. 1: A-C. Kraków: WAM, Księża Jezuici, 1997. „Kurjer Lwowski”, R.3:1885, nr 162, s. 1-2.

Jan Potocki z Pikowa. Ślady wybitnego polskiego podróżnika i pisarza w Łancucie

Jan Potocki urodził się w 1761 r. w Pikowie niedaleko Winnicy, zmarł tuż obok w pobliskiej Uładówce w 1815 r. Ciekawostką jest to, że całe swoje życie Potocki z Podola spędził poza ojczyzną.

Po wyjeździe z Podola mieszkał w Paryżu, Lozannie, Genewie, podróżował po  Wschodzie  – Turcji i Egiptu, walczył z Piratami na Morzu Egejskim.

W roku 1783 Jan Potocki poślubił Julię Lubomirską, uważaną wówczas za jedną z najpiękniejszych Polek, marszałkównę wielką koronną, dziedziczkę Łańcuta. Ślady Jana Potockiego w zamku w Łancucie są widoczne na każdym kroku.

27 lutego winnicka delegacja, która przebywała w Sędziszowie na zaproszenie miejscowych władz skorzystała z zaproszenia by odwiedzić miejsce, gdzie bywał często ich słynny rodak - pisarz, podróżnik, polityk, badacz dziejów.
Jako pierwszy przedstawiciel łańcuckiej linii rodu Potockich otworzył nową kartę w historii tutejszej rezydencji na trwałe wpisując się swą osobą i dokonaniami w dzieje Łańcuta.

Proponujemy obejrzeć galerię zdjęć z wycieczki po zamku i jego okolicach.

Słowo Polskie, 27.02.17 r.

 























Perły ziemi tarnopolskiej

Pałac w okolicach Czerwonogradu. Źródło: https://ua.igotoworld.com Wracając z Nowosiółki do Borszczowa, jedziemy drogą Т-2002 w kierunku Mielnicy Podolskiej. Gdzieś w połowie drogi napotkamy wieś Krywcze, gdzie nad drogą wznoszą się dwie wysokie wieże zamku Konckich.

Ten pałac został wybudowany w 1639 roku (wg innych danych w 1650). Twierdza nie poddała się ani Kozakom w roku 1648, ani przed Turkami w 1672. Osmanie jednak zdobyli ją na czele z samym Mahometem IX, który wracał z Buczacza. Po tym przebywali tutaj Lipkowie – tak zwani „polscy Tatarzy”. Znowu przeszli na stronę Turków, ich przywódcą zaś był renegat Aleksander Kryczyński. Po odbiciu zamku przez Polaków za zdradę Kruczyński trafił na pal.

W latach 1684-1699 twierdza w Krywcze służyła jako baza dla polskich żołnierzy, które trzymały w blokadzie Kamieniec Podolski, a do połowy XIX w. zamieszkała tutaj rodzina Golejewskich, która sprzedała zamek Żydom Sajdmannom. Ostatni rozebrali część murów na gorzelnię. W okresie międzywojennym zamek znalazł się pod opieką Polskiego Stowarzyszenia Turystycznego, które otworzyło w jednej z wież schronisko dla podróżników. Twierdza w Krywcze. Źródło: https://castlesua.jimdo.comJednak po drugiej wojnie światowej ostatecznie rozebrano bramę, ruiny dwóch wież i ściany, które je łączyły. Kamienie wykorzystano na budowę drogi. Po raz ostatni zamek był remontowany w 1990 roku, kiedy to odnowiono dach dwuspadowy jednej z wież oraz część murów. Trochę niżej poziomu zabytku znajduje się kościół katolicki, który przebudowano z zamkowego magazynu prochu.

Krywcze jest znane nie tyle z zamku, ile ze słynnej Kryształowej Jaskini – jednej z największych na Ukrainie. Jest to jedyna naturalna jaskinia na Tarnopolszczyźnie, wyposażona dla grup turystycznych, wewnątrz jest światło, są ścieżki itd.

W Mielnicy Podolskiej skręcimy w lewo, na Kudryńce. Tam na stromej skale nad Zbruczem widnieje jeszcze jeden zamek, najbogatszego w dawne fortyfikacje rejonu borszczowskiego.

Wojewoda ruski Mikołaj Herburt założył tą twierdzę w roku 1615 dla obrony południowych granic Rzeczypospolitej przed Tatarami i Wołochami. Jej moc została sprawdzona przez oddziały Maksyma Krywonosa, i owego egzaminu nie wytrzymała. W czasie kolejnej wyprawy Chmielnickiego do Galicji w pobliżu zamku zatrzymał się krymski chan Islam Girej, i przeciwko niemu oddział Polaków dowodzony przez szlachcica Kłodzińskiego dokonał desperackiego wypadu.

Twierdza postawiona przez Mikołaja Herburta w Kudryńcach. Źródło: https://castlesua.jimdo.comFortyfikacje znowu zdobyte (tym razem przez Turków) w 1672 roku, lecz wkrótce twierdzę odzyskała armia koronna czyniąc ją jeszcze jednym punktem oporu blokady Kamieńca Podolskiego. W XVIII w. rodzina Humeckich przebudowała część pomieszczeń zamkowych na rezydencję, a zatem zabytek był zamieszkały do połowy następnego stulecia. Po tym został sprzedany Żydom Bartfeldom, którzy podobno jak w Krywcze, zaczęli rozbierać mury na materiały budowlane. Ani pierwsza wojna światowa, ani druga na szczęście nie uszkodziły zamku. Co więcej – w okresie międzywojennym stacjonował tutaj polski oddział przygraniczny, który zorganizował w odnowionych pomieszczeniach muzeum krajoznawcze i schronisko turystyczne. Nic dziwnego – widok, który rozlega się z murów zamkowych na strome skały prawego brzegu Zbrucza po prostu może zahipnotyzować podróżnika! Do naszych dni zamek, mimo że w ruinach, przetrwał prawie w całości, poza wschodnią wieżą i murami, rozebranymi jeszcze w XIX w. Co ciekawe, w Tarnopolskim Muzeum Krajoznawczym znajduje się duży fotel z zamku w Kudryńcach.

Z Kudryniec dość kiepską drogą przez Paniowce docieramy do drogi na Kamieniec i dostajemy się rogu obwodu tarnopolskiego, w którym ulokowała się wieś Okopy.

Osada w Okopach pojawiła się tutaj wraz z twierdzą Okopy Świętej Trójcy, którą wybudowali Polacy jako główny punkt blokady pobliskiego Kamieńca Podolskiego i Chocimia, okupowanych przez Turków. Twierdzę według planu architekta Tylmana z Gameren postawiono w 6 tygodni! Stało się to w roku 1692. Jej komendantem został pułkownik Michał Brandt, dowódcą oddziałów kawalerii, które nie dawały spokojnie żyć Turkom, był galicyjski cześnik Jakub Kalinowski. Pieniądze na budowę twierdzy przekazał wielki hetman koronny Stanisław Jabłonowski.

