Kresy-historia i podróże

Polska każda niwa droga,
Polskie słońce tu i tam,
Lecz najmilsza i szczęśliwa
Ta, co tchnienie dała nam.
We łzach oko, serce w bolu
Wiecznie myśl zwracało tam,
Gdzie rodzinne na Podolu
Przyświecało słońce nam.

Tak z sentymentem wspominał swoją „małą ojczyznę” żołnierz - poeta, Maurycy Gosławski. I trudno mu się dziwić, bowiem do perły Podola, Kamieńca, myślami powracają nie tylko osoby, dla których był on miastem dzieciństwa... Cóż zatem sprawia i czemu zawdzięcza Kamieniec swoją wyjątkowość? Niewątpliwie punktem wyjścia przy udzielaniu odpowiedzi na to pytanie jest położenie Kamieńca w „objęciach” rzeki Smotrycz, której wody tworzące praktycznie zamkniętą pętlę, jak gdyby z natury desygnowały miasto do pełnienia roli o charakterze militarnym. Miasto powstało wewnątrz tego pierścienia, zaś przesmyku od zachodniej strony strzegła kamieniecka twierdza. Sam Wołodyjowski nazywał Kamieniec „orłowym gniazdem”. Dzięki takiemu usytuowaniu, zabezpieczony przez lata, pozwalał funkcjonować i rozwijać się wielokulturowej społeczności, natomiast obecnie, wydzielona w ten sposób „starówka”, stanowi z jednej strony enklawę świadczącą o wspaniałej przeszłości miasta, a z drugiej przypomina o przynależności i związku kulturowym z Rzecząpospolitą.

Mimo wielu wyniszczających wojen, w Kamieńcu zachowało się około 150 zabytków, co pod tym względem lokuje miasto na trzecim miejscu na Ukrainie, po Kijowie oraz Lwowie i pozwala pretendować do wpisania na listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego ludzkości UNESCO. Obecnie Kamieniec liczy około 100 tys. mieszkańców, jednak w obrębie swej historycznej części jest to raczej niezauważalne, bowiem nie tam skupia się ich aktywność, a nadto wciąż do Kamieńca dociera stosunkowo niewielu turystów, co pozwala na zachowanie przyjemnej, kameralnej atmosfery. Z ciekawostek „etnologicznych” warto nadmienić o zauważalnych już różnicach językowych mieszkańców w porównaniu z terenami położonymi na zachód od obwodu chmielnickiego. Mam tu na myśli stosowanie wielu rosyjskich wyrazów w języku potocznym i jednocześnie utratę wpływów języka polskiego, które tak silnie zaznaczają się np. we Lwowie. Niewątpliwie w znacznym stopniu wynika to z pozostawania Kamieńca poza granicami II Rzeczypospolitej. Miasto wprawdzie nie jest już stolicą okręgu administracyjnego, jednak dla Polaków na zawsze pozostanie sercem Podola.

Choć wielu historyków doszukuje się funkcjonowania osady na terenie dzisiejszego Kamieńca jeszcze w starożytności, to brak źródeł nie pozwala na dostateczne zweryfikowanie tych informacji. Podobnie niewiele wiadomo o dziejach Kamieńca w okresie panowania na tym terenie książąt ruskich. W połowie XIII wieku Podole dostało się pod panowanie tatarskie, które trwało przez około 100 lat. W okresie załamania Złotej Ordy ziemie ruskie stały się terenem ekspansji Litwy, Węgier i Polski.

Panowanie Kazimierza Wielkiego przynosi zdobycze terytorialne na południowym wschodzie, w tym przyłączenie Rusi Halickiej oraz zwasalizowanie Księstwa Chełmsko - Bełskiego, Włodzimierskiego i Podola. Po śmierci monarchy brak stabilizacji w regionie powodował liczne zmiany w przynależności państwowej Podola pomiędzy wyżej wymionione kraje. Na stałe pod panowanie polskie wraca ok. 1430, zaś sam Kamieniec pozostaje między 1434 a 1793 r. stolicą województwa podolskiego. Miasto uzyskuje w tym czasie szereg przywilejów, które korzystnie wpływają na jego rozwój. W 1463 następuje przebudowa umocnień w potężną twierdzę, która przez ponad 300 lat skutecznie chroniła polsko - rusińsko - ormiańskiego społeczeństwa Kamieńca przed licznymi atakami nieprzyjaciół. Ze względu iż głównie należeli do nich Turcy oraz Tatarzy, Kamieniec określano mianem „Przedmurza chrześcijaństwa”. Legenda głosi, że przybyły tu w 1621 na czele swych wojsk sułtan Osman II ze zdziwieniem zapytał: „Kto zbudował to miasto?” - na co padła odpowiedź – „Sam Bóg”. „To niech Bóg je zdobywa” - odrzekł, po czym dał znak do odwrotu.