Do wyzwolenia Podola z Turków pozostawało jeszcze siedem lat, i w przeciągu tego całego czasu załoga fortecy wspaniale wykonywała swoje zadanie – łapała kolumny z prowiantem i gromiła oddzielne tureckie odziały, które mieli nieostrożność przemieszczać się tymi terenami. Po Pokoju w Karłowicach 1699 roku fortyfikacja niby straciła znaczenie militarne, lecz w latach Wojny Północnej podtrzymywano ją w należytym stanie, za czasów zaś Konfederacji Barskiej odbyło się tutaj jedno z wydarzeń, które rozsławiło Polaków na całą Europę. Przez 12 tygodni w fortecy bronił się jeden z przewodniczących konfederacji – Kazimierz Pułaski wraz z 320 jej zwolennikami. 8 marca 1769 roku pod murami Okopów Świętej Trójcy znalazło się wojsko generała Lwa Izmaiłowa, składające się 1,8 tysiąca żołnierzy. Po zaciętym szturmie Rosjanie wdarli się za mury. Część konfederatów zdołała się uratować, przepłynąwszy Dniestr, pozostali zaś bohatersko polegli w podpalonym kościele Św. Trójcy, nie życząc się poddawać.

Brama Lwowska w Okopach. Źródło: http://panoramakiev.narod.ruNiebawem forteca ostatecznie straciła swoje znaczenie strategiczne i rząd austriacki częściowo ją rozebrał. Lecz dla Polaków Okopy Świętej Trójcy pozostawały świętym miejscem, a więc kosztem różnych instytucji społecznych dokonano odnowienia twierdzy w 1870 roku, na początku zaś XX w. Mieczysław Dunin-Borkowski odrestaurował ocalałą bramę Kamieniecką i Lwowską, o czym do dziś informują tablice pamiątkowe na nich. Ponadto, znany pisarz Zygmunt Krasiński dedykował Okopom swą „Nie-Boską komedię”.

W czasie pierwszej wojny światowej Rosjanie planowali zbudować tutaj kolej do Borszczowa i zburzyli część wałów, lecz swoich zamiarów nie zrealizowali. Na dzień dzisiejszy ocalały wspomniane bramy, odbudowany w okresie międzywojennym kościół (obecnie znowu przyjmuje wiernych) oraz pozostałości wieży Pułaskiego. Wszystko to znajduje się na wąziutkim przesmyku, utworzonym przez Dniestr i Zbrucz, który kilkaset metrów poniżej wsi wpada do drugiej co do wielkości rzeki Ukrainy.

Nawiasem mówiąc, Okopy są świętym miejscem nie tylko dla Polaków, ale również dla Żydów, gdyż tutaj właśnie w roku 1700 urodził się twórca chasydyzmu Izrael ben Eliezer, znany bardziej jako Baal Szem Tow.

Po raz ostatni drogą Т 0202 jedziemy przez Borszczow na Tłuste. To spory odcinek, który wynosi 79 km. W tym mieście jest kilka ciekawych zabytków, m.in. wspaniały greckokatolicki kościół p.w. Św. Michała, wzniesiony przez architekta Jana Sas-Zubrzyckiego w 1939 roku, przed samą okupacją pierwszych sowietów. Jeżeli udamy się lewą uliczką za świątynie, to na jej końcu możemy zobaczyć jeden z dwu fortów, wybudowanych przez ojca Bogdana, Michała Chmielnickiego w pierwszej połowie XVII w. Zabytek poznaje się z charakterystycznego daszku. Drugiego frontu w skutku późniejszych zmian nie da się rozpoznać.

Z Tłustego kierujemy się na Zaleszczyki i skręcamy na Horodenkę. 5 km dalej skręcamy w prawo. Tutaj pomiędzy wsiami Nahoriany i Nyrków w olbrzymiej kotlinie, utworzonej przez rzekę Dżuryn, na wzgórzu znajduje się najbardziej malowniczy zamek na całej Tarnopolszczyznie – dawny książęcy Czerwonogród. To jedno z najdawniejszych miast Podola, które już nie istnieje. Przypuszcza się, że powstało jeszcze w IX wieku! Nazwę miasto zawdzięcza tutejszym glebom o jaskrawo czerwonym kolorze.

Fortyfikacje miasta książęcego zdobywali najróżniejsi wrogowie – Mongołowie, Wołosi, Tatarzy. Na początku XVII w. Mikołaj i Stanisław Daniłowiczowie wznieśli na miejscu drewnianych ścian murowany zamek o czterech okrągłych wieżach. Jego też zdobyli Kozacy Krzywonosa, w roku zaś 1672 przyszli tutaj Turcy. Według legendy, przekazanej przez Aleksandra Czołowskiego, Osmanie przekopali rzekę Dżuryn, w skutku czego powstał wodospad, i osuszyli stare łożysko, co umożliwiło najeźdźcom podejście do zamku po lądzie i lekkie zdobycie go. Pod koniec tegoż stulecia te tereny kupili Ponińscy.

Około roku 1820 Karol Poniński rozkazał rozebrać dwie ze czterech zamkowych wież i trzy stare skrzydła, zbudowawszy na tym miejscu nowy klasycystyczny pałac. Po kilku latach jego syn Kalikst zarządził demontaż dwóch pozostałych po zamku Daniłowiczów wież. Na ich miejscu wzniósł podobne, lecz o wiele wyższe wieże, ozdobione dekoracyjną attyką oraz strzałkowatymi oknami neogotyckimi. Ponieważ Kalikst Poniński mieszkał przeważnie we Lwowie, w Czerwonogrodzie mieszkała jego matka Helena z Górskich Ponińska, i właśnie za jej czasów majątek zdobył sławę „najlepszej wiejskiej zagrody Podola”. Na rozkaz Heleny dość daleko od pałacu, na zboczu wąwozu wybudowano rodzinne mauzoleum, w którym niebawem postawiono nagrobek słynnego duńskiego rzeźbiarza Thorvaldsena. Na nim Geniusz Śmierci odprowadza w zaświaty zmarłych dzieci Heleny.

Obecnie znajduje się we Lwowskiej Galerii Sztuki, mauzoleum zaś – w ruinie.

Pierwsza światowa wojna mocno zniszczyła posiadłość, a zatem jego ostatniej posiadaczce Marii Eleonorze Lubomirskiej już zabrakło pieniędzy na odbudowę. W lutym 1945 roku żołnierze UPA zabili w murach rezydencji Ponińskich kilkadziesiąt Polaków, którzy spakowali się do wyjazdu do Polski. O tej tragedii przypomina pamiątkowy krzyż.

Po wojnie pałac rozebrano na materiały budowlane – m.in., w Nyrkowie z nich wzniesiono chlew – pozostawiono tylko zniszczone neogotyckie wieże, które obecnie są romantyczną dominantą kotliny Dżuryna. W ich pobliżu z czasów radzieckich stoi obóz pionierski, przed kilkoma laty dołączył również niezgrabny barak klasztoru Ukraińskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Tamtejszy jedyny zakonnik, szczerze mówiąc, nieco niespełna rozumu, gdyż lubi powiać fantastyczne historię o olbrzymich piramidach pod pałacem, które niby są centrum energii wszechświata. Niedaleko wież znajduje się ruina dużego kościoła Wniebowzięcia Bogurodzicy, wzniesionego w 1615 roku, i zniszczonego wraz z rezydencją w roku 1945.

Będąc w Czerwonogrodzie, koniecznie trzeba zwiedzić pobliski Dżuryński wodospad, utworzony wg legendy przez Turków. Uważa się go za najwyższy (16 m) równinny wodospad Ukrainy. W pobliżu tryska kilka źródeł wody leczniczej, w sąsiednich zaś lesistych pagórkach kryje się kilka jaskiń.

Dmytro Antoniuk, opracowanie tekstu Irena Rudnicka, 16.02.17 r.

Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego – dbajmy o język polski na całym świecie!

Corocznie, 21 lutego, od prawie 20 lat, obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego.