Kamieniec oparł się także licznym najazdom tatarskim oraz kilkakrotnym próbom zdobycia miasta przez Kozaków podczas powstania Chmielnickiego. W końcu jednak coraz słabsza od drugiej połowy XVII w. Rzeczpospolita nie sprostała nawale tureckiej i w 1672 obrońcy Kamieńca musieli uznać wyższość 120 - tys. armii sułtana Mahometa IV. Tych właśnie wydarzeń dotyczy fabuła Pana Wołodyjowskiego. Po pokoju w Buczaczu Podole dostało się pod panowanie osmańskie. W tym czasie wiele kościołów zostało zamienionych na meczety, a jednym z takich obiektów była kamieniecka katedra. Turcy dobudowali do niej minaret uwieńczony półksiężycem.

Gdy Kamieniec powrócił do Rzeczypospolitej Polacy przez długi czas szanowali słowo dane opuszczającym miasto Osmanom i nie ściągali półksiężyca, ustawiając jednak na nim wizerunek Matki Boskiej. Dzisiaj katedra połączona z minaretem stanowi unikalny w skali światowej kompleks. Z samego natomiast minaretu rozciąga się wspaniały, trudny do wyrażenia widok. Kamieniec wraz z Podolem stał się znowu częścią Korony w 1699 r., na mocy pokoju w Karłowicach, zawartego między Imperium Osmańskim a państwami Świętej Ligi (Papiestwo, Wenecja, Austria, Polska i Rosja) i kończącego kampanię turecką rozpoczątą w 1683 r. atakiem na Wiedeń. W 1793 r., wraz z drugim rozbiorem Polski, Kamieniec trafił pod panowanie Romanowów, gdzie pełnił rolę guberni podolskiej. W ciągu XIX wieku w mieście zaszły istotne zmiany ludnościowe i u progu pierwszej wojny światowej względną większość mieszkańców miasta stanowili Żydzi. Od lipca do listopada 1919 Kamieniec był stolicą Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Na krótko stacjonował tu także znowu garnizon polski. Jednak już w 1920 władzę objęli bolszewicy i nie licząc części drugiej wojny światowej Kamieniec pozostawał w granicach Związku Radzieckiego do 1991 r., od kiedy stał się częścią niepodległej Ukrainy.

Po wojnie ok. 20 % mieszkańców miasta stanowili Polacy, lecz w okresie stalinowskim wielu z nich zostało poddanych wywózkom do Kazachstanu. Nadal jednak Polonia kamieniecka tworzy zwartą i prężnie rozwijającą się grupę mieszkańców, dla której, jak pisze Gosławski, „równiny odkrywające się w dali, te zgodne sprzeczności, ten cały nieład, zda się umyślnie ułożony, aby zachwycał”, stanowią ich ukochaną, „małą ojczyznę”. Trudno nie zgodzić się też z poetą, że „piękności tej części Podola są groźne, wspaniałe, nakazujące” (Poezye Maurycego Gosławskiego. T. 1, s. 90) i może właśnie dlatego Kamieniec jest tak wyjątkowym miejscem.

VOX CORDIS -GLOS SERCA - Polonijny chór amatorski, działający przy Stowarzyszeniu Kultury Polskiej im. Jana Pawła II w Kamieńcu Podolskim
Natalia Kolanowska – kierowniczka chóru - Pracujemy, oddajemy swój czas, poświęcamy się temu, co najbardziej lubimy robić – śpiewaniu i podtrzymywaniu Ojczystych tradycji. Chór - radość naszych serc, realizacja naszch pomyslów i talentów.
..

Wiktor Kolanowski

Zdjęcie pobrane z wizyt.net

Winnica (Ukraina) – miejsca pamięci związane z pobytem Józefa Piłsudskiego w mieście - 16 V 1920 r.