Świętu temu przyświeca idea promowania używania mowy ojczystej, a w kontekście naszego kraju - kultywowania języka polskiego za granicą. Wspieranie edukacji polonijnej, dbałość o poprawność językową czy popularyzacja dwujęzyczności  - to jego najważniejsze założenia!

Sposobów na promocję języka polskiego w kraju i na świecie jest wiele. Ważne jednak, żeby inicjatywa Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego pokonała granice i dotarła do najdalszych zakątków globu.

Fundacja Edukacji Polonijnej, mająca na celu rozpowszechnianie polskiej edukacji za granicą, po raz kolejny współorganizuje obchody święta i proponuje sposób, który pozwoli zaangażować się w akcję każdemu Polakowi!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Na portalu PolakPotrafi ruszył projekt Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Tym razem, aby promować ideę dbałości o piękno języka polskiego do realizacji zostały postawione trzy główne zadania:

1) Stworzenie filmu promocyjnego, podkreślającego wagę znajomości języka ojczystego i  pokazującego, jak ważne jest inwestowanie w jego naukę.
2) Konkurs dla najmłodszych Polaków, zachęcający do zaprezentowania swoich umiejętności w zakresie znajomości języka polskiego i polskiej literatury.
3) Promocja Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego w całym kraju oraz na świecie wśród Polonii, aby dotrzeć z informacją do każdego użytkownika naszego pięknego języka.

Każda osoba może wesprzeć i udostępnić projekt, przyczyniając się tym samym do rozprzestrzeniania się idei dbałości o język Ojczysty w kraju i na świecie. Co ważne, KAŻDA inicjatywa będzie nagradzana. Nagrody wybiera się indywidualnie!

Projekt promując język polski na świecie, promuje także wszystkich darczyńców, od pojedynczych osób, po organizacje i firmy. W zeszłym roku akcja dotarła do ponad 40 tys. osób. W tym roku to Ty lub Twoja firma możecie wyróżnić się, promując polską edukację!

Zebrane fundusze to kolejna cegiełka do  popularyzacji języka Ojczystego.

Pokaż, że warto inwestować w język polski!

https://polakpotrafi.pl/projekt/miedzynarodowy-dzien-jezyka-ojczystego

Notatka przygotowana przez:

Sonia Horonziak
tel. +48 12 291 91 45
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it
www.polonia.edu.pl
facebook.com/FundacjaEdukacjiPolonijnej

Słowo Polskie, 02.02.17 r.

Polska, której już nie ma

Wystawa „Rzeczpospolita utracona” Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN w Warszawie rozpoczęła wędrówkę po Winnickim Okręgu Konsularnym.

Ekspozycja, prezentowana w Czerniowieckim Obwodowym Muzeum Sztuki, jest podróżą po Rzeczypospolitej, której już nie ma. Zniknęła bezpowrotnie, nie w wyniku normalnego rozwoju cywilizacyjnego i naturalnych procesów społecznych, ale na skutek kataklizmu, jaki stał się udziałem po 1939 r. Tematy poruszane w wystawie są bardzo popularne dziś na Ukrainie – historia zagłady dwóch zbrodniczych reżimów – komunizmu i nazizmu, popełnionej na Żydach, Polakach, Romach, Ukraińcach i przedstawicielach innych narodowości oraz grup społecznych.

W uroczystym wernisażu wystawy wzięli udział Konsul Generalny RP w Winnicy T. Olejniczak, Konsul Generalna Rumunii w Czerniowcach E. Moldovan, przedstawiciele władz miejscowych oraz reprezentanci społeczności polskiej zamieszkującej Bukowinę.

W wydarzeniu wziął również udział proboszcz czerniowieckiej bazyliki mniejszej A. Szpak. Otwarcie ekspozycji zgromadziło również studentów, przedstawicieli organizacji pozarządowych, było szeroko relacjonowane w lokalnych mediach. Wystawa będzie prezentowana w Czerniowcach do końca stycznia.

Słowo Polskie, zdjecia: K. Witruk, 27.01.17 r.

 



Zwycięstwa i porażki powstańców styczniowych na Podolu i Wołyniu

Kosynierzy w Będzinie. Rekonstrukcja historycznaDo wybuchu powstania na południowym wschodzie zaboru rosyjskiego doszło kilka miesięcy później niż w Kongresówce. Tymczasowy Rząd w Warszawie zwrócił się do komitetu Rusi z wymogiem podnieść sztandary powstańcze także na Ukrainie. Termin rozpoczęcia walk zaplanowano na maj 1863 r. Liczono, że podolskie, wołyńskie i kijowskie oddziały wesprą powstańcy z zaboru austriackiego pod wodzą generała Wysockiego.

Najtrudniej zwołać szlachtę pod hasłem zwolnienia kraju od zaborcy było na Kijowszczyźnie, gdzie Polacy stanowili niewielki odsetek wśród ukraińskiego chłopstwa. Chyba jednym z największych błędów taktycznych przywódców powstania na Rusi była wiara w poparcie dla powstania ze strony ukraińskich chłopów. Specjalnie w tym celu ogłaszano manifest powstańczy „Złotą hramotą”, wydrukowany złotymi czcionkami.

Manifest w języku ukraińskim obiecał chłopom wolności i prawa obywatelskie, swobodę religii oraz przekazanie im na własność uprawianej przez nich ziemi bez odszkodowania (uwłaszczenie). Niestety nastroje chłopów były całkowicie odmienne. Znaczny wpływ na ich zachowanie w rewolucyjnej sytuacji miały rosyjscy urzędników i duchowieństwo prawosławne, którzy twierdzili iż celem powstania było odebranie chłopom praw i korzyści danych lub obiecanych im przez cara. Carskie władze nawet tworzyły we wsiach straże włościańskie, które miały na celu chwytać powstańców. W zwalczanie insurgentów zaangażowano kilkadziesiąt tysięcy chłopów.

Rekrutacja Polaków do oddziałów powstańców też nie przebiegała tak sprawnie, jakby tego chcieli ich przywódcy. Część osób ujętych w ewidencji organizacyjnej nie stawiła się do walki, znaczną część wpisano do kilku oddziałów naraz. Jeden z setników w powiecie żytomierskim na miejscu koncentracji swojego oddziału nie spotkał żadnej osoby, jego ludzie byli bowiem równocześnie przypisani do innych partii.

W województwie kijowskim przewidywana liczba powstańców zebrała się tylko w samym Kijowie i okolicach w innych powiatach zgłosiło się mniej niż połowa.

Krótki okres swobody

Oddziały powstańcze miały skoncentrować się we wszystkich powiatach województw ukraińskich i rozpocząć walkę w nocy z 8 na 9 maja 1863 r. Wobec odmowy przystąpienia do niej komitetu powstańczego na Podolu, powstanie wybuchło jedynie w dwóch pozostałych województwach (kijowskim i wołyńskim). W kijowskim większość oddziałów została rozbita w ciągu dwóch dni, nieliczne przetrwały około tygodnia. W Borodziance (na północny zachód od Kijowa) przeszło stuosobowa partia Romualda Olszańskiego została otoczona i mimo rozpaczliwego oporu, w części spalona żywcem w zabudowaniach tej wsi, w części wzięta do niewoli rosyjskiej.

Dwa oddziały, które wystąpiły w powiecie wasilkowskim, następnego dnia wymordowali chłopi. Więcej szczęścia mieli powstańcy w powiecie taraszczańskim, dowodzeni przez Adama Zielińskiego, pseudonim Wola. Otoczeni przez chłopów do których strzelać nie chcieli, złożyli broń i zostali wydani żołnierzom rosyjskim, ci zaś powiedli ich do twierdzy kijowskiej.

W powiecie berdyczowskim dowództwo nad oddziałem powstańczym objął blisko 70-letni Platon Krzyżanowski. Pochodził on ze szlachty wyznania prawosławnego, jego ojciec był wicegubernatorem podolskim, a on sam oficerem rosyjskim, lecz później - w czasie powstania listopadowego - służył w wojsku polskim. Po kilku drobnych utarczkach z Rosjanami skierował się w stronę Lipowca. Bardziej naturalne byłoby połączenie się z powstańcami wołyńskimi, do czego jednak nie doszło, co według Tadeusza Bobrowskiego było spowodowane „chyba panującą wówczas manią zakreślenia krwią granic”. Po drodze do Lipowca zajęto stację pocztową, dozorowaną przez niejakiego Taxa, którego podejrzewano o lustrowanie korespondencji. Powołany naprędce sąd doraźny skazał tegoż urzędnika na powieszenie, co też zaraz wykonano.

Wobec ciężkiej choroby Krzyżanowskiego, który po egzekucji Taxa wrócił do domu, skąd natychmiast zadenuncjowany przez włościan został wywieziony do Kijowa, dowództwo oddziału objął Antoni Trypolski. I on był uczestnikiem powstania listopadowego, lecz - jak twierdził znający go Bobrowski, nie znał się na sprawie wojskowej. Wbrew tej opinii Trypolski stawił Rosjanom twardy opór pod Malinkami, jednak uległ przewadze wroga. Resztki oddziału berdyczowskiego rozbili chłopi pod wsią Pohrebyszcze, pastwiąc się nad zwłokami poległych tak, że rodziny później nie mogły ich rozpoznać.

Polskie szańce na Wołyniu

W województwie wołyńskim sytuacja była nieco korzystniejsza - odsetek Polaków większy, więc siły organizacji bardziej rozbudowane, co przy mniejszej wrogości chłopstwa niż w województwie kijowskim dawało pewną szansę prowadzenia dłuższej walki. Tutaj miały wkroczyć z Galicji oddziały gen. Józefa Wysockiego. Głównym ośrodkiem powstania okazał się powiat żytomierski, gdzie dowództwo objął Chranicki. On nie miał złudzeń co do szans walki. W lutym 1863 r. mówił przywódcom powstania w Warszawie, że kraj nie był do niego przygotowany, „że ledwie kilkanaście tysięcy obrońców znajdzie się, którzy tylko powiększą liczbę ofiar”. Mimo to, powodowany obowiązkiem, przyjął dowództwo od początku trudne, gdyż trzech na pięciu setników organizacji oświadczyło, że do powstania nie pójdzie, wymawiając się względem na swoje i żony zdrowie, a z 600 spodziewanych ludzi stawiło się 119, uzbrojonych w 40 fuzji, osiem pistoletów, 25 toporów i dwie kosy.

W Romanowie Chranicki odczytał chłopom „Złotą hramotę”. Jak wspominał, słuchali dość przychylnie, pewien staruszek dodał nawet pochlebnie, że najlepiej żyło im się za polskiego króla. Nie chcieli jednak sprzedać żywności i przyłączyć się do powstania, z dobroduszną szczerością przyznając, że obawiają się zemsty moskiewskiej.

Połączywszy się z trzema innymi oddziałami, co dało Chranickiemu około 380 ludzi, z czego stu bez żadnej broni z pieśnią na ustach „Z dymem pożarów” postępowali na Miropol, na spotkanie z Edmundem Różyckim.

Po nierozstrzygniętym boju pod tą miejscowością powstańcy przeszli Słucz, lecz ludzi zostało już tylko 260, z czego większość dostała się do niewoli lub uciekła (13 było zabitych lub rannych), utracono też prawie setkę karabinów.

Oddział miał teraz ledwie 72 sztuki broni palnej, reszta była uzbrojona w kosy, lance i pałasze, ponad setka była bez broni. Jak stwierdzał dowódca, stan oddziału był opłakany. Przyczynę tego widział w tym, że powstańcy - urzędnicy i mieszczanie - chociaż gotowi byli do poświęceń, to przyzwyczajeni do siedzenia za biurkiem nie przewidywali nawet jakie trudy na nich czekają.

22 maja 1863 r. Chranicki połączył się w rejonie Połonnego z oddziałem Władysława Ciechońskiego o podobnej liczebności, co zwiększyło siły powstańcze do 480 ludzi. Wkrótce nadciągnęło wojsko rosyjskie, wspierane przez chłopów. Po kilkugodzinnym zażartym boju, kiedy polegli kapelan oddziału ks. Tarkowski i dowódca kosynierów Kraszewski, szeregi polskie się zachwiały, lecz Chranicki i Ciechoński osobistą odwagą i przytomnością umysłu zdołali skupić wokół siebie znaczną gromadę ludzi i wyprowadzić z pogromu. Bój ten jednak, okupiony stratą przeszło 130 ludzi, zakończył powstanie żytomierskie.

Najbardziej waleczny oddział na Rusi

- Oddział Różyckiego był jeden z najlepszych w całej wówczas walczącej Polsce. Składał się z samej inteligencji, z młodzieży rozumiejącej bardzo dobrze, o co się bije, kochającej ojczyznę, pełnej zapału i poświęcenia; była to szlachta ukraińska, która raz schwyciwszy za kord, umie zwyciężać lub zginąć - pisał z podziwem Jan A. Chranicki o oddziale, z którym nie było mu dane połączyć swoich sił.

Wołyński pułk kawalerii został zorganizowany przez Edmunda Różyckiego 9 maja 1863 r. na uroczysku Pustocha pod Lubarem. Kontynuował on tradycję zapoczątkowaną przez ojca, gen. Karola Różyckiego, który podobny pułk sformował w czasie powstania listopadowego. Edmund, jako chłopiec wcielony pod przymusem do kadetów carskich nie poddał się rosyjskiej propagandzie.

Na czele swojej kawalerii zajął Lubar, Połonne i Miropol, wszędzie odczytując chłopom „Złotą hramotę”. Pod ostatnią z miejscowości pobił usiłujących go powstrzymać Rosjan. Następnie, wymykając się przeważającym wojskom zaborcy, skierował się ku granicy austriackiej, licząc na nadejście wyprawy gen. Wysockiego.

26 maja pod Małą Salichą w powiecie zasławskim Różycki pobił znacznie silniejsze i lepiej uzbrojone oddziały rosyjskie, jednak już następnego dnia jego pułk, przyparty do granicy austriackiej, wobec nieprzybycia Wysockiego, został zmuszony do przejścia w stronę Galicji. Krótka, chociaż znaczona błyskotliwymi sukcesami kampania pułku Różyckiego, należała do największych sukcesów powstania.

Insurekcja uwieńczona represjami

Epizod powstańczy na kresach dawnej Rzeczypospolitej przyniósł poważne represje carskie. Poza rozstrzelaniem kilku dowódców powstańczych, wziętych do niewoli uczestników boju zesłano z twierdzy kijowskiej na Syberię. Szlachta polska tych ziem została obłożona podatkiem liczącym dziesiątą część majątku, a 144 dobra ziemskie zostały skonfiskowane.