Dnia 16 maja 1920 r., po odsieczy kijowskiej, Józef Piłsudski przyjechał do Winnicy, stolicy dawnej guberni podolskiej, położonej nad Bohem. Miasto to od początku maja, a więc od wyzwolenia z rąk bolszewików, pełniło funkcję tymczasowej stolicy Ukraińskiej Republiki Ludowej. Piłsudski przybywał do miasta na zaproszenie Semena Petlury. Celem wizyty było omówienie z atamanem oraz rządem URL szeregu spornych spraw. Przy okazji Marszałek miał okazję spotkać się z mieszkańcami miasta, w dużej części zamieszkanego przez Polaków. Program przyjazdu Marszałka do Winnicy znany jest dzięki harmonogramowi przyjazdu oraz relacji z wizyty, zamieszczonymi w dwóch kolejnych numerach ukraińskiej gazety „Chwyla”, wydawanej w Winnicy (nr 12 z 16 V 1920 i nr 13 z 18 V 1920 r.) oraz wspomnieniom kilku osób: oficera łącznikowego Stanisława Lisa-Błońskiego, wiceministra spraw wewnętrznych URL Henryka Józewskiego oraz Podolanina Wacława Grzybowskiego. Warto też wspomnieć, że w literaturze bardzo często podawane są błędnie dwie daty przyjazdu Piłsudskiego do Winnicy – 17 lub dwudniowy wariant – 16-17 maja.

Dworzec Kolejowy

Na dworzec kolejowy Piłsudski planowo miał przybyć o 10 rano, jednakże dotarł na miejsce z godzinnym opóźnieniem. Wysłany przed marszałkiem do Winnicy Stanisław Lis-Błoński opisywał, iż tego poranka rzęsiście padało, ale mimo to na peronie zgromadziła się „masa ludzi: panów w odświętnych strojach i pań w pięknych, letnich kapeluszach pod parasolami i bez parasoli. Stojąca na peronie kompania honorowa sprezentowała broń”. Sam przyjazd Marszałka opisywał następująco:

„Pociąg powoli się zbliża. Parowóz przestaje sapać i zatrzymuje się przed peronem. Kompania honorowa prezentuje broń. Orkiestra gra hymny narodowe: polski i ukraiński. Tysiące ludzi krzyczy: „Niech żyje! Niech żyje!” Okrzykom nie ma końca. Cóż za wzruszający, uroczysty moment! (...)
Marszałek Piłsudski wita się z Atamanem Petlurą, z ministrami Rządu ukraińskiego, z wyższymi oficerami wojsk polskich i ukraińskich. Krótkie przemówienia na dworcu, wręczenie wiązanki kwiatów i odjazd do kwatery”.

tego przyjazdu pochodzą słynne fotografie i film przedstawiający Petlurę i Piłsudskiego na dworcu kolejowym salutujących przez okna w salonce. Prócz Petlury i jego sztabu przywódcę państwa polskiego oficjalnie witał prezydent miasta oraz przedstawiciele ludności ukraińskiej, polskiej i żydowskiej z Winnicy. Po oficjalnym przyjęciu na dworcu, marszałek ruszył samochodem do centrum.


Pałac doktora Nowińskiego na „wzgórzu Kumbary”

Po wyjeździe z dworca najprawdopodobniej Piłsudski udał się w odwiedziny do swojego znajomego mieszkającego w Winnicy w willi nad Bohem – na tzw. „wzgórzu Kumbary”. Jej właściciel, doktor Nowiński, prowadził w swej willi klinikę. Funkcję tą pełni do dzisiaj jako Miejski Szpital Dziecięcy. Lis-Błoński zanotował:

„Pałacyk był piękny. Cały otoczony mnóstwem drzew i krzewów. Ogród był pełen kwiatów. Tu Marszałek wypoczywał. Wewnątrz miał szczęście pełnić służbę podchorąży Konczyński. Ja pełniłem służbę zewnętrzną. Służba ta nie trwała długo”.