Tak wyglądał bilans zaznaczenia krwią granic Polski, co - jak pisał ze smutkiem Tadeusz Bobrowski - było zgubą kraju i rewolucją robioną na korzyść cara Rosji Aleksandra II, „podwójnym szaleństwem, bo najprzód wykazywało obszerność rewindykacji wobec nowych historycznych i politycznych haseł zgoła nieuzasadnionych, następnie musiało wykryć nieodwołalnie sekret naszej słabości liczebnej w obu prowincjach, czego rewolucjoniści widzieć nie chcieli”.

Słowo Polskie na podstawie artykułu Marka Gałęzowskiego, Historia do Rzeczy, 23.01.17 r.

22 stycznia obchodzimy 154. rocznicę Powstania Styczniowego!

W Polsce i na Ukrainie 22 stycznia odbędzie się szereg imprez poświęconych ostatniemu polskiemu zrywu niepodległościowemu, który miał na celu odrodzenie Polski w granicach I RP. Przypomnijmy najważniejsze cyfry i daty insurekcji styczniowej:

Królestwo Polskie, zwana także Konresówką, w 1862 roku, rok przed wybuchem powstania liczyło 4 972193 mln ludności. W 1865 roku, a więc po powstaniu styczniowym, ta cyfra wzrosła do 5 336 112 mln.

W chwili wybuchu powstania 22 stycznia wojska carskie, według danych rosyjskich, liczyły ponad 14 tys. żołnierzy tysięcy żołnierzy, powstańców było zaledwie 6 tys. Do końca powstania styczniowego w 1864 roku liczba ochotników nigdy nie przekroczyła 30 tysięcy.

Straty Rosjan wynosiły według oficjalnych rosyjskich danych 3 343 żołnierzy, w tym 2 169 zostało rannych. Polskie dane dotyczące strat wśród Rosjan są bardzo rozbieżne: od 7 aż do 20 tysięcy. Ale w każdym wypadku one znacznie bardziej przekroczyły straty rosyjskie.

2-3 stycznia 1863 r. Komitet Centralny Narodowy podejmuje decyzje o wybuchu Powstania z chwilą rozpoczęcia poboru.

14-15 stycznia 1863 r. Początek rosyjskiej branki w Warszawie: do wojska wcielono prawie 1,5 tys. młodych Polaków.

22 stycznia 1863 r. Wybuch powstania styczniowego: Komitet Centralny Narodowy ogłasza się Tymczasowym Rządem Narodowym i wydaje manifest powstańczy oraz dekrety zapowiadające uwłaszczenie chłopów, oddziały powstańcze atakują rosyjskie garnizony w 26 miejscowościach.

7 lutego 1863 r. Tymczasowy Rząd Narodowy wydaje odezwę do Polaków w zaborze pruskim i austriackim zobowiązującą do dostarczenia władzom powstańczym pieniędzy i broni oraz do werbowania ochotników.

8 lutego 1863 r. Konwencja Alvenslebena: prusko-rosyjski układ wojskowy o wspólnym zwalczaniu Powstania Styczniowego.

Luty 1863 r. Na Kujawy dociera wyznaczony na dyktatora Ludwik Mierosławski, po kilku potyczkach ucieka za granicę.

24 lutego 1864 r. Bitwa oddziałów Mariana Langiewicza i Antoniego Jeziorańskiego z Rosjanami pod Małogoszczem na Kielecczyźnie.

11 marca 1863 r. Marian Langiewicz z inicjatywy Białych ogłasza się dyktatorem Powstania.

18-19 marca 1863 r. Po bitwie pod Grochowiskami oddział Langiewicza przekracza granicę z Austrią – władze nad powstaniem przejmuje ponownie Tymczasowy Rząd Narodowy.

Kwiecień 1863 r. Rozwój powstania na Litwie, przewodzą Konstanty Kalinowski i Zygmunt Sierakowski.

10 maja 1863 r. Tymczasowy Rząd Narodowy przekształca się w Rząd Narodowy.

Maj 1863 r. Nieudana próba wywołania powstania na Ukrainie i Wołyniu.

8 sierpnia 1863 r. Zwycięska potyczka oddziału Michała Kruka-Heydenreicha pod Żyrzynem.

17 października 1863 r. Romuald Traugutt obejmuje władze dyktatorską nad powstaniem.

Na przełomie 1863-1864 roku Traugutt reorganizuje władze i wojsko powstańcze, planując wiosenną ofensywę.

2 marca 1864 r. Ukazy cara Aleksandra II o uwłaszczeniu chłopów i samorządzie gminnym wymuszone reformami  władz powstańczych.

11 kwietnia 1864 r. Aresztowanie Romualda Traugutta.

5 sierpnia 1864 r. Stracenie Romualda Traugutta i czterech członków Rządu Narodowego na stokach Cytadeli Warszawskiej.

24 maja 1865 r. Stracenie w Sokołowie Podlaskim ks. Stanisława Brzóski, który najdłużej podtrzymywał walkę zbrojną.

Słowo Polskie na podstawie informacji http://powstaniestyczniowe.nck.pl, 21.01.17 r.

Ukazała się publikacja „Polskie powstanie narodowe 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie. Od mitów do faktów”

Przy wsparciu Ambasady RP w Kijowie pod redakcją Igora Krywoszejewa oraz Norberta Morawca ukazała się drukiem książka, poświęcona polskiemu zrywu niepodległościowemu w latach 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie.

W publikacji, będącej zbiorem tekstów o wyzwoleńczej walce Polaków w celu odrodzenia Polski w granicach I RP przeczytamy o działaniach okupacyjnej władzy rosyjskiej, skierowanych na zmniejszenie roli prawobrzeżnej szlachty w społecznym, gospodarczym i politycznym życiu regionu po stłumieniu insurekcji przez carat.

Autorzy wspólnej monografii reprezentują czołowe instytucje naukowe oraz wyższe uczelnie Kijowa, Lwowa, Łucka, Winnicy, Równego, Białej Cerkwi, Mikołajowa, Humania, Chmielnickiego oraz polskich placówek z Warszawy, Kielc, Olsztyna oraz Częstochowy. Do tworzenia publikacji dołączyły się Humański Uniwersytet Pedagogiczny im. Tyczyny, Instytut Historii Akademii im. Jana Długosza oraz Państwowy Rezerwat „Stara Humań”.

Nowa publikacja poświęcona Powstaniu Listopadowemu będzie przydatna dla historyków, krajoznawców, wykładowców, studentów uczelni wyższych oraz Polaków, mieszkających na Ukrainie i interesującymi się dziejami ich historycznej Ojczyzny.

Jako cześć szaty graficznej wykorzystano reprodukcję rysunku „Złożenie rosyjskich flag po drugiej bitwie pod Wawrem w 1831 r.” autorstwa Georga Benedykta Wundera oraz „Kawalerii” Kossaka.

Przedmowę do książki „Polskie powstanie narodowe 1830-1831 na Prawobrzeżnej Ukrainie. Od mitów do faktów” napisała Emilia Jasiuk (Ambasada RP w Kijowie).

Sergij Porowczuk, 17.01.17 r.

 



List do redakcji. O krok bliżej polskości

Mikołaj Bachur na spotkaniu dziennikarzy z Julią Tymoszenko w WinnicyKażdy z nas ma swoje ciekawe historie. Zachęcam wszystkich żeby nimi się dzielić. Może wtedy jak napiszesz – odnajdziesz siebie, jak było to ze mną?

Moja historia nie jest wyjątkowa, ale ja wierzę, że my sami ją tworzymy. Po dużej części od nas zależy co się w przyszłości wydarzy. Ale oczywiście niektóre rzeczy nie da się cofnąć, na niektóre po prostu nie mamy wpływu, ale to jest właśnie życie. Każdy z nas ma wybór i to właśnie gdzie jesteśmy, dlaczego i co tutaj robimy – to jest nasza własna decyzja.