Kościół Dominikanów - sobór prawosławny

Piłsudski, udając się do centrum przejeżdżał przez główną ulicę miasta – Pocztową (obecnie Soborną). Na podstawie dostępnych źródeł nie jest możliwe ustalenie, czy ulicą Pocztową jechał przed odwiedzinami u dr. Nowińskiego, czy już po niej. Cerkiew na głównej arterii miasta jest jednym z bardziej charakterystycznych zabytków miasta. Do 1832 r. w budynku tym, projektowanym w XVII w. przez Pawła Antoniego Fontanę, mieścił się kościół oo. Dominikanów. Zakonnikom skonfiskowano świątynię i klasztor w 1832 r. w ramach konfiskaty zakonu w wyniku represji popowstaniowych. Po latach budynek przekazano Cerkwi prawosławnej. Piłsudski odwiedzając cerkiew spotkał się z prawosławnymi duchownymi i zatrzymał na krótką modlitwę.

Kościół oo. Kapucynów

Po przeciwnej stronie ulicy, parędziesiąt metrów w głąb miasta Piłsudski zatrzymał się przy kościele pod wezwaniem Matki Boskiej Anielskiej przy klasztorze oo. Kapucynów. Kompleks klasztorny wraz z kościołem pochodzi z XVIII w. Klasztor ten szczęśliwie nie został skasowany w wyniku represji popowstaniowych. pełnił swoją funkcję aż do zamknięcia przez władze sowieckie w 1936 r. W okresie dwudziestolecia pełnił funkcję integrującą katolicką, a więc przede wszystkim polską społeczność miasta. Piłsudski spotkał się tutaj z polską mniejszością miasta, kapucynami, a w samym kościele się modlił.

Gmach Rady Miejskiej

Po modlitwach Marszałek skierował się w stronę prospektu mikołajowskiego, gdzie witano go chlebem i solą, a następnie udał się do Sali Balowej w dawnym budynku Rady Miejskiej. Gościa podejmowali uroczyście przedstawiciele 31 organizacji kulturalnych, oświatowych i społecznych. Witali go delegaci polscy, ukraińscy i żydowscy. Warto tu wymienić spośród organizacji ukraińskich m.in.: Ukraińską Narodową Radę, Towarzystwo Szkolnej Oświaty, Literackie Towarzystwo Naukowe, Czerwony Krzyż, Bractwo Cyrylo-Metodiańskie, Towarzystwo Proswita, redakcję „Chwyli”. Spośród polskich organizacji udział wzięła m.in. Polska Macierz Szkolna oraz Polska Macierz Gimnazjalna i Młodzieżowa oraz harcerze. Przemowy wygłaszających zachowały się dzięki opublikowaniu ich przez redakcję ukraińskiej „Chwyli”. Opis spotkania w Radzie Miejskiej zapisał w swych wspomnieniach jeden z przemawiających w imieniu polskich organizacji na Podolu, Wacław Grzybowski:

„Biała Sala” winnicka, miejsce zebrań gubernialnego samorządu, była dla mnie pełna wspomnień, do dnia 17 [!] maja 1920 r. drobnych. Czuliśmy się w niej jak u siebie w domu jako współbudowniczy kraju, w imieniu którego miałem złożyć hołd Odnowicielowi Polski i opiekunowi Ukrainy.
Pan Marszałek wszedł na tę salę swoim powolnym krokiem. Zdawał się dźwigać nim brzemię historii. Zasiadł na podium obok atamana Petlury i dłonie położył na szabli. Widziałem go po raz pierwszy w życiu i przemawiając, po raz pierwszy czułem na sobie jego wzrok.

Po wysłuchaniu przemówień, głos zabrał także sam Piłsudski, który zwrócił się do Petlury i zebranych: 

"Polska i Ukraina przeżyły ciężką niewolę. Oba te kraje należą do tych, na których panował stały terror. Już dziecko uczono tutaj, aby trzymało na uwięzi swe myśli. Niewola i prześladowanie były stałym udziałem obydwu krajów. Wolna Polska nie może być istotnie swobodną, dopóki naokoło panuje wciąż hasło niewolniczego poddawania woli narodowej przemocy terroru. Polska, osiągnąwszy największy skarb na ziemi tj. wolność, zdecydowała się odrzucić wszystko to, co wolności zagraża, jak najdalej od swych granic.
I w błysku naszych bagnetów i naszych szabel nie powinniście widzieć nowego narzucania cudzej woli. Chcę, abyście w nim widzieli odbłysk swej wolności. Ataman wasz w pięknej swej odezwie obiecał zwołać jak najprędzej wolny sejm w wolnej Ukrainie.
Szczęśliwym będę, kiedy nie ja – mały sługa swego narodu – ale przedstawiciele sejmu polskiego i ukraińskiego ustanowią wspólną platformę porozumienia. W imieniu Polski wznoszę okrzyk: Niech żyje wolna Ukraina!"

Mieszkanie Petlury na ulicy Monastyrskiej i Dom Polski

Kluczowym punktem wizyty było popołudniowe spotkanie Piłsudskiego z Petlurą i jego rządem. Szczegółowego ich przebiegu niestety nie znamy. Ukraińska badaczka, Wiktoria Kołesnyk ustaliła jedynie, iż Piłsudski najpierw przybył do mieszkania Petlury na ulicy Monastyrskiej, gdzie zebrali się członkowie rządu z premierem URL Izaakiem Mazepą na czele. Omawiano szereg spraw spornych: problem granicy na Zbruczu, kwestię polskiej okupacji na terenie Ukrainy, udziału Ukraińskiej Halickiej Armii w działaniach armii URL; werbunku Ukraińców z Galicji Wschodniej w wojskach Petlury, a w końcu sprawę obecności w ukraińskim rządzie polskiego ministra – Stanisława Stempowskiego.
Po omówieniu wszystkich spraw, według relacji w „Chwyli”, Piłsudski miał udać się jeszcze do Domu Polskiego w Winnicy oraz innych organizacji polskich, a następnie miało odbyć się kolejne, indywidualne spotkanie Piłsudskiego z Petlurą. Niestety nie wiadomo, gdzie ono się odbyło i o czym obaj przywódcy dyskutowali.

Hotel „Savoy”

Zamykającym punktem wizyty był uroczysty obiad wydany na cześć Marszałka w hotelu „Savoy” na ulicy Pocztowej (Sobornej). Opis tego zamkniętego dla publiczności spotkania zachował w pamięci obecny na nim wiceminister rządu URL, Henryk Józewski:

"Pamiętam całą uroczystość. Rząd URL in corpore. Wyższi dowódcy wojskowi. Uroczysty bankiet. Miejsce reprezentacyjne przy stole ustawionym w podkowę zajęli Petlura i Piłsudki. W pewnym momencie Petlura wstał i wygłosił na cześć Piłsudskiego dłuższe przemówienie. Petlura – wódz Ukrainy – przemawiał z niezwykłym talentem, mówił wzruszająco, z właściwą Ukraińcom uczuciowością, z polotem. Mówił o Piłsudskim, wodzu Polski, o ukraińsko-polskim braterstwie, o pomocy polskiej w walce o wolność Ukrainy. Słów Petlury słuchano z otwartym sercem. Nie było to urzędowe, formalne, zdawkowe. Było w tym coś z tchnienia prawdy.
Po pewnym czasie głos zabrał Piłsudski. Słuchano go w największym napięciu – słuchano jak objawienia, jak wyroku. Piłsudski mówił o polsko-ukraińskim sojuszu, o braterstwie broni, o walce Ukrainy o wolność i pomoc w walce tej Polski, wreszcie o czekającym Ukrainę wysiłku utrzymania swej wolności, o gromadzeniu własnych sił w obronie przed atakami wroga."

Dworzec Kolejowy

Pod wieczór Piłsudski opuścił tymczasową stolicę Ukraińskiej Republiki Ludowej. Opis pożegnania Marszałka zamieścił w swych wspomnieniach Wacław Grzybowski:

Pan Marszałek i Ataman Petlura padli sobie w objęcia. Grano hymny i zachodziło słońce. Całość wrażeń tego dnia i jego sens były zaprzeczeniem pospolitości. Tak stało się, że Pan Marszałek zechciał przyjechać do nas do Winnicy. Błyskiem swojego geniuszu rozświetlił zawiłe sprawy polsko-ukraińskie (...).