Jak już pisałem wcześniej, wszystko zaczęło się 3 lata temu. Były to puzzle polskiej historii na kamienistej drodzy mego życia. Poznałem redakcję Słowa Polskiego, zacząłem poznawać głębiej kulturę swoich przodków, odwiedziłem Polskę. Interesowała mnie historia moich dziadków, fascynował mnie język polski. Dzięki redakcji odnalazłem siebie w dziennikarstwie i nawet miałem możliwość popracować w winnickiej telewizji. To są momenty dzięki, którym jestem świadomy swojej polskości. Ale cofnę się trochę wstecz i opowiem wam, że nie zawszę było tak idealnie, a czasami nawet bardzo smutno.

Tragedia w Czarnobylu

Moje rodzice pochodzą z zachodniej części Ukrainy, tata z Równego, mama z Żytomierza. Tato przeprowadził się do miasta Prypieć (niektórzy wiedzą tylko o mieście Czarnobyl – to są dwa rożnych miasta) w obwodzie kijowskim, gdzie spotkał moją mamę. Miasto Prypieć było założone w 1970 roku jako osiedle dla pracowników elektrowni jądrowej w Czarnobylu, w odległości około czterech kilometrów od samej elektrowni. To było młode miasto, przed katastrofą zamieszkane przez około 50 tys. osób. Jak opowiadała moja

mama, to z okna gdzie mieszkaliśmy (mnie wtedy jeszcze nie było) było widać kopułę reaktora. Mieszkali oni blisko niej, tato pracował tam spawaczem. Brat urodził się w szpitalu miasta Prypieć w 1985 i miał 1 rok, kiedy 4 blok reaktora wybuchnął. Ze słów mamy powiedzieli o katastrofie nie trzecim dzień, a nie na następny jak podają w oficjalnych źródłach. Mieliśmy tam piękne mieszkanie, załatwioną pracę i przyszłość, ale wszystko poszło trochę nie tak jak planowano.

Nowy dom

Miałem już 6 lat jak przyjechaliśmy do wioski Nowi Obichody w obwodzie winnickim. Założona w 1994 dla przesiedleńców z czarnobylskiej strefy. Byliśmy ofiarą „Czarnobyla” - dali nam dom. 11 lat w szkole średniej – przebiegły bardzo szybko. Miałem takie odczucia że obudziłem się wtedy jak poszedłem do technikum w Winnice. Chciałem być dziennikarzem i iść studiować do uniwersytetu im. Kociubińskiego, ale dla mnie to było nie realne – nie załapałem się.

Polska wioska przy nowym domu

Miałem może 8 lat, gdy mama pierwszy raz wzięła mnie ze sobą do kościoła. To był kościół świętej Marii Magdaleny w Samczyńciach. Stoi tuż akurat po wyjściu z mojej ulicy Żytomierskiej. Jak stałem się trochę starszy, zacząłem bardziej interesować się tymi zabytkami powiązanymi z polskością. Kościół wybudowano gdzieś w 1910 r. O Samczyńcach praktycznie nić jest wiadomo, ale odnalazł się „Słownik geograficzny Królestwa Polskiego...” i w nim jest informacja jej dotycząca. Była ona częścią powiatu bracławskiego.

Działając na rzecz badania i odrodzenia kultury polskiej w 2014 odnalazłem panię Petronelę, o której pisałem artykuł, była najstarszą i może nawet ostatnią Polką na wiosce (miała wtedy 92 lata).

Z tamtych czasów trochę minęło i bardzo chcę opowiedzieć o mojej podroży do Polski, o relacjach z Polakami. Chciałbym opowiedzieć czego doświadczyłem i porównać życie w Ukrainie i w Polsce. Jak zacząłem studia i jak załapałem się do najlepszej pracy w mieście, jak kupiłem swój pierwszy samochód i jak mam teraz plany na przyszłość.

Mikołaj Bachur, Samczyńce-Niemirów-Jelenia Góra, 14.01.17 r.




Pocztówka sprzed 100 lat

Po obaleniu caratu w Rosji 29 marca 1917 roku Rząd Tymczasowy proklamował niepodległość Polski, zachęcając Polaków walczyć u boku Rosjan przeciwko „zaczepnemu germanizmowi”.

Polacy od 1914 roku zrzeszeni byli kilku formacjach wojskowych, działających na terenie rosyjskim i zaboru rosyjskiego, stanowiąc poważną siłę militarną, zdolną nawet zaważyć na losie wojny w tej części Europy. Legiony Puławski i Lubelski i Brygada Strzelców Polskich posłużyły zalążkiem do powstania I, II i III Korpusu Polskiego, w których przeciwko okupantom walczyło ponad 40 tys. Polaków.

Prawdopodobnie przed abdykowaniem cara w celu zachęcenia Polaków do poparcia władzy monarchistycznej ukazała się drukiem pocztówka „Podole-Polsce”, którą umieścił na swoim profilu w LiveJournal członek kamieniecko-podolskiego stowarzyszenia rekonstruktorów historycznych Dmytro Babiuk. Na tylnej stronie pocztówki znajduje się wiersz napisany prawdopodobnie przez Nikołaja Archangielskiego, syna rosyjskiego oficera, dowódcy jednego z rosyjskich batalionów, okupujących w Warszawie i Polki, który po upadku monarchizmu w Rosji przeszedł na stronę bolszewików.

Słowo Polskie na podstawie informacji Oleksandra Fedoryszena, źródło: http://dmytro-babyuk.livejournal.com, 11.01.17 r.

 



Kresowa proza. Michał Czajkowski – Sadyk Pasza (1804-1886)

Michał Czajkowski herbu Jastrzębiec – pisarz, Polak-katolik, turecki Pasza-wyznawca Islamu a pod koniec życia – prawosławny, urodził się 29 września 1804 w Halczyńcu na Wołyniu. Był synem Stanisława Czaykowskiego, podkomorzego żytomierskiego i Petroneli z Głębockich.

Młody Czajkowski rozpoczął naukę w berdyczowskiej szkole, prowadzonej przez Anglika Wolseya. Kontynuował ją później w Międzyrzeczu Koreckim pod okiem księży pijarów. W 1821 ukończył szkołę z tytułem bakałarzem matematyki i literatury.

W 1828 Michał rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Obdarzony talentem literackim pisał jednocześnie dzieła, w których w duchu bajronicznym wyrażał ducha kozaczyzny, np: „Powieści kozackie”, „Kirdżali” i „Stefan Czarniecki”.

W 1830 roku młody Czajkowski dołączył do żołnierzy powstania listopadowego. Był dowódcą oddziału Kozaków w regimencie kawalerii Karola Różyckiego. Walczył w Pułku Jazdy Wołyńskiej, który za zawołanie bojowe obrał sobie kozackie „Sława Bohu”.

Na emigracji Michał związał się z obozem emigracyjnej prawicy i ruchem Hotel Lambert. Książę Adam Jerzy Czartoryski powierzył mu trudne zadanie zorganizowania agencji dyplomatycznej w stolicy Turcji. Czajkowski energicznie wziął się do pracy. Zainteresował się oczywiście Kozakami, którzy osiedli w tureckiej Dobrudży jeszcze w XVIII wieku, gdy Katarzyna II, po zburzeniu Siczy, przeprowadzała akcję przesiedlania Kozaków nad Don.