Tablica pamiątkowa

W 2008 r. na budynku dawnej Rady Miejskiej przy ulicy Sobornej 67 wmurowano tablicę pamiątkową, ufundowaną przez miasto partnerskie Winnicy – Kielce. Miejsce to stanowi ważny punkt dla polskiej społeczności miasta. Również przedstawiciele polskich władz, które odwiedzają stolicę obwodu często składają w tym miejscu kwiaty. Tablica zawiera podobiznę Marszałka oraz napis po polsku i ukraińsku. Przypomina on o odwiedzinach, jakie Naczelny Wódz złożył w tymczasowej stolicy URL:

„...BEZ NIEPODLEGŁEJ UKRAINY NIE MOŻE BYĆ NIEPODLEGŁEJ POLSKI...”

W SALI TEGO BUDYNKU | 17 [!] MAJA 1920 ROKU | WYSTĄPIŁ Z PRZEMÓWIENIEM | NACZELNIK ODRODZONEGO | PAŃSTWA POLSKIEGO | JÓZEF PILSUDSKI | PRZEBYWAJĄCY | W WINNICY NA ZAPROSZENIE | RZĄDU UKRAIŃSKIEJ | REPUBLIKI LUDOWEJ.

Fundatorem jest Miasto Kielce, Winnica 2008 r.


Adam Świątek

Szersze opracowanie dotyczące przyjazdu Piłsudskiego do Winnicy zostanie opublikowane w nr 38/39 czasopisma „Sowiniec” w 2011 r.

Już po raz drugi Winnicki Miejski Kulturalno-Oświatowy Związek Polaków bierze udział w programie „Nie zapomnijmy o swoich świątyniach”, polegającym na opiece nad polskimi cmentarzami i nekropoliami na terytorium obwodu winnickiego.

W środku upalnego letniego miesiąca lipca 18 członków organizacji razem ze studentami-wolontariuszami ze Wrocławia wyruszyło do Jampola.

Krzaki, gęste chaszcze – to pierwsze, na co oni natknęli się w Jampolu na miejscu, gdzie powinien był znajdować się stary zabytkowy polski cmentarz. Na pierwszy rzut oka nie było tutaj czego szukać, w tak strasznie zapuszczonym stanie było znane niegdyś miejsce pochówku dużej ilości Polaków Podola i nie tylko. Piła motorowa, która, myśleli, że się nie przyda, była jedynym instrumentem, mogącym coś uczynić w tych warunkach.

Ale sprawa warta była zachodu – wspaniałe monumenty i pomniki, które spotykały na cmentarzu znów ujrzały światło dzienne, okazując znane nazwiska, w tym i Konstantyna Sarneckiego (1863-1911) polskiego filantropa i artysty. Jego pomnik wykonano i sprowadzono z Warszawy, o czym świadczy wygrawerowany na dole napis.

Drugim cmentarzem, do którego udali się członkowie Winnickiego Związku Polaków stała się nekropolia w Obodówce. Z poprzedniego wyglądu, który opisuje Słownik Geograficzny z 1893 roku, gdzie mówi się o wspaniałym parku, założonym przez Dionyzego Maklera czy pałacu Sobańskich po pożaże nie zostało praktycznie nic. O byłym wyglądzie można było się domyślić tylko z fundamentów i pozostałych ścian, a także i o ogromnych mauzoleach-kryptach Sobańskich i Brzozowskich. Wyobrazić sobie jak wyglądały dwie krypty można, odwiedzając mauzoleum Potockich w Pieczorze, ale ilość wnęk w podziemiach na trumny w Obodówce jest trzykrotnie większa!

Jak wspomina organizator zachodu Pani Alicja Ratyńska, dużo tajemnic chronią grobowce w Obodówce. W jakimś momencie pod podłogą jednej z krypt odnaleziono puste pomieszczenie i jeden z pracowników nawet próbował się dostać do środka. Ale po namyśle, zostawiono te prace specjalistom, którzy, jak ma nadzieję Pani Alicja, kiedyś dotrą na cmentarz w byłym polskim miasteczku.

Na przykładzie dwóch cmentarzy w Jampolu i Obodówce widzimy ile jeszcze dziedzictwa narodowego czeka na ujrzenie światła dziennego na Podolu i Ukrainie w ogóle. Ocalić od zapomnienia i „nie zapomnieć o swoich świątyniach” - w tym powinni brać udział wszystkie organizacje polonijne, biorąc pod opiekę jeden z cmentarzy, który ma w pobliżu. Listę polskich nekropolii pomoże dopracować pani Alicja Lipska z Muzeum Krajoznawczego w Winnicy i mamy nadzieję, że do wiosny udostępnimy ją na naszym portalu.