„Czajkowskiemu zamarzyło się w wieku dziewiętnastym podnieść z martwych to, co jeszcze w szesnastym zostało zaprzepaszczone – Kozaczyznę sfederowaną z Polską. Ideowy ferment wywołany utratą niepodległości i wojnami napoleońskimi zaowocował na Podolu i Wołyniu bardzo intensywną kozakomanią. Do dobrego tonu należało śpiewanie ukraińskich pieśni, życzliwe przyjmowanie we dworach wędrownych dziadów – lirników, rozpamiętywanie czynów dzielnych atamanów. Kultura szlachecka w tym czasie wręcz mieszała się z ludową – pisała Jadwiga Chudzikowska.

Niebywałe talenty dyplomatyczne Michała Czajkowskiego w Turcji połączyły się z odwagą i wyobraźnią. Żarliwy polski patriota miał tak silne wpływy na dworze tureckim, że sam sułtan liczył się z jego zdaniem nawet przy podejmowaniu ważnych decyzji politycznych. Wówczas Rosja nawet  zażądała od Turcji wydalenia Czajkowskiego, grożąc zerwaniem stosunków dyplomatycznych.

Działalność polityczna Polaków w Turcji miała w dużym stopniu na celu wciągnięcie zaborców w wojnę, dzięki czemu Polska miałaby szansę na uzyskanie niepodległości. Czajkowski postanowił przejść na islam przyjmując miano Muhammada Sadyka Paszy. Przyjęcie islamu zresztą spotkało się z potępieniem przez środowisko polskich patriotów. Wspierała Sadyka natomiast jego żona Ludwika Śniadecka - obiekt miłosnych westchnień młodego Juliusza Słowackiego.

Z inicjatywy ks. Czartoryskiego Czajkowski zakupił w okolicach położonych ok. 100 km od ówczesnego Stambułu tereny, na których księża lazaryści zaczęli tworzyć polską wieś. 19 marca 1842 poświęcono pierwszą chatę, a wieś nazwano Adampolem. Oprócz powstańców listopadowych Czajkowski osiedlał we wsi także wykupionych z niewoli tureckiej i czerkieskiej jeńców – Polaków przymusowo wcielonych do armii rosyjskiej na Kaukazie.

Fakt istnienia gdzieś w świecie prawdziwej polskiej wsi, w czasach gdy Polski nie istniało na mapie politycznej, był i ważny, i głośny. Do Adampola ściągali nie tylko Polacy, ale i pokrewne narodowości emigrujące z terenów carskiej Rosji. Adampol stał się ważnym ośrodkiem działalności politycznej polskiej emigracji. Miejscowość ta do dziś pod nazwą Polonezkoy.

W sierpniu 1854 roku wojska tureckie wkroczyły do Bukaresztu. Jako pierwszy granice miasta przekroczył pułk Kozaków otomańskich. Był to oddział złożony m. in. z Polaków (na sztandarze Kozaków otomańskich był biały orzeł i muzułmański półksiężyc) pod dowództwem Sadyka Paszy. Głównodowodzący wojskami tureckimi Omer Pasza mianował Czajkowskiego gubernatorem wojennym Bukaresztu.

Zdymisjonowany w 1872 roku, przeszedł na przyznaną mu przez sułtana emeryturę. Uzyskawszy amnestię carską w 1872 udał się do Kijowa, gdzie radykalnie zmienił swoje poglądy, przyjął prawosławie i nawoływał do pojednania z Rosją i zjednoczenia wszystkich Słowian pod berłem cara Aleksandra II.

4 stycznia 1886 roku 82-letni Michał Czajkowski zastrzelił się z własnego pistoletu. Pozostawił po sobie około 25 różnych utworów, m.in.: „Dziwne życie Polaków i Polek” (1865 r.), „Na Moskwę: powieść z czasów napoleońskich” (1900), „Powieści kozacki” (1837 r.) oraz słynna jego powieść „Wernyhora” z 1838 roku nawiązująca do rzezi w Humaniu.

Słowo Polskie, 07.01.16 r.

Wernyhora. Fragment powieści historycznej z roku 1768 autorstwa Michała Czajkowskiego

Wieść o Kolaszczyznie, jak szalona, lata po wszystkich kątach ziem ruskich; zbliska straszna, a im dalej tym coraz groźniejszą postać przybiera; rośnie w ustach, rośnie w myślach, ale szlachta nie upadla na duchu. Bliższa po zamkach i miastach się gromadzi i tam zbrojnie czeka na wroga; dalsza albo sama na koń siada, albo przy dworne poczty, w pomoc zagrożonym braciom wysyła. Od niepamiętnych czasów szlachcic polski nie umiał, nie silił się odwracać od siebie niebezpieczeństwa, ale kiedy ono przyszło nie strachał się lecz prosto i śmiało w oczy mu skoczył.
Ustawały sąsiedzkie spory, zastarzałe urazy rodzin, a nawet publiczne zwady, a jeden drugiemu bieżał w pomoc jak przystało na braci, na synów jednej ziemi.

Wojewoda Kijowski, pan przemożny całą gębą, nie przekabacony na „stronę moskiewską”, niechętny Królowi, nie był też w zmowie na gardła szlachty ruskiej. Zaledwie się dowiedział o rzezi, natychmiast z Tulczyna wysłał przydworny pułk kozaków do Humania, z rozkazem aby ścigał i łapał hajdamaków. Kozacy Potockich znani w Polsce z dzielnego męztwa, z wierności ku panom, a ich pułkownik Gonta praworny człowiek, doświadczony żołnierz, bo służył na Zaporożu. Pięć lat jak pułkiem dowodzi, najczęściej przy boku pańskim, jednak pańskie oko ni razu nie zachmurzyło się na niego, posiadał bezgraniczne zaufanie Wojewody, a ślepą miłość i ślepe posłuszeństwo u podwładnych kozaków.

Podówczas w Humaniu mieście Wojewody gubernatorował pan Mładanowicz; szlachta z okolic tam się zgromadziła, nawieziono pod dostatkiem żywności dla ludzi i dla koni, ponaprawiano stare wały, bramy armatami obsadzono, urządzono służbę obozową. W zamku i w klasztorze księży Bazyljanów w dzień i noc pod bronią były dwa silne oddziały, straże bezprzestannie czuwają i na zwiady często wysyłają do postronnych wiosek, i tak obwarowawszy się postanowili czekać albo boju, albo zgody. Po wioskach chłopstwo ponure, jak powietrze przed burzą, głośno po cerkwiach się włóczy śląc modły na chwałę Bogu; z cicha po domach noże pookrza i zbrodniczą myślą czci djabła, a ciągle wygląda ku wschodowi, czy nie idą obrońcę świętej wiary, dawce wolności.

Pan gubernator odebrał zawiadomienie i rozkaz od pana Wojewody, żeby oddał straż Humania pułkownikowi Goncie, ale szlachta oparła się temu mówiąc: niechaj za miastem stoi, nie wpuszczajmy żadnego chłopa do miasta. Musiał przyzwolić na to Mładanowicz, bo ciężko aby jeden spełnił to, czego tysiąc nie chce: można pomyśleć, powiedzieć nawet, ja tak chcę, ale co zrobić, to nie, rozsądek każe przystać aby nie stracić do reszty powagi. Kiedy Mładanowicz mówił: że zna przychylność Gonty ku szlachcie, że to jego kum, trzymał mu syna jedynaka do chrztu, ma dwóch synów w Humaniu; na to mu odpowiadano; — tym ci lepiej, mamy zakład jego wierności, niechaj uspokoi hajdamactwo a szlachta mu zawdzięczy.