 

Zdjęcia z prac przy cmentarzu w Jampolu

... i w Obodówce

 

Zdjęcia udostępniła Pani Alicja Ratyńska - prezes Winnickiego Miejskiego Kulturalno-Oświatowego Związku Polaków

śmierć na ukraińskiej drodze Czasami, po przekroczeniu wschodniej granicy można zobaczyć rzeczy, niemieszczące się w głowie cywilizowanego człowieka, nawet gdy spodziewa się on niektórych niespodzianek na drogach polskiego partnera  EURO-2012...

Wracając 09.01.2011 ze studiów w Rzeszowie, autor przekroczył granicę przez przejście graniczne Medyka-Szegini, wsiadł do swojego samochodu, który zostawił po ukraińskiej stronie, jako że sam ma obywatelstwo ukraińskie i wyruszył do rodziny do Sądowej Wiszni, a potem – do Winnicy (460 km od granicy z Polską).

Tym razem, chcąc się wczuć w obraz typowego Kowalskiego, który nasłuchał się opowieści babci o KRESACH, machnął ręką na rozsądek i wyruszył zwiedzać „необьятные просторы” niezależnej Ukrainy.

Na szczęście, samochód stał na parkingu, koła na miejscu, audio i GPS też. Zapłaciwszy 13 hrywien za parę godzin parkingu, w dobrym humorze kierowcy o 20.00 auto wyjechało na wschód.

Słowiańskie słowo „wino”, któremu zawdzięcza nazwa miasta, znaczy „prezent”. Winnica szczodrze ofiaruje gościom wrażenia i niepowtarzalny koloryt. „Zadziwiające pojednanie kultury i dziury”- tak pisał kiedyś o tym mieście generał Brusiłow.

Miasto zostało założone w 1362 roku, kiedy to litewski książę Olgierd prezentował te ziemie swemu kuzynowi Koriatowiczowi. Na wysokiej górze nad rzeką zjawiła się pierwsza forteca. Za 500 lat dużo wody przepłynęło przez Południowy Bug: drewniany zamek spalili Tatarzy, górę ludzie zrównali z ziemią. Ale nazwa Stare Miasto istnieje dotychczas. W 1558 roku centrum miasta przemieszcza się na prawy brzeg. Winnica rośnie stając się dużym handlowym miastem z szumnymi rynkami i rzemieślniczymi manufakturami. Przez miasto prowadziły od razu dwa szlako handlowe: Kołomyjski z Hałycza i Czarnomorski – z Kijowa.

W końcu XVI wieku Winnica – centrum Bracławskiego województwa, jednego z największych na Ukrainie(I RP-Autor) i najbardziej niespokojnych. Miasto cały czas było nękane przez powstania ludowe. Pod czas wojny Chmielnickiego z Polskim Wojskiem, Winnica dała Bogdanowi Bohuna, zaciętego pułkownika, który nigdy nie zgodził się z podziałem Ukrainy(?-autor) na Prawobrzeżną i Hetmańszczyznę. Zaginął w walce. Winnica do końca XVIII wieku pozostawała w granicach I Rzeczy Pospolitej. Z 1796 roku staje się miastem powiatowym Imperium Rosyjskiego. A rozwój architektury i sztuki przyszedł na początek XX wieku.

Kresy-historia i podróże

Błądząc po Internecie, czasami można trafić na coś niecodziennego. Tym razem w jednym z artykułów w Wikipedii, natknąłem się na ciekawy odnośnik do jakiegoś hasła – Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich z 1893 r. To źródło przedstawia  skan książki, z analogiczną nazwą i daje możliwość, poprzez wprowadzenie nazwy miejscowości – dowiedzenia  się o niej więcej, z punktu widzenia człowieka żyjącego u schyłku XIX wieku.

Oczywiście, od razu wpisałem WINNICA (bo Lwów trochę już nudzi), i … czytałem, rozszyfrowywałem, a nawet czasami tłumaczyłem przez dwa dni. Poniżej podaję rezultat mojej pracy i streszczenie tego, co przeczytałem.

Otóż z początku. Historia.

Zamów wiadomości na pocztę

Ostatnie komentarze