Nie jest to nałogiem szlachty polskiej być ostrożną, ale tym razem diabli się poparzyli ich bracia naddnieprzańscy w gorącej wodzie, oni postanowili na zimną dmuchać.

Ta nieufność nie podobała się Goncie, ale pan Wojewoda kazał szlachtę bronić, stanął więc w Sokołówce i zaczął wysyłać zwiady w rozmaite strony, aby powziąść języka o hajdamakach...



Polityka wschodnia i wsparcie Polaków za granicą wśród priorytetów polityki zagranicznej Polski na rok 2017

Źródło: abc.wiadomosci.gazeta.plZapytany przez dziennikarzy Frondy na temat założeń polskiej polityki zagranicznej na rok 2017 prof. Karol Karski (europoseł PiS) wśród priorytetów wymienił m.in. wsparcie dla dalszej demokratyzacji Ukrainy i Białorusi oraz dalsze wspieranie Polaków mieszkających poza granicami historycznej ojczyzny, m.in. na „terenach, które znalazły się poza Polską w wyniku przesunięć terytorialnych po II wojnie światowej”.

- Wsparcie dla Białorusi i Ukrainy jest jednym z naszych priorytetów. Jesteśmy zainteresowani utrzymaniem niepodległości tych państw. Najlepiej kiedy są to państwa demokratyczne, gdyż są wtedy bardziej stabilne, ale każda Białoruś i każda Ukraina jest lepsza, niż gdyby to miały być zachodnie gubernie Federacji Rosyjskiej. Będziemy więc udzielać wsparcia dla państwowości tych krajów – mówił prof. Karski.

Według europosła Prawa i Sprawiedliwości podstawowym zadaniem będzie, biorąc pod uwagę konflikt na Wschodzie, zabezpieczenie bezpieczeństwa Polski w obecnych warunkach w kilku wymiarach – politycznym, militarnym, gospodarczym i energetycznym.

- Polska jest nastawiona na wspieranie Polaków mieszkających zagranicą, wśród nich także tych, którzy nie z własnej woli znaleźli się poza naszym krajem w wyniku przesunięć terytorialnych po II wojnie światowej. Chcemy utrzymywać z nimi kontakty, wspierać ich, bo są to tacy sami Polacy, jak i my – Karol Karski „ograniczył” tereny, należące niegdyś do Polski do granic II RP, pomijając setki tysięcy Polaków, mieszkających na terenach okupowanej przez bolszewików centralnej części Ukrainy.

Pozbawienie rodaków opieki historycznej ojczyzny po Traktacie Ryskim rozwiązało ręce bolszewikom, którzy bez żadnych zahamowań zaczynając od lat 20. kierowali na zesłania do łagrów polskich księży, inteligencję i zwykłych robotników a później – taki los spotkał całe polskie wsie na wschodzie. Największy terror wobec Polaków na Ukrainie rozpoczął się w latach 1937-1938, kiedy w ramach specjalnych akcji NKWD zamordowano ponad 100 tys. osób polskiego pochodzenia na Podolu, Wschodnim Wołyniu i innych regionach Ukrainy.

Słowo Polskie na podstawie informacji fronda.pl, 05.01.16 r.

Józefa Moczulska z Tłumacza

Obraz Matki Bożej na walącym się budynky śp. Józefy Moczulskiej w TłumaczuPani Józefa Moczulska od kilkudziesięciu lat samotnie mieszkała w rozpadającej się szopę w Tłumaczu (miasto rejonowe w obwodzie iwano-frankowskim). Ta jedna z najstarszych Polek na Ukrainie zmarła 4 stycznia 2017 roku w wieku 92 lat.    

Pani Józefa musiała większą część swego życia przeżyła w samotności. Utrata najbliższej rodziny powiązana była z rozłąką z ojczyzną i rodakami, która nastąpiła z przyczyn decyzji politycznych. Pozostawiona sama sobie, większość życia spędziła w starej chałupie, najważniejszym atrybutem w której był dla niej drewniany krzyż i nieważnie było że wokół było tak zimno.

Życiowy dramat Polki z Kresów wschodnich rozpoczął się pod koniec II Wojny Światowej, gdy pani Józefa miała 19 lat. Wtedy to na jej oczach żołnierze UPA chwycili, a następnie zamordowali około 30 Polaków. Widok jadących furmanek z trumnami, z których krew sączyła się na ulice, był przerażający dla młodej dziewczyny. Jak twierdziła Pani Józia, właśnie wtedy przestała żyć pełnią życia.

W ramach przesiedleń Tłumacz (wcześniej w granicach województwa stanisławowskiego) opuścili praktycznie wszyscy Polacy. Niezłomna Polka postanowiła jednak pozostać na ziemi, którą tak bardzo kochała i kochała aż do śmierci. Pani Józefa mieszkała w szopie bez elektryki, wody, ogrzewania, latem i zimą. A zima na Ukrainie może być bardzo trudna, mróz sięga czasem nawet do minus 40 stopni Celsjusza.

Pani Józia była niezwykłą kobietą. Miała doskonałą pamięć i pamiętała wszystkich, kto odwiedzał ją w Tłumaczu. Ciągłe za wszystkich się modliła. Do końca swojego życia, naznaczonego cierpieniem i tragediami, pozostała wierna tradycjom swoich przodków.

Moczulska doczekała się odrodzenia kościoła katolickiego w Tłumaczu. Przez kilkadziesiąt lat pilnowała krzyża, który został wyniesiony ze świątyni św. Anny Samotrzeciej, zanim została ona wysadzona przez Sowietów.

Pogrzeb Józefy Moczulskiej odbył się w czwartek 5 stycznia w Tłumaczu.

Wieczny odpoczynek racz Jej dać, Panie...

Mikołaj Bachur, zdjęcia: http://www.studiowschod.pl, 05.01.17 r.

 




Gazeta "Słowo Polskie" w PDF

2017

Nr 2 (55)

Nr 1 (54)

2016

Nr 12 (53)

Nr 11 (52)

Nr 10 (51)

Nr 9 (50)

Nr 8 (49)

Nr 7 (48)

Nr 6 (47)

Nr 5 (46)

Nr 4 (45)

Nr 3 (44)

Nr 2 (43)

Nr 1 (42)

2015

Nr 12 (41)

Nr 11 (40)

Nr 10 (39)

Nr 9 (38)

Nr 8 (37)

Nr 7 (36)

Nr 6 (35)

Nr 5 (34)

Nr 4 (33)

Nr 3 (32)

Nr 2 (31)

Nr 1 (30)

2014

Nr 12 (29)

Nr 11 (28)

Nr 10 (27)

Nr 9 (26)

Nr 8 (25)

Nr 7 (24)

Nr 6 (23)

Nr 5 (22)

Nr 4 (21)

Nr 3 (20)

Nr 2 (19)

Nr 1 (18)

2013

Nr 12 (17)

Nr 11 (16)

Nr 10 (15)

Nr 9 (14)

Nr 8 (13)

Nr 7 (12)

Nr 6 (11)

Nr 5 (10)

Nr 4 (9)

Nr 3 (8)

Nr 2 (7)

Nr 1 (6)

2012

Nr 5 od 23.12.2012 r.

Nr 4 od 26.11.2012 r.

Nr 3 od 26.10.2012 r.

Nr 2 od 25.09.2012 r.

Nr 1 od 25.08.2012 r.

 

Projekt współfinansowany w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za granicą